logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: JULIEN DE ROSA / PAP/EPA

Iga się nie zatrzymuje. Teraz finał!

Czwartek, 8 października 2020 (19:36)

Aktualizacja: 8 października 2020 (20:19)

Iga Świątek kontynuuje swój fantastyczny, zwycięski marsz na kortach Rolanda Garrosa. Dziś młoda polska tenisistka pokonała argentyńską kwalifikantkę Nadię Podoroską 6:2, 6:1 i awansowała do finału French Open, dokonując czegoś, co przed nią udało się tylko Jadwidze Jędrzejowskiej… tuż przed wybuchem II wojny światowej.

Iga jest niesamowita. Czy gra z największą gwiazdą tenisa, czy rywalką, którą poznała ledwie kilkadziesiąt godzin wcześniej, gra tak samo. Pewnie, swobodnie, z ogromnym zaufaniem do własnych umiejętności, odważnie, bezkompromisowo, od początku do końca narzucając swoje warunki – i je dyktując.

Przed dzisiejszym półfinałem z Podoroską była zdecydowaną faworytką, ale wielu tego właśnie się obawiało i przestrzegało, przypominając, że takie pojedynki bywają najtrudniejsze. Presja, bagaż oczekiwań zamieniają się w ciężar nie do uniesienia, szczególnie, gdy stawka jest przeogromna i tyczy marzeń. Dziś obie panie rywalizowały o finał French Open. Jednego z czterech turniejów Wielkiego Szlema, najważniejszych z ważnych. Do tej pory grały w takowym tylko dwie Polki, wspomniana Jędrzejowska i Agnieszka Radwańska. Obie przegrały.

Iga jest jeszcze 54. zawodniczką rankingu (w najnowszym notowaniu zanotuje gigantyczny skok, ale oficjalnie na to musimy poczekać). Starsza o cztery lata Podoroska jest w nim 131. To od razu pokazywało, kto wyjdzie na kort w roli faworytki i… jeśli ktoś miał obawy, po kilku minutach meczu się ich całkowicie pozbył. Iga pojawiła się bowiem na placu gry, by zrobić swoje, błyskawicznie zabrała się do pracy. I to jak! Na jej konto trafiał gem za gemem, a Argentynka chyba szybko pozbawiła się jakichkolwiek złudzeń. Oczywiście walczyła, ambitnie, dzielnie, jednak różnicy umiejętności dzielącą ją od Polki nie była w stanie zamaskować. Świątek grała świetnie, zdecydowanie, agresywnie, stosując cały wachlarz ofensywnych zagrań, po których rywalka nie mogła poradzić dosłownie nic. Efekt? Dwa szybkie sety bez historii. W pierwszym dwa stracone gemy, w drugim jeden. Aż 23 wygrywające uderzenia, przy zaledwie 6 przeciwniczki. Deklasacja.

Choć jeszcze dwa tygodnie temu wydawało się to jakimś snem, czymś nierealnym, Iga awansowała do finału French Open. Przed nią udało się to tylko sześciu nierozstawionym tenisistkom. Po drodze nie straciła nawet seta, wszystkie mecze wygrywając w sposób absolutnie zdecydowany, a niekiedy wręcz miażdżący. – Sama jestem tym zaskoczona, bo nie tylko nie sądziłam, że dotrę tak daleko, nie sądziłam, że mogę tutaj grać tak dobrze. Z drugiej strony czułam, że jeśli kiedyś znajdę się w wielkoszlemowym finale, to właśnie w Paryżu – przyznała nastolatka z Raszyna. Faworytką finału nie będzie – a zmierzy się w nim z Sofią Kenin. Amerykanka, triumfatorka tegorocznego Australian Open, w dzisiejszym półfinale pokonała Czeszkę Petrę Kvitovą 6:4, 7:5.

Niezależnie od wyniku tej potyczki, Iga już dokonała czegoś niewiarygodnego, a nie zapominajmy, że jutro powalczy jeszcze o finał rywalizacji debli! Niezależnie od wszystkiego, zanotuje ogromny skok w światowym rankingu, na pewno do czołowej „30”, a niewykluczone, że znajdzie się nawet w „20” – końcowe zwycięstwo dałoby jej bowiem prawdopodobnie 17. miejsce! Awansując do finału, już zarobiła nieco ponad 850 tys. dolarów, a w przypadku sobotniego triumfu, na jej konto trafił 1,6 miliona – dużo więcej niż zdobyła w całej dotychczasowej karierze.

Świątek ma tego świadomość, a może… niekoniecznie, bo jej sztab, trenerzy i rodzice robią wszystko, by przynajmniej do końca French Open młodziutka tenisistka była poza szaleństwem, które właśnie na jej punkcie się rozpoczyna. Do telefonu nie ma dostępu, przez co nawet nie wie, kto i co jej ostatnio napisał, omija szerokim łukiem internet i portale społecznościowe. Wszystko po to, by nie udzieliły się jej emocje i do ostatniej piłki ostatniego meczu zachowała chłodną głowę. Jego stawka będzie bowiem kosmiczna, niewyobrażalna i do tej pory niespotykana w polskim sporcie. Wielkoszlemowego tytułu w singlu nie wywalczył bowiem jeszcze żaden nasz tenisista.

Piotr Skrobisz

NaszDziennik.pl