logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Kto gra koronawirusem?

Środa, 6 maja 2020 (13:04)

Z Andrzejem Maciejewskim, politologiem z Instytutu Sobieskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki.

Czy jest prawdopodobne, że za COVID-19 rzeczywiście stoją Chiny i Instytut Wirusologii w Wuhanie? Mówił o tym amerykański sekretarz stanu Mike Pompeo…

– O tym wszyscy ostatnio mówią, nie tylko amerykański sekretarz stanu. Podobno są też dowody, ale dopóki wszystko spowija mgła tajemnicy, to trudno coś więcej powiedzieć. I chyba tak pozostanie. Na razie mamy słowo przeciwko słowu, a zarzuty Amerykanów odpierane są przez Chińczyków. Są to kwestie działań wywiadowczych i tylko odpowiednie służby są w stanie stwierdzić autorytatywnie, jak naprawdę przedstawia się sytuacja.

Nie można też zapominać, że we współczesnej historii mieliśmy już choćby amerykańską inwazję w Iraku – w 2003 roku, kiedy mówiono w sposób graniczący z pewnością, że nieobliczalny reżim Saddama Husajna posiada broń jądrową, a potem okazało się, że tak jednak nie było. Dlatego na razie byłbym bardzo ostrożny w ferowaniu wyroków. Na dzisiaj mamy na świecie blisko cztery miliony ludzi zakażonych koronawirusem, z czego ponad 250 tysięcy zmarło i rodziny tych ofiar szukają odpowiedzialnych. Mamy też zamrożone największe światowe gospodarki, które dopiero powoli są uruchamiane, i ktoś za to wszystko musi odpowiedzieć.

Polowanie na czarownice…?    

– Ktoś musi być winny. Pewne jest, że ktoś na pewnym etapie sprawę zaniedbał, i o tym trzeba powiedzieć bardzo wyraźnie. Do wyjaśnienia jest także to, czy Chiny faktycznie po pierwsze wiedziały, że taki wirus powstaje w laboratorium w Wuhanie i że między bajki należy włożyć twierdzenie, jakoby zaraza przeniosła się ze zwierzęcia – z nietoperza na człowieka. A jeśli tak i chińskie władze o tym wiedziały, to dlaczego milczały, dlaczego na czas nie przekazały tej wiedzy światu, aby w porę zahamować rozprzestrzenianie się tej zarazy? I to jest zasadnicze pytanie, na które świat szuka odpowiedzi.

Ale zarazem jest to oskarżenie ze strony amerykańskiej, która podnosi właśnie to, że gdyby Pekin od początku mówił prawdę i informował o faktach, to wcześniej można byłoby zatrzymać tę pandemię.

– Co do tego nie ma wątpliwości. To, że wirus się pojawił, to jest jak gdyby jeden element, ale jeśli ktoś rzeczywiście o tym wiedział i nic z tym nie zrobił, nie ostrzegł społeczności międzynarodowej, to jest to grzech zaniechania, którego skutki są tragiczne w wymiarze globalnym.  

Jest też pytanie, czy, kto i jaki miał interes w tym, aby nie mówić prawdy.

– Mówimy o sprawach ważnych, a jednocześnie delikatnej natury, bo jeśli okazałoby się, że rzeczywiście ktoś przy tej sprawie manipulował, to może to wywołać spore reperkusje. Dlatego trzeba być odpowiedzialnym, a wyroki ferować dopiero na podstawie dowodów, a nie przypuszczeń. Na razie cały świat walczy z pandemią, ale są też próby szukania przyczyn, co się faktycznie stało i dlaczego. Myślę, że jest jeszcze za wcześnie, aby wyrokować, i z oceną warto poczekać, kiedy emocje opadną. W tej chwili trwa wojna informacyjna wszystkich największych graczy i ważne jest, kto ją wygra, kto będzie w stanie ze swoim przekazem dotrzeć do jak największej liczby ludzi i przekonać ich do swoich racji.

Proszę też zwrócić uwagę, że w Stanach Zjednoczonych trwa kampania prezydencka, a Chiny mają coraz większy problem z utrzymaniem wiarygodności. Gra się toczy, i to na wielu frontach. Stawka jest wysoka i czas pokaże, jaki będzie efekt. Wszyscy mają dzisiaj interes, żeby o tym mówić, wszyscy mają interes w tym, aby uwypuklić najistotniejsze dla siebie kwestie.

Jakich działań możemy się zatem spodziewać?

Chiny z pewnością będą pisać dla siebie usprawiedliwienie, że stało się coś, na co nie mieli wpływu, z kolei Amerykanie będą zrzucać winę na Pekin, że całą sprawę utajnili. Są też Rosjanie, którzy na razie milczą, bo mają problemy u siebie – nie tylko z koronawirusem, ale również kryzys ekonomiczny. Ceny ropy – główne źródło dochodów tego państwa – spadły do nienotowanych od dawna poziomów, więc cały budżet może im się posypać. Nie można też zapomnieć o Unii Europejskiej, która tak naprawdę nie wie, co jest grane, miota się od ściany do ściany i zamiast rozwiązywać realne problemy brnie w kwestie ideologiczne, w swojej retoryce atakując także takie państwa, jak Polska czy Węgry. A zatem ponad naszymi głowami rozgrywają się polityczne harce, drążone są ważne tematy, na które nie mamy wpływu, co więcej: w dużym stopniu jesteśmy wobec tej rzeczywistości bezradni.

Na ile może to być straszenie, a na ile rzeczywista groźba prezydenta Donalda Trumpa, który chce wykorzystać moment i nałożyć cła na chińskie produkty?

– Tak jak wspomniałem, w Stanach Zjednoczonych jest środek prezydenckiej kampanii wyborczej, której finał już jesienią tego roku, a ubiegający się o reelekcję Donald Trump musi jakoś wytłumaczyć, że liczba zgonów z powodu koronawirusa w Ameryce przekroczyła już 70 tysięcy. To więcej niż żołnierzy amerykańskich zginęło podczas wojny w Wietnamie. Stany Zjednoczone pod kątem zdiagnozowanych przypadków koronawirusa stały się niechlubnym liderem, wyprzedzając Hiszpanię czy Włochy. Największe miasta, takie jak Nowy Jork, stały się „cmentarzyskami” i o tych dramatach wyborcy będą pamiętać. I teraz jeśli ktoś z kontrkandydatów będzie chciał udowodnić, że to jest efekt zaniedbań administracji Donalda Trumpa, to obecny prezydent musi działać wyprzedzająco.

Dlatego jako winowajca – słusznie czy nie, to nie ma znaczenia – pojawiają się Chiny. Oskarża się je o to, że w porę nie poinformowały świata o zagrożeniu pandemią, że być może majstrowały przy wirusach w Instytucie Wirusologii w Wuhanie i że ukrywają ten fakt przed światem. Idąc jeszcze dalej, być może pojawi się też kolejny wątek: że poprzez ten fakt ktoś próbuje wpływać na wybory w Stanach Zjednoczonych. Możliwych scenariuszy jest zatem wiele. To jest wielka polityka i największe mocarstwo.

Można się zatem spodziewać wzrostu nastrojów antychińskich. Jakie mogą być konsekwencje zaostrzenia relacji na linii Waszyngton – Pekin?

– Tak jak zapowiada Donald Trump, będą cła zaporowe na chińskie towary, a co za tym idzie: ochłodzenie relacji z Chinami. Jednocześnie możemy być świadkami – na gruncie NATO – zarażania sojuszników Waszyngtonu niechęcią do Pekinu. To pokazuje, że Chiny mają poważny problem, także problem z wiarygodnością – zresztą nie po raz pierwszy. Jest też pytanie, na ile inwestorzy zagraniczni – zwłaszcza ci najwięksi – wykażą się cierpliwością wobec Pekinu. Przypomnę, że jest to ciągle kraj z systemem komunistycznym, kraj, gdzie na porządku dziennym jest cenzura, gdzie łamane są prawa człowieka, gdzie przejrzystość polityki jest taka jak u nas w okresie PRL-u. Jednocześnie Chiny to kraj o ogromnym potencjale, mający duży wpływ na to, co się dzieje w świecie.

Uwaga jest skoncentrowana na Chinach, ale głównych graczy jest więcej, jak chociażby Rosja. Co na zamieszaniu z pandemią może ugrać Moskwa?       

– Na dzisiaj Rosja ma problemy i musi pilnować po pierwsze cen ropy. Podobnie jest z gazem – odszkodowanie, jakie Gazprom musi wypłacić Polsce. Nie po myśli idzie też budowa Nord Stream 2, a na domiar złego jest decyzja o rozpoczęciu budowy Baltic Pipe. Tak czy inaczej dla Rosji to nie jest najlepszy czas, również atmosfera wokół Putina też nie jest najlepsza, i Rosja musi najpierw wylizać się ze swoich problemów, przeczekać trudny czas i, co istotne, nie na wszystko ma wpływ, bo musi czekać, co zrobi gospodarka światowa.  

Wracając jeszcze do Chin, po stronie Pekinu stoi, albo przynajmniej próbuje tonować nastroje Światowa Organizacja Zdrowia, która twierdzi, że nie ma dowodów na to, by wirus powstał w laboratorium…

– Na razie za dużo jest niewiadomych. Zapowiedź prezydenta Donalda Trumpa o wstrzymaniu finansowania WHO to jest dla tej organizacji poważny problem. W związku z czym trwa batalia o nowego sponsora i Chiny mogą się okazać ratunkiem, chociażby po to, żeby pokazać Stanom Zjednoczonym, że skoro one nie chcą, to oni są w stanie wypełnić finansową lukę.

Tylko że będzie to dowód na to, że wiele decyzji WHO było podejmowanych pod dyktando Chin…  

– Owszem, ale jakie to ma znaczenie? Na pewno jednak będzie to dowód na to, że „pieniądze nie śmierdzą”.

              Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

Aktualizacja 6 maja 2020 (13:04)

NaszDziennik.pl