logo
logo

Prawo

Zdjęcie: / -

Słowacja przeciw konwencji

Poniedziałek, 1 kwietnia 2019 (02:43)

Słowacki parlament nie chce genderowej konwencji stambulskiej.

 

Uchwała parlamentu w Bratysławie wzywa rząd do wstrzymania procesu ratyfikacji dokumentu, który pod pozorem walki z przemocą wobec kobiet i przemocą domową wprowadza do systemu prawnego państw europejskich ideologię gender, sankcjonuje państwową awersję do rodziny i przemyca postulaty LGBT.

Rząd Słowacji podpisał konwencję 11 maja 2011 roku, a więc w pierwszym dniu, od którego została otwarta dla sygnatariuszy. Jednak parlament (Rada Narodowa) wciąż opiera się międzynarodowej presji i dokument nie został ratyfikowany. Zgodnie z konstytucją, tak jak w Polsce, zgoda posłów wyrażona w ustawie jest niezbędna do ratyfikacji umowy międzynarodowej. Jednak parlament uczynił krok odwrotny. Wezwał rząd, żeby ten porzucił działania zmierzające do ratyfikacji, jak na przykład przygotowywanie projektu ustawy ratyfikacyjnej czy aktów implementujących konwencję. Zgodnie z uchwałą słowackie MSZ powinno teraz oficjalnie zawiadomić Radę Europy, że Słowacja nie zamierza przystępować do konwencji. Sama uchwała jest niewiążąca, ale zyskała uznanie prawie wszystkich posłów rządzącej koalicji złożonej z lewicowej SMER-SD, narodowej Słowackiej Partii Narodowej (SNS) i węgierskiej partii Most-Híd. Uchwałę poparło 101 deputowanych, przeciw było 28, a 3 się wstrzymało. Inicjatywie SNS sprzeciwili się prawie wyłącznie deputowani liberalnego ugrupowania Wolność i Solidarność.

Według uzasadnienia projektu uchwały konwencja budzi wątpliwości interpretacyjne, wiele jej postanowień może być sprzecznych ze słowacką konstytucją, przede wszystkim definicją małżeństwa jako związku mężczyzny i kobiety. Nie jest jasne, co właściwie konwencja rozumie pod pojęciem płci (gender), przez co niejasny staje się postulat „eliminacji stereotypów płciowych” zapisany w dokumencie.

Drogi Czytelniku,

cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.

Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym

Piotr Falkowski

Nasz Dziennik