logo
logo

Zdjęcie: Joan Lesan/ Licencja: CC BY 2.0/ Flickr

Osiem mistrzyń, wśród nich Iga

Środa, 10 listopada 2021 (15:04)

Aktualizacja: Środa, 10 listopada 2021 (15:43)

Jutrzejszym meczem z Greczynką Marią Sakkari zmagania w kończącym sezon prestiżowym turnieju WTA Finals w Guadalajarze rozpocznie Iga Świątek. Zagra w nim jako druga Polka w historii, po Agnieszce Radwańskiej, która raz nawet go wygrała, osiągając największy sukces w karierze.

Tradycyjny masters, gromadzący na starcie osiem najlepszych tenisistek sezonu, miał się odbyć w Chinach, ale z powodu pandemii został przeniesiony do Meksyku – dla większości zawodniczek, na nieznane tereny. Nieznane i ekstremalne, bo rywalizowanie na wysokości niemal 1600 m w szalonych warunkach dla każdej z uczestniczek stanowić będzie ogromne wyzwanie. Choćby dlatego że grać będą całkiem nowymi, inaczej pompowanymi piłkami. Te używane przez tenisistki na co dzień, na wysokości panującej w Guadalajarze, fruwałyby w sposób co najmniej niekontrolowany, stąd zmiana. Wymuszona, konieczna, ale też mogąca powodować niemałe zamieszanie i kłopoty.

Świątek do ostatniej imprezy w sezonie przygotowywała się od miesiąca. 12 października przegrała z Łotyszką Jeleną Ostapenko 4:6, 3:6 w 1/8 finału prestiżowego turnieju WTA w Indian Wells i od tego czasu nie rozegrała ani jednego meczu. Jej sztab zaryzykował, bo teoretycznie rywalki Polki mogły ją jeszcze prześcignąć w notowaniu za rok 2021 i wyrzucić poza burtę zmagań w Meksyku. Do tego jednak nie doszło, a gdy liderka rankingu Ashleigh Barty ogłosiła, że w kończącym sezon turnieju nie wystąpi, stało się jasne, że nikt i nic miejsca Idze nie odbierze.

Przy Australijce warto się na chwilę zatrzymać. Fakt powierzenia tak prestiżowej imprezy Meksykowi wzbudził spore kontrowersje w tenisowym świecie. Otoczenie Barty od razu uznało, że nawet okazja do podniesienia z kortu milionów dolarów nie ma znaczenia w perspektywie czyhających niebezpieczeństw.

Ósemka innych bohaterek kończącego się powoli roku wątpliwości pewnie też miała, ale nie tak duże, by ze startu zrezygnować. – Sam fakt, że znalazłam się w tym turnieju, świadczy o tym, że dobrze wykonuję swoją pracę. Jest to dla mnie nagroda oraz powód do dumy. Czasami jednak nadal łapię się na tym, że obecność w światowej czołówce wydaje mi się nieco obca i szalona. Przecież dopiero dwa lata temu debiutowałam w tourze, dobrze pamiętam swoje sztywne występy w pierwszym sezonie. Wydawało mi się wtedy, że to dla mnie za wysokie progi – przyznała Świątek.

Udział w WTA Finals rozpocznie jutro, od pojedynku z Sakkari. Poza Greczynką w swej grupie zmierzy się z Białorusinką Aryną Sabalenką i Hiszpanką Paulą Badosą. Dwie najlepsze tenisistki z tego grona awansują do półfinałów. Jakie szanse ma Iga? Zobaczymy! Z Sabalenką, wiceliderką rankingu, do tej pory nie grała. Z Sakkari i Badosą tylko przegrywała, ale to nie musi nic znaczyć. To nowy turniej i nowe miejsce. Kompletnie nieprzewidywalne i tak naprawdę przed pierwszymi meczami trudno cokolwiek mówić o szansach i perspektywach. – Preferuję ofensywny styl gry i go nie porzucę, jednak najpierw muszę złapać rytm i poczuć się komfortowo. Najważniejsze dla mnie będzie utrzymanie pewnego poziomu gry i koncentracji. Chcę po prostu grać solidnie. Mam świadomość, że niektórzy mówią, że będę miała okazję do rewanżów, ale myślę, że przede wszystkim czeka mnie spore wyzwanie. Jakiś stres na pewno poczuję, ale sądzę, że cały czas jestem na etapie, iż mogę grać bez większych oczekiwań i obciążeń. Podoba mi się niecodzienna formuła tego turnieju i fakt, że nawet przegrany mecz nie oznacza końca marzeń i pożegnania z rywalizacją. Wierzę, że nawet jeśli taki mi się zdarzy, to będę w stanie się zresetować i w kolejnym zaprezentować z jak najlepszej strony – podkreśliła nasza rodaczka.

Iga w mastersie oczywiście zadebiutuje i będzie drugą polską tenisistką, jaka dostąpi zaszczytu występu w nim. Wcześniej wśród najlepszych z najlepszych meldowała się tylko Agnieszka Radwańska, która w 2015 roku odniosła wspaniałe zwycięstwo – najcenniejsze w swej karierze. Teraz, w Meksyku, nie będzie jednej, wielkiej faworytki. Tak naprawdę każda z ośmiu uczestniczek może myśleć o zdobyciu szczytu. Czy to Świątek, czy jej trzy najbliższe rywalki, czy też Czeszki Barbora Krejčíková i Karolína Plíšková, Hiszpanka Garbine Muguruza i Estonka Anett Kontaveit, które stoczą między sobą walkę w drugiej grupie.

Co ciekawe, Polka nie będzie jedyną debiutantką w tej imprezie, w podobnej sytuacji znajduje się aż pięć innych tenisistek. Grały w niej tylko Plíšková i Muguruza, ale żadna z nich nie odniosła zwycięstwa.

W Meksyku tenisistki zagrają o sławę, sporą ilość rankingowych punktów i duże premie finansowe. Może nie tak imponujące, jak by to miało miejsce w Chinach, ale 5 mln dolarów (do podziału) to i tak suma godna uwagi…

Piotr Skrobisz

NaszDziennik.pl