logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: YOAN VALAT / PAP/EPA

Prezent na urodziny

Poniedziałek, 31 maja 2021 (19:07)

Aktualizacja: 31 maja 2021 (20:52)

Bałam się, że mogę zepsuć te urodziny, jeśli coś nie pójdzie po mojej myśli, ale na szczęście się udało – przyznała Iga Świątek po awansie do drugiej rundy wielkoszlemowego French Open. Nasza najlepsza tenisistka wywalczyła go w szczególnym dniu, albowiem dziś obchodziła 20. urodziny.

W ubiegłym roku Iga świętowała w Paryżu największy sukces w dotychczasowej karierze i zarazem największy sukces w historii polskiego tenisa. Wygrywając French Open, zapisała się na stałe na kartach dziejów, a w kolejnych miesiącach udowodniła, że w tamtym wyczynie nie było cienia przypadku. Dziś jest już jedną z gwiazd światowego formatu, ma na koncie i inne duże sukcesy, ale przed dzisiejszym meczem sama zastanawiała się, jak to być może. – Nigdy jeszcze nie przystępowałam do obrony tytułu, nawet w jakimś małym turnieju, więc nie wiedziałam, czego się spodziewać. Próbowałam się trzymać swojej rutyny i pracować tak, jak to robiłam cały sezon – przyznała po wszystkim. Wszystkim, czyli meczu pierwszej rundy z Kają Juvan.

Słowenka to jej dobra przyjaciółka. Znają się od lat, w juniorskich czasach grywały nawet wspólnie w deblu, i to z sukcesami. Dziś stanęły naprzeciw siebie i Polka była zdecydowaną faworytką tego starcia. Po pierwszym secie wydawało się, że przebiegnie ono błyskawicznie, w rekordowo krótkim czasie. Iga od początku do końca tej partii nadała bowiem ton, grając tak, że Juvan momentami nie wiedziała, co się dzieje. Efekt? Sześć wygranych gemów w 24 minuty.

Ale Słowenka wiary nie straciła. W drugiej partii poprawiła się we wszystkich elementach tenisowej sztuki i nagle mecz całkowicie zmienił swój obraz. Na korcie rozgorzała twarda, wyrównana walka, nie brakowało w niej emocji, efektownych akcji. 101. w rankingu Juvan w końcówce, przy stanie 5:5, miała nawet szansę na przełamanie naszej tenisistki, ale Iga się obroniła, a w kolejnym gemie postawiła kropkę nad i. Wygrała ostatecznie 6:0, 7:5, awansowała, czyli zrobiła to, czego wszyscy od niej oczekiwali.

– Nigdy nie gra się łatwo przeciwko najlepszej przyjaciółce. Starasz się zapomnieć na dwie godziny o łączącej was relacji i skupić na grze. Stąd starałam się traktować Kaję jak każdą inną rywalkę, bo kiedy jesteś na korcie, to nie możesz mieć w głowie myśli, które mogą osłabić twoją grę. Wydaje mi się, że udało mi się to całkiem dobrze – przyznała tenisistka z Raszyna, dodając, że Paryż jest jej ulubionym miejscem na tenisowej mapie. – Potrafiłam tu pokazywać swój tenis już od jakiegoś czasu, nie tylko w poprzednim sezonie. Z pewnością jest teraz inaczej, nieco bardziej stresująco. Z drugiej strony pierwsze rundy zawsze są trochę cięższe, więc nie powiedziałabym, że poziom stresu był tym razem znacznie wyższy. Musiałam wykonać nieco większą pracę mentalną, by skupić się na tenisie, taktyce i rzeczach, które robimy na treningach – powiedziała.

Iga jest w formie. Wie o tym, czuje to. – Moi trenerzy zaplanowali wszystko tak, bym szczyt formy miała właśnie teraz. Pamiętam jednak i o tym, że nawet posiadając dużą pewność siebie i czując się naprawdę dobrze, każdy mecz jest inną historią i wiele może się zdarzyć na korcie. Musisz cały czas zachować ostrożność i nie pozwolić sobie na myślenie, że jesteś lepszy, bo na korcie wszyscy są równi. Nie ma znaczenia twój ranking ani to, czy wygrałeś swój ostatni turniej – przyznała Iga.

W drugiej rundzie zmierzy się z Rebeccą Peterson. 25-letnia Szwedka pokonała dziś Amerykankę Shelby Rogers 6:7, (3-7), 7:6 (10-8), 6:2.

Piotr Skrobisz

NaszDziennik.pl