logo
logo

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Wojna Trumpa z aborcją

Środa, 1 lutego 2017 (21:37)

Jeśli Neil Gorsuch, nominowany przez Donalda Trumpa na sędziego Sądu Najwyższego USA, zostanie zatwierdzony przez Senat na to stanowisko, to zmieni on na korzyść konserwatystów układ sił w tej najważniejszej instytucji amerykańskiego wymiaru sprawiedliwości.

– Zawsze uważałem, że najważniejszą decyzją, jaką może podjąć prezydent, po obronie narodu, jest nominowanie sędziów Sądu Najwyższego. Zależnie od wieku sędzia może być aktywny przez 50 lat, a jego czy jej decyzje mogą mieć znaczenie przez 100 i więcej lat albo na zawsze – powiedział Trump, ogłaszając swoją nominację w Białym Domu. Przedstawiając Gorsucha, obecnie sędziego federalnego sądu apelacyjnego w stanie Kolorado, Trump podkreślił, że „trudno znaleźć lepszego kandydata”.

W przypadku zatwierdzenia przez Senat jego nominacji 49-letni Gorsuch będzie najmłodszym sędzią Sądu Najwyższego, najważniejszego organu władzy sądowniczej rządu federalnego, w ciągu ostatnich 25 lat. Stosunkowo młody wiek Gorsucha ma duże znaczenie dla przyszłości orzecznictwa Sądu Najwyższego i tym samym społeczeństwa amerykańskiego. Obecnie przeciętna wieku ośmiorga sędziów Sądu Najwyższego to ponad 69 lat. Najstarsza w tym składzie sędzia Ruth Bader Ginsburg ukończyła 83 lata, najmłodsza, Elena Kagan, ma 56 lat.

Gorsuch został nominowany na nieobsadzone od prawie roku miejsce po śmierci sędziego Antonina Scalii.

Jego śmierć zmieniła układ sił w Sądzie Najwyższym, odbierając niewielką przewagę konserwatystom, zwolennikom interpretowania konstytucji zgodnie z intencjami jej twórców (tzw. oryginalistom). Po śmierci Scalii ówczesny prezydent Barack Obama postanowił wzmocnić liberalne skrzydło Sądu Najwyższego, nominując na powstały wakat Merricka Garlanda, który opowiadał się za bardziej swobodną interpretacją konstytucji.

Republikanie przez prawie rok blokowali nominację Garlanda, aż straciła ważność 3 stycznia br., gdy upłynęła poprzednia kadencja Kongresu.

Nominacja Gorsucha również wymaga zatwierdzenia przez Senat, co prawdopodobnie nie będzie łatwe m.in. z powodu stanowiska członków Partii Demokratycznej w Kongresie.

W poniedziałek Demokraci w senackich komisjach zablokowali głosowanie nad wydaniem Senatowi rekomendacji w sprawie kandydatów na stanowiska ministerialne, w tym nad zatwierdzeniem nominacji dla ministra skarbu. Taka obstrukcyjna taktyka opóźnia sformowanie gabinetu przez Trumpa.

Ministerialne nominacje są zatwierdzane zwykłą większością co najmniej 51 głosów w 100-osobowym Senacie, a Republikanie dysponują w tej izbie 52 głosami. Inaczej jest w przypadku nominacji do Sądu Najwyższego, zatwierdzanej kwalifikowaną większością co najmniej 60 głosów. Republikanie nie mają w Senacie takiej większości, nie wykluczają więc tzw. opcji nuklearnej. Zakłada ona zmianę regulaminu Senatu, która pozwoliłaby na zatwierdzenie nominacji Gorsucha zwykłą, a nie kwalifikowaną większością głosów.

Przywódca mniejszości demokratycznej w Senacie senator Charles Schumer nie wyklucza nawet obstrukcji parlamentarnej (ang. filibuster), by nie dopuścić do zatwierdzenia Gorsucha. 

Obie strony obecnego sporu zdają sobie sprawę, że chodzi w nim przede wszystkim o legalność aborcji w USA. Wiceprezydent Mike Pence, przemawiając w ubiegły piątek do uczestników Marszu Pro-Life, przypomniał, że aborcja została zalegalizowana w USA w wyniku wydanej 22 stycznia 1973 roku decyzji Sąd Najwyższego w procesie Roe kontra Wade. – Życie znów wygrywa w Ameryce – powiedział Pence, który jako pierwszy urzędujący wiceprezydent w 44-letniej historii marszu przemawiał do jego uczestników.

Trump, który dzięki obietnicy podjęcia działań w celu zdelegalizowania aborcji uzyskał poparcie konserwatystów i działaczy ruchu pro-life, jest przekonany, że jednym ze środków do osiągnięcia tego celu jest nominowanie do Sądu Najwyższego konserwatywnych sędziów na wzór Scalii. – Zdaniem milionów wyborców – powiedział prezydent, nominując Gorsucha – (taka nominacja) była najważniejszym powodem głosowania na mnie, a ja dotrzymuję słowa – dodał Trump.

RS, PAP

Aktualizacja 23 września 2017 (12:01)

NaszDziennik.pl