logo
logo

Zdjęcie: Małgorzata Pabis/ Nasz Dziennik

Moje serce jest w Republice Środkowej Afryki

Sobota, 28 listopada 2015 (18:39)

Z br. Pawłem Kubiakiem  OFMCap, misjonarzem z Czadu, rozmawia Małgorzata Pabis

 

29 października br. wyleciał Brat do Czadu. Jest 28 misjonarzem kapucynem posłanym do pracy na Czarnym Lądzie. W tym roku przypada 30. rocznica zaangażowania się Prowincji Krakowskiej w Republice Środkowoafrykańskiej. Afryka. Czym dla Brata jest ten kontynent?

 

– Zanim wyjechałem na stałe na misje, byłem tam dwa miesiące na rekonesansie. Byłem tam bardzo szczęśliwy i nie chciałem już stamtąd wracać. Kiedy tam jechałem, nie miałem żadnych wyobrażeń, więc potem wszystko, co widziałem, zaskakiwało mnie. Takie sytuacje zdarzały się ciągle, choćby na zakupach na targu, gdzie nie ma wagi i ceny, tylko się handluje. Zaskakująca jest także sama Msza św, która jest dynamiczna, żywa, powiedziałbym – wręcz wesoła.

 

Zdecydował Brat o wyjeździe do pracy na misje. Dlaczego?

 

– Już jako dziecko marzyłem, żeby wyjechać na misje. Miałem takiego przyszywanego wujka – jezuitę. Ze spotkań z nim utkwiły mi trzy rzeczy – jeździł na wózku, na korytarzu u jezuitów w Poznaniu widziałem tony rzeczy, jakie były znoszone przez ludzi, a potem wysyłane do Afryki oraz zdjęcie dzieci chorych na trąd. Szukałem jakiegoś misyjnego zakonu i spotkałem się z kapucynami. W seminarium te moje misyjne pragnienia jakoś zaczęły się wyciszać. Zostałem kapłanem, podjąłem pracę, głosiłem rekolekcje w różnych miejscach. Jeszcze dwa lata temu, kiedy bracia mnie pytali, czy nie chciałbym wyjechać na misje, mówiłem, że to nie dla mnie. I któregoś dnia, gdy byłem w Domu Modlitwy w Zagórzu w eremie na trzecim takim pobycie miałem sen, który bardzo przeżyłem. Zapytałem się pani Diany, która tutaj pracuje w naszej fundacji misyjnej, czy jest jeszcze bilet do Afryki. Pani Diana odpowiedziała mi, że mam pół godziny na decyzję, a ja bez zastanowienia powiedziałem: „To biorę”. Nie dawało mi to spokoju, zacząłem się modlić i poprosiłem o tę modlitwę współbraci. Otrzymałem też wówczas Słowo, a ono zaczęło mnie prowadzić. Doszedłem wtedy do wniosku, że to jest ten czas, kiedy Pan Bóg przypomina mi o obietnicy, którą kiedyś złożyłem. Napisałem list do prowincjała, a ten przyjechał do mnie po pewnym czasie i powiedział, że po konsultacjach wysyła mnie do Afryki na rekonesans.  

 

I Brat pojechał?

 

– Bardzo się cieszyłem. Pojechałem. Nie traktowałem tego wyjazdu turystycznie, ale od razu starałem się włączyć do pracy.

 

Czyli?

 

– Nie znałem ani języka francuskiego ani miejscowego i to był trochę problem. W Czadzie, gdzie byłem, czyściłem przez dwa tygodnie katedrę – jestem taternikiem, więc mogłem prowadzić prace wysokościowe. Potem pojechałem do RCA, gdzie u br. Roberta w Bocaranga wycinałem potężne drzewa.

 

Teraz Brat będzie już w RCA na placówce...

 

– Jak powiedziałem, na rekonansie byłem w Czadzie i w RCA. Od razu jednak pokochałem RCA. Powiedziałem jednak przełożonym, że pojadę tam, gdzie mnie poślą, ale moje serce jest w Republice Środkowej Afryki. Wysłano mnie na razie do Czadu.

 

Dziękuję za rozmowę.

Małgorzata Pabis

NaszDziennik.pl