logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Ewa Sądej/ Nasz Dziennik

Proces o spóźnioną aborcję

Wtorek, 8 stycznia 2013 (02:03)

Para z Anglii domaga się 300 tys. funtów odszkodowania z powodu niewykrycia choroby dziecka podczas badań prenatalnych. Dziewczynka urodziła się ze schorzeniem, które według rodziców kwalifikowało ją do aborcji.

Roszczenia finansowe związane z tzw. złym urodzeniem zdarzają się coraz częściej. Tego typu powództwa są konsekwencją zalegalizowanego zabijania poczętych dzieci. Równowartość 1,5 mln zł ma pomóc małżeństwu z południowej Anglii w zapewnieniu opieki nad niedawno urodzoną córką dotkniętą poważną niepełnosprawnością. Dziewczynka urodziła się bez kilku kości, być może ma też inne anomalie. Musi znajdować się pod nadzorem dwóch specjalistów. To oznacza wyższe niż przeciętne koszty opieki i wychowania. Pieniądze miałby wypłacić szpital, który według rodziców tym wydatkom „nie zapobiegł” – jak wynika z pozwu skierowanego do sądu. Rodzice najwyraźniej podchodzą do kwestii zdrowia dziecka utylitarnie, skoro staje się ono tytułem do odszkodowania.

Błąd diagnostyczny

Ponad 40-letni rodzice mają jeszcze dwoje starszych dzieci. Kobieta późno zorientowała się, że jest w ciąży. Nieświadomie poddała się zabiegowi operacyjnemu. Gdy już para dowiedziała się o mającym przyjść na świat dziecku, przywiązywała dużą wagę do badań prenatalnych. Matka była pod opieką szpitala im. Johna Radcliffe’a w Oksfordzie. To duża placówka prywatna, ale udzielająca świadczeń medycznych w ramach państwowej opieki medycznej (ang. National Health Service, NHS). Szpital jest klinicznym ośrodkiem kształcenia lekarzy słynnego oksfordzkiego uniwersytetu i cieszy się dobrą opinią.

W Wielkiej Brytanii w ramach NHS wykonuje się badania ultrasonograficzne na różnych etapach ciąży. Jedno w 11.-14. tygodniu i drugie w 18.-23. tygodniu (w Polsce kobiety są badane zazwyczaj cztery razy). Żadne badanie nie wykryło jednak anomalii u dziecka, które urodziło się pod koniec ubiegłego roku. Dopiero wtedy okazało się, że dziewczynka jest poważnie chora.

 

Kara za życie

Rodzice twierdzą, że gdyby dowiedzieli się o nieodwracalnych wadach wrodzonych dziecka, zabiliby je przed urodzeniem. Aborcja jest w tym kraju od 1967 r. niekaralna (poza Irlandią Północną). W przypadku tzw. przyczyn medycznych nie ma żadnych ograniczeń wiekowych. Z powodu prawdopodobieństwa choroby na Wyspach ginie rocznie ok. 2 tys. 300 dzieci, najczęściej z powodu zespołu Downa. Łączna liczba aborcji przekracza tu rocznie 190 tysięcy.

W Anglii kwestię „odszkodowania” w procesie o tzw. złe urodzenie rozstrzygnie sąd. Opinia publiczna jest podzielona. Najbardziej hałaśliwe są środowiska feministyczne, proaborcyjne. Powołują się na gwarantowane przez ustawę prawo wyboru: urodzenia lub terminacji ciąży, czyli zabicia dziecka. Skoro szpital wprowadził kobietę w błąd co do „fundamentalnej dla życia rodziny kwestii”, musi ponieść konsekwencje – argumentują aborcjoniści. O życiu dziecka oczywiście nie wspominają.

Postawę domagania się odszkodowania za narodzenie się dziecka jednak wielu Brytyjczyków potępia. Głosy sprzeciwu padają nie tylko ze strony organizacji obrońców życia, ale także stowarzyszeń zrzeszających niepełnosprawnych i walczących o ich prawa. Także w komentarzach do internetowej wersji artykułu przeważają opinie co najmniej zdystansowane do postawy nieujawnionych z nazwiska rodziców z Oksfordu.

Sam szpital od chwili złożenia pozwu milczy. Wcześniej konsultant położnictwa przeprosił rodziców dziewczynki za popełniony błąd diagnostyczny. Stwierdził, że „tego typu defekty zazwyczaj są wykrywane” i cały zespół jest sytuacją „bardzo rozczarowany”.

Prawnicy w państwach dopuszczających legalne zabijanie poczętych dzieci posiadają już spore dossier spraw tego rodzaju. Określa się je mianem „wrongful birth” (złe narodzenie) – gdy rodzi się dziecko, które mogło być legalnie zabite, ale z jakichś powodów tak się nie stało. Wyróżnia się też „wrongful life” (złe życie) – gdy toczy się spór o odmowę legalnej eutanazji lub ma miejsce roszczenie chorych, którzy nie widzą sensu swojego życia, o to, że nie dokonano na nich aborcji (czasem kierowane przeciwko rodzicom!). O „wrongful conception” (złe poczęcie) mówi się, gdy rodzice skarżą nieskuteczność antykoncepcji.

Piotr Falkowski

Aktualizacja 3 lipca 2013 (14:08)

Nasz Dziennik