logo
logo
zdjęcie

Dr Zbigniew Kuźmiuk

Unia strofuje Węgry

Czwartek, 27 kwietnia 2017 (10:13)

Wczoraj na tzw. minisesji Parlamentu Europejskiego w Brukseli odbyła się na wniosek Komisji debata o sytuacji na Węgrzech dotycząca uchwalonej przez tamtejszy parlament nowelizacji ustawy o szkolnictwie wyższym, ustawy o organizacjach pozarządowych i ustawy azylowej.

Stanowisko KE zaprezentował wiceprzewodniczący Timmermans, który poinformował Parlament, że wobec Węgier właśnie wczoraj została wszczęta procedura naruszenia prawa, a do rządu tego kraju została skierowana prośba o przedstawienie wyjaśnień.

Timmermans miał jednak do Węgier pretensje nie tylko o ustawy o szkolnictwie wyższym, organizacjach pozarządowych i azylu, ale także o referendum, które niedawno przeprowadzono w tym kraju w sprawie przyjmowania imigrantów.

We wszystkich tych sprawach Timmermans zauważał – jak to ładnie ujmował – „niekompatybilność” prawa przyjmowanego przez węgierski parlament z prawem unijnym i domagał się przestrzegania unijnych wolności (swobody przepływu towarów, usług, kapitału i ludzi).

Odpowiadał na te zarzuty premier Węgier Viktor Orban, który przybył na sesję PE do Brukseli i domagał się, aby odbywająca się debata była oparta na faktach, a nie wyobrażeniach o nich ze strony brukselskich urzędników.

Przypomniał, że nowelizacja ustawy o szkolnictwie wyższym dotyczy 28 uczelni zagranicznych funkcjonujących na Węgrzech (a nie tylko Uniwersytetu Środkowoeuropejskiego założonego przez George'a Sorosa). Co więcej, chodzi w niej o to, aby te uczelnie funkcjonowały w oparciu o takie same prawo jak uczelnie węgierskie.

Z kolei zmiana ustawy o organizacjach pozarządowych ma na celu zapewnienie przejrzystości w zakresie ich finansowania pochodzącego z zagranicy i – jak podkreślił – trudno wręcz sobie wyobrazić, żeby KE była temu przeciwna.

Zmiana prawa azylowego ma z kolei na celu uwzględnienie stanowiska Węgrów, wyrażonego w ostatnio przeprowadzonym referendum, w którym zdecydowana większość wypowiedziała się przeciw przyjmowaniu imigrantów.

W debacie Orbana atakowali: przywódca socjalistów Włoch Gianni Pittella, liberałów Guy Verhofstadt, a także komuniści i zieloni, bronili zaś: szef chadeków Manfred Weber podkreślający osiągnięcia gospodarcze jego rządu, prof. Zdzisław Krasnodębski w imieniu frakcji ECR, a także Nigel Farage i przedstawiciel frakcji Marie Le Pen.

Zarówno Pittella, jak i Verhofstadt używali argumentów niemających żadnego związku z węgierską rzeczywistością. Główna linia ataku polegała na wypominaniu Węgrom, że chętnie biorą unijne pieniądze, natomiast nie mają szacunku dla unijnego prawa, co do złudzenia przypominało dyskusje dotyczące naszego kraju – Polski.

Używanie tego argumentu przez czołowych polityków unijnych wobec krajów Europy Środkowo-Wschodniej jest o tyle nie na miejscu, że wszystkie te kraje płacą do składki do budżetu proporcjonalnie do swojej „zamożności”. Ponadto bogatsze państwa UE płacące więcej uzyskały niegraniczony dostęp do rynków krajów biedniejszych i wykorzystując swoje przewagi konkurencyjne, lokują tam swoje towary, usługi i kapitał, osiągając dzięki temu wyraźne nadwyżki w swoich bilansach handlowych i w konsekwencji wyższy wzrost PKB.

Wczorajsza debata w PE po raz kolejny potwierdziła, że Komisja Europejska naprawdę „ciężko” pracuje, aby osłabić poparcie dla członkostwa w UE w najbardziej prounijnych krajach takich jak Węgry czy Polska.

Co więcej, ma wyraźną awersję do zajmowania się prawdziwymi problemami UE takimi jak Brexit, imigracja i związane z nią zagrożenie terrorystyczne w większości krajów Europy Zachodniej, wreszcie coraz poważniejsze problemy krajów południa strefy euro (już nie tylko Grecji, ale także Hiszpanii, Portugalii, Włoch oraz w najbliższym czasie Francji).

Jeżeli priorytety KE nie ulegną w najbliższym czasie zasadniczym zmianom, to trudno sobie wyobrazić, aby UE sprostała wyzwaniom, przed którymi stoi, i w konsekwencji przyśpieszone zostaną procesy dezintegracyjne.

Dr Zbigniew Kuźmiuk

Aktualizacja 24 października 2017 (19:46)

NaszDziennik.pl