logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Ian Langsdon/ PAP/EPA

Wielki mecz Igi Świątek w Paryżu

Niedziela, 4 października 2020 (17:30)

Aktualizacja: 4 października 2020 (18:35)

Iga Świątek sprawiła dziś ogromną sensację, w niewiarygodnym stylu wygrywając z Rumunką Simoną Halep 6:1, 6:2 w czwartej rundzie French Open. Dzięki temu pierwszy raz w karierze awansowała do ćwierćfinału turnieju tenisowego Wielkiego Szlema, i nie zamierza na tym poprzestać.

Sportową niespodziankę można sprawić w różny sposób. Czasami pomaga słabsza dyspozycja rywala, czasami warunki, takie a nie inne, które w ostatecznym rozrachunku okazują się sprzyjające. Czasami zwykła dyspozycja dnia, lepsze, gorsze nastawienie.

Przed dzisiejszym meczem w czwartej rundzie French Open Iga Świątek mówiła z uśmiechem, iż ma nadzieję, że nie potrwa on tylko 45 minut. Właśnie tyle czasu trwał bowiem jej ubiegłoroczny pojedynek z Halep, dokładnie w tej samej fazie paryskich zmagań. Od tego dnia wiele się zmieniło, poza jednym – awansując do czwartej rundy zmagań na kortach im. Rolanda Garrosa Iga wyrównała swój życiowy wynik w Wielkim Szlemie. Odpowiadając na pytania związane z pojedynkiem z Rumunką, czuła jednak, iż będzie on wyglądał zupełnie inaczej. I choć naprzeciw niej stanęła ta sama Simona, w tym szalonym sezonie krocząca ostatnio od zwycięstwa do zwycięstwa, faworyzowana, najwyżej rozstawiona, nie zamierzała czekać na to, co ona pokaże. Nie zamierzała uczestniczyć w rywalizacji na warunkach postawionych przez rumuńską supergwiazdę tenisa. Postanowiła narzucić własne. Od pierwszej piłki. Odważnie, bez zawahania, bez kompleksów wobec rywalki, która plasuje się na drugim miejscu w światowym rankingu.

I Iga zagrała jak marzenie. Perfekcyjnie. Od początku zaatakowała, a jej pasja, odwaga, pozytywna agresja, siła, połączone z dokładnością, imponującą precyzją i różnorodnością stosowanych środków, zaskoczyły i zdumiały rywalkę. Halep wręcz nie wiedziała, co i jak ma robić. Nie znalazła odpowiedzi. Ani na początku, ani w środku, ani na końcu. Świątek rządziła, posyłała piłki w różne fragmenty kortu, a bezradna Simona goniła za nimi, i bezradnie rozkładała ręce. Obserwatorzy, kibice, nie mogli wyjść ze zdumienia, bo mecz przypominał starcie utytułowanej mistrzyni z młodą pretendentką, z tym że w rolę mistrzyni wcieliła się 19-latka z Polski. Dziewczyna, o której było wiadomo, że ma talent, ale która pierwszy raz pokazała taki tenis. Tenis godny największych.

Trzy gemy… Tylko tyle, w ciągu 68 minut gry, zdołała wywalczyć Halep. To szokujące, zważywszy, kim jest, jakie ma sukcesy na koncie, jak grała w ostatnich miesiącach. Świątek nie dała jej szans, nie dlatego, że Rumunka trafiła na gorszy dzień, miała jakieś pozakortowe problemy. Świątek zdeklasowała drugą „rakietę” globu, bo zagrała genialnie. Po prostu.

Sama to przyznała, ponieważ przyznać… musiała. – Mam wrażenie, że grałam perfekcyjnie. Nawet ja sama jestem zaskoczona, że byłam w stanie to zrobić. Po przełamaniu w drugim secie i prowadzeniu 4:1 pomyślałam nawet, że to szokujące, że wygrywam tak wysoko. Ale też wiedziałam, że nadal muszę grać tak samo, bo Simona w każdej chwili mogła wrócić do gry – powiedziała Polka, dodając, że doskonale pamiętała spotkanie z poprzedniej edycji French Open. – Było dla mnie wielką lekcją i motywacją, by nauczyć się grać lepiej. Dziś pokazałam swój najlepszy tenis, i to w starciu z tak wspaniałą zawodniczką – podkreśliła nastolatka z Raszyna.

Teraz, w ćwierćfinale, Iga zmierzy się z Włoszką Martiną Trevisan. Ta też sprawiła dziś sporą niespodziankę, pokonując rozstawioną z „piątką” Holenderkę Kiki Bertens 6:4, 6:4. Tenisistka z Italii zajmuje 159. miejsce w rankingu, dopiero drugi raz w karierze znalazła się w głównej drabince wielkoszlemowych zmagań – na początku tego sezonu w Australian Open przegrała mecz otwarcia. Świątek po raz pierwszy w Paryżu wyjdzie zatem na kort w roli faworytki, bo w każdym z jej dotychczasowych spotkań to rywalki zdawały się mieć więcej szans. Polka wszystkie mecze jednak wygrała, w żadnym z nich nie straciła nawet seta. Grała kosmicznie, pięknie, tak, że można było tylko bić brawo i zachwycać się jej zagraniami. Czy awansuje do półfinału? Byłoby to czymś wspaniałym, czymś niewiarygodnym, ale – zobaczymy. Z Trevisan do tej pory rywalizowała dwukrotnie, raz wygrywając i raz przegrywając.

Piotr Skrobisz

NaszDziennik.pl