logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: YOUSSEF BADAWI / PAP/EPA

Gra o Syrię

Poniedziałek, 16 kwietnia 2018 (20:26)

Z dr. hab. nauk wojskowych, profesorem Społecznej Akademii Nauk, Romualdem Szeremietiewem, byłym wiceministrem i p.o. ministrem obrony narodowej, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Połączone siły Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i Francji zniszczyły miejsca w Syrii, gdzie miano produkować broń chemiczną. Działania te miały być odwetem za użycie w Ghucie broni chemicznej wobec cywilów...

– Użycie broni chemicznej przeciwko ludności cywilnej, gdzie ofiarami są kobiety i dzieci, było czynem odrażającym. Jeśli więc Amerykanom, Brytyjczykom i Francuzom rzeczywiście udało się zlokalizować miejsca produkcji broni chemicznej i właśnie je zniszczono, to takie działania są w pełni uzasadnione i godne pochwały. 

Czy odwet powstrzyma syryjskie wojska przed kolejnymi działaniami z użyciem broni chemicznej?

– Nie wiemy tak naprawdę, jaki walor odstraszający miały uderzenia w miejsca, które przed atakiem podano do wiadomości Rosjanom. Syria miała chyba dość czasu, aby to, co dla niej było cenne, wycofać z tych miejsc. Słyszymy zresztą zapewnienia ze strony syryjskich władz, że ostrzelanie zachodnimi pociskami manewrującymi nie odstraszy go od wyzwolenia całego terytorium Syrii.

Czy ostatnie wydarzenia w Syrii należy rozpatrywać w kontekście próby otrucia Skripala zwłaszcza po wypowiedzi premier Theresy May, która stwierdziła, że jest to ostrzeżenie dla wszystkich, którzy chcieliby użyć broni chemicznej?

– Tak, można te zdarzenia łączyć, ale inaczej niż to widzi premier Theresa May. Może być tak, że Rosja, decydując się na próbę otrucia Skripala w Wielkiej Brytanii i dopuszczając do ataku gazowego w Syrii, chciała sprawdzić, na ile Zachód zachował zdolność do reagowania na jej ofensywę. Przypomnę, że tuż przed wyborami prezydenckimi w Rosji Władimir Putin groził użyciem jakiejś straszliwej broni, jeśli Zachód nie uwzględni aspiracji Rosji do odgrywania wielkomocarstwowej roli w polityce światowej. W tym kontekście rosyjskie „puszczanie gazów” na Wyspach Brytyjskich i na Bliskim Wschodzie mogłoby być takim testem, czy Zachód zmiękł. 

Kreml potępił ataki w Syrii, a Rosja zapowiada odpowiedź. Czy działania sił sprzymierzonych w Syrii – mimo wszystko – nie zaskoczyły Putina i czego można się spodziewać w odwecie, zwłaszcza że atak nie dotyczył wojsk rosyjskich?

Amerykanie poinformowali Rosjan, że mają zamiar odwieść Baszara al-Asada od używania broni chemicznej i atak przygotowywano tak, aby przypadkiem nie trafić w siły rosyjskie. W CNN stwierdzono: „Nikt nie chce wojny z Rosją”. Czyli Putin w przypadku akcji prezydenta Trumpa nie powinien być zbytnio zaskoczony. To oczywiście nie oznacza, że nic nie zrobi. Rosja i współdziałający z nią Iran uważają przecież Syrię za swoją wyłączną strefę wpływów, a reżim Asada, wspierany przez Rosję i Iran, wydaje się być bliski zwycięstwa nad rebeliantami. Z drugiej strony prezydent Donald Trump nie tak dawno zapowiadał, że syryjska wojna domowa już go nie interesuje i zamierza wycofać wsparcie dla sił walczących z syryjskimi władzami. Rosja bez wątpienia zrobi wszystko, aby Trump spełnił swoją zapowiedź.

Czy na przykładzie Syrii mamy do czynienia z odrodzeniem się zimnej wojny?

– W pewnym sensie tak właśnie jest. W latach zimnej wojny Stany Zjednoczone i ZSRS, strasząc się wzajemnie bronią atomową, toczyły ze sobą wojny za pośrednictwem swoich satelitów, np. w Wietnamie, Angoli czy dajmy na to w Nikaragui. Podobną sytuację mamy dziś w Syrii. Rosjanie wspierają al-Asada, zwalczając jego przeciwników, ale nie zaczepiają Amerykanów, którzy z kolei wspierają rebeliantów, a sami omijają wspierających Syrię Rosjan.

Rada Bezpieczeństwa ONZ odrzuciła rezolucję rosyjską potępiającą ataki sił sprzymierzonych w Syrii. Jakie formy może teraz przybrać konflikt między Waszyngtonem a Moskwą?

– Istnieje groźba, że w którymś momencie zawiodą uzgodnienia i dojdzie do starcia, w którym wezmą udział wojska Rosji i Stanów Zjednoczonych. Jakie tego mogą być konsekwencje, nie muszę mówić.

Jaka przyszłość czeka Syrię po ewentualnym zakończeniu trwającego konfliktu?

– To zależy od tego, w jakiej formie konflikt się zakończy, no i które z mocarstw zaangażowanych w wojnę syryjską ostatecznie i jak wygra tę grę o Syrię.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl