logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Forsowanie raportu Noichl

Poniedziałek, 8 czerwca 2015 (12:40)

Radykalne środowiska działające w strukturach Unii Europejskiej coraz silniej dążą do wywarcia nieuprawnionej presji na państwach członkowskich w celu realizacji swoich ideologicznych postulatów. W dniach 8-9 czerwca czeka nas na forum PE dyskusja nad raportem, który pod płaszczykiem walki z dyskryminacją w istocie stanowi kolejną próbę narzucenia państwom postulatów ruchu LGBTQ oraz proaborcyjnej optyki forsowanej przez feministyczne organizacje.

Raport UE o strategii na rzecz równości między kobietami i mężczyznami po 2015 r. (znany również jako raport Noichl), o którym mowa, jest dokumentem bardzo radykalnym. Choć w teorii służyć ma polepszeniu sytuacji kobiet i mężczyzn w Unii Europejskiej, w rzeczywistości jest on kolejnym krokiem w kierunku przebudowy społeczeństwa na modłę zwolenników feminizmu i wyzwolenia seksualnego. Lektura raportu utwierdza tylko czytelnika w przekonaniu, że to nie o dobro kobiet chodzi jego autorom, lecz o narzucenie „jedynej słusznej ideologii”.

Zacząć należy od tego, że projekt tego raportu nawołuje do promowania i zapewnienia przez państwa zabijania dzieci w łonie matki „na życzenie” i przedstawia tę wyjątkowo okrutną formę pozbawiania życia jako jedno z tzw. „zdrowia i związanych z nim praw reprodukcyjnych i seksualnych” koniecznych do zrealizowania postulatu prawdziwego wyzwolenia kobiet (pkt 52). Nawoływanie do eksterminacji istot ludzkich tylko dlatego, że są one uznane za „niechciane” i przedstawianie aborcji jako jednej z metod planowania rodziny na forum międzynarodowym powinno budzić zgorszenie. Stwierdzenia te nie są jednak przypadkowe, gdyż stoją za nimi oparte na skrajnie relatywistycznej ideologii organizacje feministyczne, dla których fora międzynarodowe, takie jak UE czy ONZ, od początku stanowią narzędzie narzucania swoich radykalnych pomysłów.

Dzięki potężnym nakładom finansowym ze strony takich organizacji jak np. założone przez zwolenniczkę eugeniki M. Sanger „Planned Parenthood” feministkom udało się zawłaszczyć termin „prawa kobiet”. Obecnie roszczą sobie one prawo do mówienia głosem „wszystkich kobiet”, choć w istocie stanowią jedynie ich promil. Feministki II fali, poczynając od ich prekursorki Simone de Beauvoir, już od dawna starały się wmawiać kobietom, że macierzyństwo to pułapka, instrument wyzysku, a rodzina to forma zinstytucjonalizowanej przemocy wobec nich. Propagatorki genderowej wizji ludzkiej płciowości, takie jak Sh. Firestone czy M. Pierce, prześcigały się w tworzeniu utopistycznych wizji nowego lepszego świata, gdzie kobiety nie będą musiały rodzić dzieci (będzie to robiła za nie maszyna), stosunki seksualne zostaną całkowicie uwolnione od „piętna”, jakim jest prokreacja, a tradycyjna rodzina (której istotą jest opresja) przestanie istnieć, porównując przy tym naturalną ciążę i poród np. do „defekacji dyni”.

Choć jeszcze niedawno te wizje „biologicznej rewolucji” wydawały się, co najwyżej, marnej jakości utworami z gatunku science-fiction, dziś znajdują uzewnętrznienie w dokumentach o randze międzynarodowej. Raport Noichl jest dobitnym tego przykładem. W jego projekcie, poza ustępami dotyczącymi upowszechnienia aborcji, znajdują się bowiem również postulaty nawołujące do udostępniania wszystkim, bez „dyskryminacji”, metod sztucznej prokreacji, czyli in vitro (pkt 59). Biorąc pod uwagę ideologiczny sos, w jakim zanurzony jest raport, przepis ten należy odczytywać jako wezwanie do umożliwiania korzystania z in vitro także homoseksualistom czy osobom samotnym. Wszystko to ku chwale „nowej rodziny”, której nadejście wieści ust. 23 raportu, rekomendując państwom przyjęcie w związku z tym odpowiednich rozwiązań legislacyjnych. 

Aby jednak przygotować grunt pod nadchodzącą społeczną rewolucję, potrzebna jest również zmiana mentalności społeczeństwa. Jak już zostało to wspomniane, feministki stanowią zaledwie jego nikły promil i choć robią wszystko, by ukazywać siebie jako głos kobiet, to jednak w rzeczywistości niewiele z nim mają wspólnego. Stąd tak silny kładą one nacisk na zmiany w edukacji, które poprzez zwalczanie tzw. stereotypów płciowych (jednym z tych stereotypów, rzekomo upokarzających kobiety, jest przypisywanie kobietom roli matki i żony), mają oswobodzić dzieci i młodzież z wpajanej im przez rodziców opresyjnej i patriarchalnej wizji rzeczywistości (pkt U, 60, 63) . Dlatego od najwcześniejszych etapów szkolnego nauczania młodzi ludzie muszą być uczeni o istnieniu płci społeczno-kulturowej, o dziejowej dyskryminacji kobiet przez mężczyzn, o wynikającym z charakteru społeczeństwa strukturalnym charakterze przemocy i oczywiście całej gamie różnych praktyk seksualnych. Jednocześnie państwa muszą zrobić wszystko, by proces ten uruchomiony został jak najwcześniej – w raporcie rekomenduje się, by jak najwięcej środków przeznaczać na przedszkola i żłobki (27), aby z jednej strony – wyswobodzić kobietę z „ciężaru” spędzania czasu ze swoim dzieckiem we wczesnych jego latach życia i pozwolić jej na prawdziwe spełnienie, jakie ma dawać w optyce feministek tylko i wyłącznie praca poza domem, a z drugiej – od najwcześniejszych lat formować nowego obywatela.

Choć więc tytuł raportu sugeruje, że został on stworzony z myślą o polepszeniu sytuacji kobiet, to w rzeczywistości odbiega on daleko od ich prawdziwych potrzeb. Próżno w nim szukać wzmianek np. o opiece okołoporodowej, która dla kobiet na całym świecie jest tak ważna. Nie znajdziemy w nim propozycji polepszenia kryzysu demograficznego np. poprzez wdrożenie odpowiednich instrumentów polityki prorodzinnej, umożliwiających kobietom dokonanie wolnego wyboru w kwestii kontynuowania kariery zawodowej bądź pozostania w domu z dzieckiem. Zamiast tego, niczym w czasach słusznie minionych, kobiety przysłowiowo wzywa się do „wsiadania na traktory”, widząc jedynie w pracy pozadomowej możliwość prawdziwej samorealizacji. Już samo to, że feministki tak pogardliwie odnosząc się do macierzyństwa, stygmatyzują i – używając ich terminologii – dyskryminują zdecydowaną większość kobiet, marzących o posiadaniu potomstwa, powinno być alarmujące.

Trzeba również dodać, że proponowany raport ma się nijak do gwarancji, jakie zapewniają państwom członkowskim unijne traktaty. Nawołując do upowszechniania praw reprodukcyjnych i seksualnych, aborcji oraz genderowej edukacji, wchodzi on w kompetencje, które powinny leżeć w wyłącznej gestii państw członkowskich (por. np. art. 168 TFUE dotyczący polityki zdrowotnej). Funkcjonowanie Unii Europejskiej opiera się na zasadzie subsydiarności – o czym obecnie zdaje się zapominać.

Nie trudno sobie wyobrazić, że – jeśli feministyczny ruch nie zostanie zatrzymany – już niedługo wizje radykalnych ideolożek tego nurtu zostaną zrealizowane i czeka nas przyszłość bez stabilnych rodzin, bez macierzyństwa i ojcostwa, w której pozornie wolni obywatele będą tak naprawdę łatwymi do sterowania pionkami zniewolonymi własnymi popędami. Jak pisał św. Augustyn: „…dobry człowiek, chociaż jest niewolnikiem, jest wolny, ale człowiek nikczemny, choćby był królem, jest niewolnikiem. Nie służy bowiem tylko jednemu panu, ale, co jest gorsze, tylu panom, ile ma przywar”. 

Karolina Dobrowolska

Autorka jest prawnikiem, analitykiem Instytutu na Rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris.

NaszDziennik.pl