logo
logo

Zdjęcie: M.Borawski/ Nasz Dziennik

Nowe miejsca kaźni

Czwartek, 14 lutego 2013 (02:08)

W pisemnym stanowisku rosyjskie władze mimowolnie ujawniają nieznane miejsca pochówku ofiar zbrodni katyńskiej z listy ukraińskiej. To Odessa, Dniepropietrowsk i Nieżyn.

Zderzenie emocji i dramatu mordu dziesiątków tysięcy Polaków z surowym, zimnym formalizmem sali sądowej z jednej strony zawsze wypada nieco przygnębiająco, pozostawiając niedosyt, że nie w pełni wybrzmiał cały ogrom narodowej tragedii, głód prawdy i nadzieja bliskich ofiar. Z drugiej strony przebieg wczorajszej rozprawy w sprawie katyńskiej przed Wielką Izbą Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu wskazuje, że sędziowie raczej już wyrobili sobie zdanie.

Wyrok zostanie ogłoszony najwcześniej latem. Czeka na niego nie tylko 14 osób skarżących Rosję (było ich 15 – jedna zmarła), ale i całe środowisko rodzin katyńskich, a szerzej – cała Polska. Niepomyślnego orzeczenia obawia się z kolei Rosja, której Trybunał może nakazać, poza wypłatą odszkodowania, podjęcie konkretnych kroków prawnych: odtajnienie dokumentów, rozpoczęcie procedury rehabilitacji, ponowne wszczęcie śledztwa katyńskiego.

Otwarte posiedzenia Wielkiej Izby interesują prawników z całego świata. Tym bardziej w przypadku sprawy „Janowiec i inni przeciwko Rosji”, o której się mówi, że jest precedensowa i może ustalić linię orzecznictwa Trybunału na lata. Ścisk w sektorze dla publiczności spowodowała też ogromna grupa rosyjskich studentów prawa z Moskwy.

– Wierzę, że tych 17 sędziów, wybranych, najlepszych w Europie nam pomoże, wydając sprawiedliwy wyrok. Żądamy od Rosji solidnego, rzetelnego śledztwa bez kłamstw i matactw. I rehabilitacji zamordowanych, a dla nas zadośćuczynienia. Walczymy o honor naszych ojców – mówi Krystyna Krzyszkowiak, córka Michała Adamczyka, komendanta policji w Sarnakach na Podlasiu, który został zamordowany w Twerze i pochowany w Miednoje. Rodziny katyńskie liczą, że Trybunał nakaże Rosji ujawnienie akt i wznowienie postępowania. Z pewnością zależy im na tym bardziej niż na zadość- uczynieniu finansowym. Takie rozwiązanie sugerował też reprezentujący grupę wnioskodawców prof. Ireneusz Kamiński.

Tajemnica, jaką objęto 35 tomów tzw. sprawy nr 159, to jedna z najbardziej oburzających w oczach rodzin katyńskich rosyjska manipulacja. – Myślę, że Rosjanie czegoś się boją. Nie wiem, co jest w zastrzeżonych aktach. To nie są ich teczki, to są dokumenty zbrodni, do których mamy prawo – dodaje Krzyszkowiak. Inna skarżąca, Witomiła Wołk-Jezierska, córka por. Wincentego Wołka, który spoczywa w Katyniu, zwraca uwagę, że ze względu na wiek najbliższych rodzin ofiar nie zostało wiele czasu na załatwienie sprawy Katynia na forum prawnym. – My spośród dzieci zamordowanych oficerów jesteśmy najmłodsze. Muszą być jeszcze osoby, które mają siłę walczyć w tej bardzo prawej sprawie. To jest już ostatnia chwila, ale też jest to bardzo trafiony moment – zauważa pani Witomiła.

Katyński precedens

Profesor William Shabas z Londynu, międzynarodowy specjalista w sprawach ludobójstwa, który doradza polskiemu rządowi, zwraca uwagę na przełomowe znaczenie wyroku w sprawie katyńskiej dla orzecznictwa Trybunału.

– Wielka Izba musi być niezwykle ostrożna i przewidywać konsekwencje swoich wyroków. Jednocześnie można zaobserwować pewną ewolucję rozstrzygnięć Trybunału w kwestii obowiązku proceduralnego, co jest sercem tej sprawy, i to w kierunku, który zdaje się otwierać drogę do postawienia przed nim takich spraw jak Katyń. Rosyjska argumentacja zmierza do przekonania Trybunału, by wycofał się z tej drogi – ocenia ekspert. Nie chce jednak zgadywać, jaki będzie wyrok.

– Chociaż zajmuję się 30 lat tego rodzaju sprawami, nie podjąłbym się przewidzenia tego, co zrobi sąd – zastrzega ekspert. Jego zdaniem, strona polska wypadła wczoraj dobrze. Ani pełnomocnicy wnioskodawców, ani polskiego rządu nie popełnili wyraźnych błędów. To samo można jednak powiedzieć o Rosjanach. – Ale nie pojawiło się nic nowego w ich argumentacji – dodaje Shabas.

Do sprawy katyńskiej przed Wielką Izbą swoje opinie przesłało 6 organizacji zajmujących się analizami prawnymi lub ochroną praw człowieka. Występują jako wspomagający Trybunał w podjęciu decyzji (łac. amici curiae). Jest wśród nich rosyjski Memoriał, a także Public International Law and Policy Group, sieć prawników zajmujących się kwestiami praw człowieka w sprawach konfliktów między państwami oraz w sytuacjach po konfliktach. Ma siedziby m.in. w Waszyngtonie i Amsterdamie. Grupę do zaangażowania w sprawę Katynia namówiła i koordynowała cały projekt Maria Szonert, prawnik z Ohio aktywnie zajmująca się tematyką katyńską w USA. Przyjechała z nią do Strasburga grupa amerykańskich prawników.

– Zajęliśmy się dwoma wybranymi kwestiami, w których postanowiliśmy wspomóc Trybunał. Po pierwsze, kwestią zadośćuczynienia i odszkodowania dla skarżących, przede wszystkim w formach pozafinansowych. Po drugie, kwestią włączenia całych rodzin ofiar do postępowania w prawie międzynarodowym, aby uznano ich za poszkodowanych i ich prawa były chronione – mówi Chantel Potter, jedna z autorek opinii organizacji.

Strategia ukrywania

Grupę skarżących reprezentowało troje polskich adwokatów. Mecenas Józef Szewczyk skoncentrował się na problemie utajnienia części akt rosyjskiego śledztwa.

– Rząd FR, odmawiając przekazania dokumentu z 21 września 2004 r. [postanowienia o umorzeniu śledztwa], naruszył art. 38 Konwencji w części dotyczącej obowiązku współpracy z Trybunałem. Strona rosyjska przyjęła strategię totalnej negacji faktów dotyczących zbrodni katyńskiej, a utajnienie dokumentów było zabiegiem mającym na celu ukrycie przed opinią publiczną, rodzinami, a w końcu także Trybunałem samej zbrodni i sposobu jej wyjaśnienia przez Federację Rosyjską. Odnowiły się dawno skompromitowane czasy kłamstwa katyńskiego – mówił podczas wystąpienia.

Zwrócił uwagę, że niedługo po 1990 r., gdy Rosja rozpoczęła śledztwo, dokumenty dotyczące zbrodni katyńskiej były jawne, studiowali je badacze polscy, rosyjscy i międzynarodowi, a fakt dokonania zbrodni przez organy ZSRS na polecenie najwyższych władz państwowych został stwierdzony przez rosyjską komisję ekspertów, która proponowała także osądzenie winnych. W ciągu kolejnych lat stanowisko rosyjskich organów uległo zmianie. Szewczyk zauważył, że Rosja korzysta w postępowaniu na utajnieniu postanowienia swojej prokuratury wojskowej oraz części akt. Tymczasem rosyjska ustawa o tajemnicy państwowej wyklucza utajnianie dokumentów zawierających informacje o naruszeniach praw człowieka.

Mecenas Szewczyk poruszył też kwestię rehabilitacji ofiar. – Obecnie tę sprawę przedstawia się tak, że gdyby bliscy skarżących zostali w ZSRS osądzeni, skazani i wykonano by na nich wyroki śmierci, można byłoby ich zrehabilitować. Natomiast gdy nie ma wyroków, rzekomo prawo rosyjskie nie daje możliwości rehabilitacji. W latach 90. rosyjscy eksperci uważali inaczej. Napisano wprost, że polscy jeńcy podlegają rehabilitacji jako ofiary represji politycznych – przekonywał.

Profesor Ireneusz Kamiński zajął się najtrudniejszą kwestią prawną, którą będzie musiała rozstrzygnąć Wielka Izba. Chodzi o możliwość badania przez Trybunał obowiązku skutecznego ścigania przez Rosję zbrodni katyńskiej. Trudność wynika z faktu, że rosyjskie śledztwo toczyło się od 27 września 1990 r. do 21 września 2004 r., a Rosja ratyfikowała Europejską Konwencję Praw Człowieka dopiero 5 maja 1998 roku. Trybunał może osądzać działania rosyjskich organów państwowych dopiero po tym terminie. Jednak – argumentował Kamiński – obowiązek zajmowania się Katyniem istniał tak samo przed, jak i po dacie przystąpienia Rosji do Konwencji. Izba w pierwszej instancji domagała się wystąpienia po krytycznej dacie jakiegoś konkretnego faktu, który wpływałby na obowiązek proceduralny państwa rosyjskiego. Polski prawnik wskazywał na szereg przypadków, gdy w podobnych sprawach międzynarodowe trybunały takiego wymogu nie stawiały. Taka jest np. praktyka amerykańskiego odpowiednika ETPC, który sądził liczne zbrodnie popełnione podczas przewrotów politycznych w Ameryce Łacińskiej, na przykład w Chile.

Z drugiej strony prof. Kamiński wskazał na istotne nowe zdarzenia, do jakich doszło po ratyfikacji Konwencji przez Rosję. To włączenie do materiałów śledztwa dokumentów przekazanych przez władze Ukrainy. Zawierają m.in. tzw. listę ukraińską ofiar zbrodni katyńskiej pogrzebanych w Charkowie, Bykowni i innych nieznanych jeszcze miejscach. Z punktu widzenia śledztwa rosyjskiego musiał się więc pojawić – i to po 1998 r. – istotny nowy element, a mianowicie informacja o zamordowaniu na terenie byłego ZSRS 3 tys. osób, o nowych miejscach egzekucji i pochówku. Powstał zatem także nowy obowiązek ścigania sprawców ujawnionych mordów. Wprawdzie doszło do nich na obecnym terytorium Ukrainy, ale Federacja Rosyjska jest następcą całego ZSRS. Podczas procesu ratyfikacji Moskwa mogła poczynić odpowiednie zastrzeżenie i wyłączyć się z podlegania skargom, którym podlegają zdarzenia na terenie innych państw byłego Związku Sowieckiego, jednak tego nie uczyniła.

Mimowolnie ujawniają

Co więcej, w pisemnym stanowisku na ten temat rosyjskie władze mimowolnie ujawniają nieznane miejsca pochówku ofiar zbrodni katyńskiej z listy ukraińskiej. To Odessa, Dniepropietrowsk i Nieżyn. Z badań polskich archeologów wiadomo, że liczba Polaków pogrzebanych w Charkowie i Bykowni jest mniejsza, niż figuruje to na liście. Jednak nie udało się odnaleźć żadnego nowego miejsca ukrycia ciał ofiar.

Kamiński przywołał także rosyjską argumentację, że Trybunał nie może oceniać wydarzeń tak odległych w czasie, mających miejsce, zanim w 1950 r. uchwalono Konwencję, która go ustanawia. W odpowiedzi zwrócił uwagę, że zakaz zabijania jeńców jest zbrodnią prawa międzynarodowego znacznie dłużej, pochodzi jeszcze sprzed czasów II wojny światowej. Nie miał co do tego wątpliwości sądzący zbrodniarzy hitlerowskich Trybunał w Norymberdze.

Kamiński stwierdził, że ta zbrodnia, będąca „w szerszej perspektywie ludobójstwem”, nakłada na państwo, w którym je popełniono, niepodlegający przedawnieniu obowiązek przywrócenia sprawiedliwości poprzez zbadanie i ujawnienie wszystkich okoliczności, osądzenie sprawców i rehabilitację ofiar, zaś powoływanie się przez władze rosyjskie na bariery czasowe ogranicza możliwość obrony wartości chronionych przez Konwencję. – Rodziny mają prawo znać los swoich bliskich i miejsce ich pogrzebania, a społeczeństwo – historię totalitarnych represji – dodał.

Ostatni z pełnomocników polskich wnioskodawców mec. Bartłomiej Sochański odniósł się do podziału, jakiego w grupie skarżących dokonała Izba w składzie 7 sędziów. Uznano wówczas, że nieludzkiemu traktowaniu podlegają tylko bliscy ofiar zbrodni katyńskich, którzy mogli się z nimi zetknąć osobiście. Sochański uznał, że jest to podejście nieludzkie. Zaprzeczanie faktom historycznym, utajnianie dokumentów, sugerowanie, że ofiary popełniły jakieś przestępstwa, i podobne prowokacyjne zachowania rosyjskich funkcjonariuszy tak samo dotykają również nieco młodszych krewnych zamordowanych, którzy walczyli o swoje prawa.

Te stanowiska poparła występująca w imieniu polskiego rządu dyrektor Aleksandra Mężykowska z MSZ. Przypomniała, że Związek Sowiecki już raz uznał zbrodnię katyńską za naruszenie prawa międzynarodowego. Stało się to podczas procesu w Norymberdze, tyle że wówczas przypisywano rozstrzeliwanie polskich oficerów Niemcom. – Rosja wciąż ma klucz do całej prawdy o Katyniu. Głos ofiar musi być słyszany także dziś – przekonywała. Wytknęła też szereg sprzeczności w rosyjskim stanowisku przesłanym do Trybunału, zauważając, że liczby ofiar podawane przez Rosjan są zaniżone. Rosja zdaniem polskiego rządu nie przeprowadziła skutecznego śledztwa w sprawie katyńskiej. Utajnione dokumenty są w ocenie polskich władz ważne dla poznania prawdy o losach zabitych, zawierają m.in. listy ofiar.

Wiceminister obraża rodziny katyńskie

Przemówienie Gieorgija Matiuszkina, rosyjskiego wiceministra sprawiedliwości, było dość monotonnym powtórzeniem znanej już argumentacji jego rządu. Niestety, nic się nie zmieniło w obraźliwej dla rodzin katyńskich frazeologii. Rosyjski urzędnik dalej konsekwentnie nie mówi o zbrodni, mordzie ani nawet przestępstwie, tylko o „wydarzeniach katyńskich”, w których pewna liczba polskich obywateli „zaginęła”.

W odniesieniu do utajnienia i nieudostępnienia Trybunałowi części akt sprawy nr 159, w tym decyzji o jej umorzeniu, Matiuszkin stwierdził, że utajnione dokumenty nie zawierają niczego istotnego dla identyfikacji ofiar lub ich ewentualnej rehabilitacji, są w nich natomiast informacje, których ujawnienie mogłoby zaszkodzić bezpieczeństwu państwowemu Rosji, w tym dane wywiadowcze i kontrwywiadowcze. Na koniec podważył sam tytuł skarżących do występowania przed Trybunałem i domagania się zadośćuczynienia. Uznał, że w zasadzie nie ponieśli oni żadnych strat i nie są poszkodowani „poza czynnikami emocjonalnymi”.

Matiuszkin odrzucił argumentację dotyczącą włączenia dokumentów z Ukrainy jako ważnego czynnika w rosyjskim śledztwie. Obecne stanowisko rosyjskie jest takie, że była to decyzja błędna, a Ukraina powinna sama zajmować się losem osób z listy ukraińskiej, jest niepodległym państwem i nie uczestniczy w postępowaniu. Rosyjski urzędnik nie chciał po rozprawie rozmawiać z dziennikarzami i komentować sprawy przed rozstrzygnięciem. – Myślę, że to byłaby niewłaściwa presja na sąd – stwierdził.

Posiedzenie zakończyło się dość szybko. Sędziowie nie mieli pytań do stron. W czasie przewidzianym na repliki doszło jedynie do krótkiej polemiki między Kamińskim a Matiuszkinem.

Piotr Falkowski, Strasburg

Nasz Dziennik