logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: DEAN LEWINS/ PAP/EPA

Iga przegrała... i trochę żal szansy

Niedziela, 14 lutego 2021 (20:58)

Aktualizacja: 14 lutego 2021 (20:58)

Jestem rozczarowana – przyznała szczerze Iga Świątek po dzisiejszej porażce z Rumunką Simoną Halep w 1/8 finału wielkoszlemowego Australian Open. Polska tenisistka mecz z nią rozpoczęła perfekcyjnie, ale potem – niestety – spisywała się już gorzej.

Jesienią ubiegłego roku Iga rozbiła Halep w czwartej rundzie French Open – w drodze po historyczny tytuł, pierwszy indywidualny w dziejach polskiego tenisa. Wtedy wszystkich zaskakiwała, wielu szokowała, teraz już każdy, kto interesuje się sportem, wie, że nastolatka z Raszyna jest zawodniczką bardzo dobrą, ukształtowaną i zdolną do wszystkiego. Dlatego przed dzisiejszym spotkaniem wydawało się, że szanse obu tenisistek są wyrównane.

Halep to oczywiście wiceliderka rankingu, przewyższająca Świątek liczbą tytułów i doświadczeniem, ale Iga to Iga. Talent i ogień, pasja i siła. Początek spotkania wskazywał, że może dojść do powtórki z Paryża. W pierwszym secie Iga grała bowiem kapitalnie, wymuszając na rywalce mnóstwo błędów. Niestety, potem się pogubiła, a może nawet nie tyle pogubiła, ile zaczęła sprawiać wrażenie, iż nie radzi sobie z presją. Momenty świetne przeplatała słabymi, zagrania genialne – prostymi pomyłkami, a im bardziej się frustrowała, złościła i denerwowała, tym bardziej rosła liczba popełnianych przez nią błędów. Ostatecznie przegrała 6:3, 1:6, 4:6 po meczu dobrym, ciekawym, atrakcyjnym dla widza, ale jednak i takim, który można było przechylić na własną korzyść. A gdyby tak się stało, to w ćwierćfinale Świątek spotkałaby się z Amerykanką Sereną Williams i – co tu dodawać – skupiłaby na sobie uwagę całego sportowego świata.

– Czułam, że gram dobrze. Może nie tak perfekcyjnie jak w Paryżu, ale naprawdę dobrze. Simona szybko zmieniła jednak taktykę, zaczęła nadawać piłce większą rotację, przez co trudniej mi było kontrolować uderzenia. W drugim secie straciłam sporo energii i chciałam zachować siły na trzeciego, a w nim, gdy zostałam przełamana, nie potrafiłam już odrobić straty. Simona mi zaimponowała, odnosiłam wrażenie, że w każdej sytuacji ma do wyboru wiele opcji, a gdy coś nie idzie po jej myśli, to natychmiast zmienia taktykę i jest to dla niej czymś naturalnym i oczywistym. Na tym pewnie polega różnica między tenisistką z ogromnym doświadczeniem a młodą – przyznała Świątek.

Z Melbourne się jednak nie pożegnała. Gra jeszcze w mikście z Łukaszem Kubotem, a po porażce z Halep nie brakowało pytań, czy to aby na pewno był dobry wybór, bo w sobotę grała mecz o awans do 1/8 finału (skutecznie i zwycięsko) i mogła w nim stracić sporo sił. Sama jednak temu zaprzeczyła. – Gdyby wiązało się to z ryzykiem, tobym w mikście nie rywalizowała. Przywiązuję do tej konkurencji sporą wagę – powiedziała.

Piotr Skrobisz

NaszDziennik.pl