logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: JUSTIN LANE / PAP/EPA

Protesty w USA

Sobota, 6 czerwca 2020 (17:55)

Nie bacząc na godzinę policyjną, w czwartek wieczorem tysiące nowojorczyków manifestowało przeciwko rasizmowi i brutalności funkcjonariuszy policji.

W innych rejonach USA doszło do niszczenia pomników dawnych secesjonistów. Wizerunki generałów, którzy walczyli po stronie Konfederacji, zostały zamazane graffiti i antyrasistowskimi hasłami. Demonstracje stały się najwyraźniej elementem rozgrywki politycznej przed nadchodzącymi wyborami.

W Nowym Jorku ostatnie wystąpienia miały charakter zorganizowany. Po popołudniowym wiecu na Brooklynie z udziałem od 5 tys. do ponad 10 tys. ludzi, chcących w ten sposób upamiętnić George'a Floyda, tłum protestujących przybył na Manhattan.

– Jesteśmy oddani pokojowym protestom w dążeniu do zmian legislacyjnych. Nie jesteśmy uczestnikami zamieszek. Nie jesteśmy grabieżcami, (...) a naszym celem jest nie okazywanie gniewu i dostrajanie się do przypisywanych nam stereotypów, ale pokazanie, że nie jesteśmy zwierzętami, ale ludźmi. Wszystko, czego chcemy, to zmiany – aby nasi ludzie przestali umierać – wyjaśniała w telewizji CBS Livia Rose Johnson, jedna z demonstrujących.

Pete Buttigieg, były burmistrz South Bend w Indianie i weteran armii USA, który do niedawna starał się o nominację Partii Demokratycznej na kandydata w wyborach prezydenckich w 2020 roku, był w czwartek gościem debaty podczas dorocznej konferencji Brussels Forum. Na pytanie PAP o ewentualne zaangażowanie wojska w tłumienie prostestów w stolicy Stanów Zjednoczonych były kandydat na prezydenta i polityk Demokratów oświadczył, że gdyby nadal służył w wojsku i został wysłany do tłumienia protestów, zrezygnowałby z munduru.

Jak informuje PAP, Buttigieg ocenił również, że obecna sytuacja w USA podważa ich pozycję oraz osłabia m.in. wagę krytyki Waszyngtonu wobec Chin w sprawie Hongkongu. Jego zdaniem straty dla wizerunku i wiarygodności Ameryki wobec sojuszników będą długotrwałe, a ich przywrócenie może zająć więcej niż jedną kadencję następnych przywódców USA.

Z kolei republikański senator Tom Cotton zaapelował w środę na łamach „New York Timesa” o wysłanie wojsk, aby przywrócić porządek w amerykańskich miastach – na wzór stolicy. Istotnie, w Waszyngtonie jest spokojniej, a na ulicach widać mniej oddziałów służb bezpieczeństwa niż na początku tygodnia.

Śmierć George'a Floyda to nie pierwszy przypadek zabójstwa podczas aresztowania. W zeszłym roku, według „Washington Post”, policja zabiła dziewięciu nieuzbrojonych Afroamerykanów. – Ale pamiętajmy, że w tym samym roku zabito dziewiętnastu nieuzbrojonych białych. W ostatnich latach w USA ginie rocznie na służbie około pięćdziesięciu policjantów – podkreśla Larry Elder, czarnoskóry prawnik, pisarz i prezenter radiowy. – Każdego roku ginie więcej policjantów niż nieuzbrojonych czarnych podejrzanych – dodaje, ale jego głos zdaje się ginąć w obowiązującej politycznie poprawnej narracji, która za główny powód zamieszek uznaje „epidemię” rasizmu w Stanach Zjednoczonych. Ale skala tegorocznych zamieszek jest jednak zupełnie inna. Stały się one elementem kampanii i wpisały w tzw. antytrumpizm.

– Konflikt rasowy w Stanach z pewnością istnieje, jest zadawniony historycznie – zaznacza prof. Mieczysław Ryba w rozmowie z „Naszym Dziennikiem”. – A w tej chwili środowiska lewicowe, które zawsze szukają uciśnionej klasy – raz są to kobiety, raz homoseksualiści, raz Murzyni – wykorzustują tę sytuację i podgrzewają te nastroje, co widać w obecnej sytuacji – dodaje. – Ci, którzy protestują, najczęściej w ogóle nie głosują. To często są grupy, które same się wykluczają. Dla nich polityczna przestrzeń życia amerykańskiego jest taką obcą rzeczywistością. Pamiętajmy też, że frekwencja w USA jest stosunkowo niska, w wyborach samorządowych jest dużo niższa niż w Polsce – zauważa prof. Ryba.

W Dystrykcie Kolumbii obok Gwardii Narodowej Pentagon oddelegował 1,6 tys. żołnierzy. Prezydent Donald Trump jest tutaj wyjątkowo niepopularny – w wyborach w 2016 roku otrzymał tu niewiele ponad 4 proc. głosów. Jego rywalka, Hillary Clinton, dostała ich ponad 20 razy więcej. Jak dotąd w prawie połowie stanów policję wsparły podległe władzom stanowym jednostki Gwardii Narodowej.

Maciej Stanisławski

Aktualizacja 26 czerwca 2020 (11:10)

NaszDziennik.pl