logo
logo

Zdjęcie: A. Zachwieja/ -

Rodzi się jeden na czterdziestu

Czwartek, 22 sierpnia 2013 (02:03)

Żeby mogło urodzić się jedno dziecko poczęte metodą in vitro, blisko 40 innych musi umrzeć – wynika z najnowszych badań opublikowanych przez brytyjski „Daily Telegraph”.

Od 1990 r. brytyjski Departament Zdrowia za pomocą metody sztucznego zapłodnienia „stworzył” ponad 3 mln 800 tys. ludzkich embrionów. Ale między 1992 a 2006 r. urodziło się tylko 122 tys. dzieci poczętych tym sposobem. Oznacza to, że blisko 3,5 mln ludzi nie miało szansy na narodziny. Takie statystyki dają rzeczywisty obraz skuteczności zapłodnienia „na szkle”, które wynosi w takim wypadku zaledwie 3,21 procent.

Tak dramatyczna sytuacja spowodowana jest – zdaniem gazety – coraz poważniejszymi podejrzeniami, że niektóre z klinik oferują techniki, które są zdecydowanie mniej skuteczne, a jednocześnie narażają poczęte już dzieci na dużo większe ryzyko utraty zdrowia lub życia. Dziennik zaznacza, że ten proceder podyktowany jest wyłącznie żądzą zysku.

Gazeta przywołuje opinię dr. Justina McCrackena, byłego szefa Agencji Ochrony Zdrowia, który wyjaśnia, że głównym powodem tego stanu rzeczy jest jedna z nowszych eugenicznych technik znana pod nazwą Przedimplementacyjnego Skanowania Genetycznego (PGS). Jest to usługa, którą oferują placówki za dodatkową opłatą (sięgającą kilku tysięcy funtów), która pozwala wyselekcjonować embriony obarczone mniejszym ryzykiem wady genetycznej. McCracken dodaje, że wśród specjalistów nie ma zgody, czy PGS jest w ogóle skuteczny, to badanie może być szkodliwe dla dziecka. Najtragiczniejszy w tym wszystkim jest jednak fakt, że dziecko, które tego badania nie przejdzie pomyślnie, jest zabijane; w nowomowie zwolenników aborcji nazywa się to „zniszczeniem embrionu”.

Poseł pyta o skutki ustawy

Zatrważająca statystyka opublikowana przez brytyjski dziennik wyszła na jaw dzięki interpelacji lorda Altona, parlamentarzysty z Partii Liberałów. To on zwrócił się z prośbą do odpowiednich władz o przedstawienie rezultatów, jakie przyniosła ustawa o płodności i embriologii (Human Fertilisation and Embryology Act) z 1990 roku. Z informacji uzyskanych przez Altona wynika, że od czasu wejścia jej w życie metodą sztucznego zapłodnienia poczęto 3 mln 806 tys. 699 dzieci. Z tej ogromnej liczby na świat przyszło jedynie 122 tys. 43. To właśnie technika Przedimplementacyjnego Skanowania Genetycznego jest zdaniem dr. McCrackena głównym winowajcą tej dramatycznej sytuacji.

Danymi zszokowana jest również Ann Farmer, obrończyni praw osób upośledzonych, która w przesłanym do redakcji liście zwraca uwagę, że obok dramatycznie wysokiej liczby uśmierconych dzieci udowodniono kilkanaście przypadków śmierci kobiet w wyniku komplikacji po sztucznym zapłodnieniu. „Dziś to jest już przemysł zapłodnieniowy, którego celem jest masowa produkcja dzieci. Jednakże nie wiem, dlaczego on jeszcze istnieje. Wyobraźmy sobie, że fabryka samochodów w ciągu 20 lat zbudowała 3 mln 684 tys. 656 samochodów, które od razu poszły na śmietnik, a przy tym jeszcze zabiła kilku swoich klientów. Z całą pewnością wypadliby szybko z rynku” – kwituje Farmer.

Łukasz Sianożęcki

Nasz Dziennik