logo
logo

Zdjęcie: Jérémy Daniel/ Licencja: CC BY-SA 4.0/ Wikipedia

Awans Linette, amerykańska katastrofa

Poniedziałek, 15 stycznia 2018 (20:23)

Pierwszy dzień rywalizacji w tenisowym Australian Open przyniósł awans do drugiej rundy Magdy Linette oraz totalną katastrofę reprezentantów Stanów Zjednoczonych.

Linette też grała z Amerykanką. Jennifer Brady, wyżej notowana od poznanianki, była nawet faworytką dzisiejszego starcia i faktycznie, na początku spotkania dominowała. Pomagały jej nerwy i błędy, popełniane przez Linette, a gdy wygrała pięć początkowych gemów, mogła poczuć, że pojedynek przebiegnie szybko i przyjemnie. Seta też zakończyła wkrótce, oddając Polce zaledwie dwa gemy. Ale Linette zebrała się w sobie. Przeanalizowała swoją i rywalki postawę w pierwszej partii i od kolejnej grała zupełnie inaczej. Lepiej. Mecz nabrał rumieńców, stał się ciekawy, wyrównany, a po dramatycznej końcówce seta na swoją stronę przechyliła poznanianka. W trzecim, ostatnim, Polka już nie zaprzepaściła szansy, jaka się przed nią otworzyła. Nadal grała swoje, bardzo pewnie, kontrolując to, co dzieje się na korcie. Ostatecznie wygrała 2:6, 6:4, 6:3, pierwszy raz w karierze awansując do drugiej rundy wielkoszlemowych zmagań w Melbourne. W historii występów w imprezach najwyższej kategorii najdalej dotarła we French Open – do trzeciej rundy przed rokiem. Teraz, by ten sukces powtórzyć, będzie musiała uporać się z Rosjanką Darią Kasatkiną.

Dziś na kortach w Melbourne zaprezentowała się również kolejna z Polek, wielkoszlemowa debiutantka Magdalena Fręch. Awans do turnieju głównego wywalczyła dzięki kwalifikacjom, ostatni mecz w nich rozegrała w niedzielę, zatem do dzisiejszego przystępowała z marszu, bez odpoczynku. Z pewnością odczuwała w nogach i rękach trudy wcześniejszych starć, jednak rywalce, Hiszpance Carli Suarez Navarro, postawiła trudne warunki. Tak, przegrała 5:7, 3:6, ale po walce, ładnej grze, w której dla dużo bardziej doświadczonej przeciwniczki była wymagającą i godną rywalką.

Poniedziałek w Melbourne możemy zatem zapisać na… remis, bo nasze tenisistki jeden mecz wygrały, a jeden przegrały. Co, idąc tym tropem, mogą powiedzieć jednak Amerykanie, których reprezentanci ponosili klęskę za klęską? Do jednej z nich przyczyniła się Linette, ale były inne porażki, bardziej dotykające sympatyków tenisa w USA. Przede wszystkim z rywalizacją pożegnała się niezwykle utytułowana Venus Williams, przegrywając z Belindą Bencic 3:6, 5:7. Szwajcarka nie ukrywała, że pomogły jej rady od rodaka, Rogera Federera, a jakby było mało, w jej boksie pojawili się rodzice tego legendarnego tenisisty. Porażki doznała też Coco Vandeweghe – z Węgierką Timeą Babos 6:7 (4-7), 2:6, przypominając przy okazji, że można się po niej spodziewać… wszystkiego. Na przykład „buntu” spowodowanego brakiem… bananów. Tak, to nie żart, pod koniec pierwszego seta zagroziła, że nie wznowi gry, jeśli nie otrzyma tych właśnie owoców do spożycia. Z rywalizacją w Melbourne pożegnała się też triumfatorka ubiegłorocznego US Open Sloane Stephens, która nie sprostała Chince Shuai Zhang. Odpadły także Sofia Kenin, Taylor Townsend, Catherine Bellis i Alison Riske oraz wysoko rozstawieni Jack Sock i John Isner.

Nie były to jedyne niespodzianki pierwszego dnia rywalizacji. Swoje mecze przegrali bowiem Słowaczka Dominika Cibulkova, Australijka Samantha Stosur czy finalista ostatniego US Open Kevin Anderson z RPA.

Z grona faworytów najlepiej zaprezentowali się Hiszpan Rafael Nadal i Dunka Caroline Wozniacki, którzy pokazali styl i formę pozwalające upatrywać w nich mocnych kandydatów do końcowego triumfu.

 

 

 

 

 

Piotr Skrobisz

NaszDziennik.pl