logo
logo
zdjęcie

Prof. Mieczysław Ryba

Batalia o unijne stanowiska

Sobota, 13 lipca 2019 (21:15)

Wybór kandydata na nowego przewodniczącego Komisji Europejskiej pokazał próbę sił zmagających się o wpływy krajów. Kraje Grupy Wyszehradzkiej, wsparte decyzją Włoch, po raz pierwszy zablokowały propozycję Niemiec i Francji, aby na szefa Komisji wybrać Fransa Timmermansa. Ten radykalny lewicowy rewolucjonista znany był z frontalnych notorycznych ataków na takie kraje, jak Polska czy Węgry. Spodziewał się zostać sowicie nagrodzony przez Niemcy, co mu się nie udało. Wysunięcie kandydatury Ursuli von der Leyen pokrzyżowało te plany. Nie jest to również do końca wybór po myśli Berlina. Oczywiście, nowy komisarz, o ile zostanie zaakceptowany przez Parlament Europejski, z pewnością będzie prowadzić politykę niemiecką w UE, ale o wiele łatwiejsze byłoby to, gdyby szefem KE został Timmermans. Ten ostatni sprawdził się jako wierny wykonawca woli Berlina, choć trudno było to w prosty sposób udowodnić, wszak jest on z pochodzenia Holendrem. Ursula von der Leyen w przypadkach oczywistych awansów wobec Berlina będzie mogła być prosto oskarżana o stronniczość, co znacznie może utrudnić Niemcom różne posunięcia. Skoro Niemcy realnie rządzą Unią, to o wiele lepiej jest, gdy to się dzieje w sposób otwarty, a nie zakamuflowany. I to jest pierwszy zysk dla Polski.

Oczywiście, inne nominacje na główne stanowiska unijne świadczą o tym, że struktura władzy we wspólnocie nie uległa znaczącym przesunięciom. Rządzą stare kraje UE, Europa Środkowa jest tradycyjnie zepchnięta na drugi plan. Jednakże nie same personalia stanowią o tym, jaka jest nasza siła we wspólnocie. Konia z rzędem temu, kto wskaże choćby jeden pozytywny dla Polski aspekt przewodzenia Radzie Europejskiej przez Donalda Tuska. Był on bezwolnym wręcz wykonawcą woli Paryża i Berlina. Dla rządów PiS jego działania stanowiły ogromne obciążenie. Bez działań opozycji na salonach europejskich tak skomasowane ataki Timmermansa i towarzyszy na polski rząd byłyby niemożliwe. Zablokowanie Timmermansa pokazuje politykom unijnym, że ich kariery nie zależą już wyłącznie od woli Merkel czy Macrona, że trzeba się liczyć również z krajami mniejszymi. Po drugie, niezwykle cenne jest utrzymanie jedności krajów Grupy Wyszehradzkiej w unijnych wyborach. Niemcom nie udało się rozbić tej jedności, tak jak to miało miejsce w przypadku ponownego wyboru Tuska na szefa Rady Europejskiej.

Postawa Donalda Tuska w całym procesie wyłaniania władz unijnych okazała się wręcz żenująca. Mimo że Platforma jest członkiem EPP, Tusk wspierał socjalistę Timmermansa. Nie brał też w ogóle pod uwagę interesów Polski i państw Grupy Wyszehradzkiej. Jego działania kompromitują go jako niegdyś wieloletniego premiera Polski. Widać wyraźnie, że Tusk całkowicie związał swoją przyszłość polityczną z Angelą Merkel i polityką niemiecką. Jest to też doskonała ilustracja tego, jak funkcjonuje na salonach europejskich nasza opozycja i czym dla Polski byłby ich powrót do władzy.

Prof. Mieczysław Ryba

Autor jest historykiem, kierownikiem Katedry Historii Systemów Politycznych XIX i XX wieku KUL oraz wykładowcą w WSKSiM w Toruniu.

Aktualizacja 13 lipca 2019 (21:17)

NaszDziennik.pl