logo
logo

Zdjęcie: Małgorzata Pabis/ Nasz Dziennik

Pielgrzymka pomimo niebezpieczeństwa

Niedziela, 29 listopada 2015 (13:46)

Z br. Robertem Wieczorkiem OFMCap, misjonarzem z RCA, rozmawia Małgorzata Pabis

 

Czego możemy spodziewać się po wizycie Ojca Świętego Franciszka w RCA?

– To jest pierwsza wizyta Papieża Franciszka na kontynencie afrykańskim. Ojciec Święty z wielu krajów wybrał m.in. RCA, co dla nas jest wielkim wyróżnieniem. Wielu ludzi nie wie, że w ogóle taki kraj istnieje na świecie, a Papież właśnie do nas przyjeżdża. Z drugiej strony też trzeba sobie powiedzieć, że gdyby nie zła sława tego kraju, który w ostatnich latach na nowo pogrążył się w wojnie domowej i do tej pory jest teatrem tych wydarzeń, bardzo dramatycznych, to pewnie i Papież Franciszek nie myślałby o przyjeździe do nas.

Dlatego dla nas pracujących w RCA jest to wielka i bardzo ważna inicjatywa. Chcę od razu powiedzieć, że sytuacja ewaluuje na niekorzyść. Od początku tego roku dyskutowano nad kalendarzem wyborów, które miałyby wyłonić prezydenta, parlament, a do tej pory mamy prowizorycznie ustawione władze, tzw. tymczasowy rząd. Pani prezydent, która jest odpowiedzialna za przeprowadzenie w miarę demokratycznych wyborów, do tej pory niewiele zrobiła w tej materii. Były już dwa terminy, a wybory są wciąż odraczane. Powód? Brak bezpieczeństwa. Jest kolejna propozycja, aby w grudniu wybrać prezydenta.

Kiedy więc zaczynało się mówić o papieskiej pielgrzymce, miało być już po wyborach. A tymczasem Papież przyjeżdża, powiedziałbym, jako Boży saper. Ludzie żyją w niepewności, co ich czeka, czy dojdzie do wyborów, czy nie. Papież przyjeżdża mimo niebezpieczeństwa i zapewne będzie zachęcał ludzi do pojednania, do pokoju, do przebaczenia.

Jednocześnie wielu ludzi, media zastanawiają się, jak zabezpieczyć od strony technicznej pobyt Papieża. Wiemy, że dla wielu ludzi jest niebezpiecznie, więc także jego pobyt może być niebezpieczny, problematyczny. Mam jednak ogromną nadzieję, że mimo tych niepewności Papież przyjedzie i pokrzepi serca mieszkańców RCA.

 

Jak będzie wyglądała ta pielgrzymka?

 

– Ona będzie bardzo krótka – będzie trwać prawie dwa dni. Będzie jakby zakończeniem afrykańskiej pielgrzymki. Papież w niedzielę ma odwiedzić przedstawicieli władzy, udać się do katedry na wspólną Mszę św. z biskupami, kapłanami oraz wiernymi, żeby tam dokonać symbolicznego otwarcia Bramy Miłosierdzia. Warto podkreślić, że ta uroczystość odbędzie się przed oficjalnym rozpoczęciem się Nadzwyczajnego Roku Świętego Miłosierdzia. W poniedziałek rano znów Papież odprawi Mszę św., ale tym razem na stadionie. Planowany jest także pobyt Papieża w meczecie, gdzie spotka się z muzułmanami. I myślę, że to będzie taki punkt „z dreszczykiem”. To miejsce, gdzie znajduje się meczet, tzw. kilometr piąty, to taka enklawa, gdzie ciągle się coś dzieje.

W mojej ocenie ten gest Papieża będzie na pewno przedłużeniem bardzo ważnej sprawy – w czasie dramatycznych wydarzeń ks. abp Bangi – Dieudonné Nzapalainga, przyjął do swojego domu wielkiego imama meczetu i dał mu schronienie. Potem razem stanowili taki tandem, który starał się najpierw interweniować na miejscu i gdzie się dało ludzi uspokajać, żeby nie dali się ponieść tej złej propagandzie, wzajemnej nienawiści między konfesjami. Jeździli również do Parlamentu Europejskiego i do ONZ, gdzie mówili, prosili, żeby nie traktować tamtego konfliktu jako religijny. Spodziewam się, że teraz Papież opowie się w imieniu religii za pokojem i nie pozwoli, ażeby nazywać tamtą wojnę, która jest na podłożu politycznym oraz ekonomicznym, jako zamieszki na tle etnicznym i religijnym. Bo to jest pomieszanie przyczyn ze skutkami.

 

A co Papież może powiedzieć mieszkańcom RCA?

 

– Myślę, że oprócz przesłania wzywającego do pokoju, dom pojednania, które jest fundamentalne, myślę, że na pewno Papież będzie mówił o rodzinie. Synod się skończył, ale Kościół w Afryce nazywa się sam jako rodzina Boża. Oni mają ogromne wyczucie tego, co to jest wspólnotowość, przynależność do klanu. Tam nie ma prywaty, anonimowości. Każdy musi dać się widzieć w kościele, jeśli już do niego należy. Dlatego papieskie przesłanie o rodzinie, zachęta do umocnienia rodziny będzie więc jednym z fundamentów nauczania Papieża.

 

Czy RCA czeka na Ojca Świętego?

– Z pewnością. U nas ludzie są bardzo gościnni. Mają bardzo żywe, choć już odległe wspomnienia z wizyty Jana Pawła II. Teraz więc na pewno to nowe pokolenie będzie chciało wykorzystać okazję, żeby zobaczyć nowego Papieża. Zwłaszcza, że on jest znany i o nim się mówi. Na pewno będzie to bardzo ważne wydarzenie, a ludzie przygotują, co tylko będą mogli.

 

Dlaczego Brat został misjonarzem?

 

– Moje powołanie bardzo szybko rozwinęło się w stronę wyjazdu na misje. Wstąpiłem do zakonu braci mniejszych kapucynów i od razu w nowicjacie uświadomiłem sobie, że nie tylko w Polsce są kapucyni, ale należę do wielkiej międzynarodowej wspólnoty. To otwarcie na braci, którzy są niejako z zewnątrz, na pewno bardzo mi pomogło. Dodatkowo w nowicjacie zostałem pod osobistym urokiem o. Damiana, naszego współbrata, który wtedy był u nas parę miesięcy, a był po 20 latach misji w Gwatemali. Był to bardzo prosty, skromny zakonnik i wiele opowiadał nam o swojej pracy. Wtedy stanęło przede mną pytanie: dlaczego nie ja?

Nasza prowincja krakowska zaangażowała się wówczas w pomoc na misjach w RCA, więc od samego początku w seminarium zacząłem się przygotowywać do wyjazdu do tego kraju. Powiedziałem sobie, że tam trzeba jechać. Wcześniej marzyłem, żeby zostać weterynarzem, ożenić się, mieć rodzinę. Nie wyobrażałem sobie, żebym mógł wyjechać z Polski. Natomiast powołanie zakonne, wejście do takiej międzynarodowej wspólnoty, pracującej w ponad stu krajach, całkowicie zmieniło moje podejście do życia. Teraz po tylu latach wciąż uważam, że powinienem to robić.

 

Jak wygląda ta codzienna praca?   

 

– Zajmuję się wszystkim, co misjonarz może robić. Już 21 lat jestem w RCA. Przede wszystkim jestem kapłanem, więc jako kapłan mam normalną kapłańską pracę, czyli posługę sakramentów i nauczanie ludzi. Kiedy nauczyłem się miejscowego języka, powierzono mi sektor buszu, czyli kilkanaście wiosek do obsługi. Cały czas pracuję w duszpasterstwie. Teraz dodatkowo, już po raz drugi, jestem proboszczem. Wcześniej pracowałem w niższym seminarium, w nowicjacie, w wyższym seminarium.

 

Były w tej pracy chwile trudne, chwile grozy...  Nie bał się Ojciec?

 

– Oczywiście, że się bałem. Nieraz mówię, że miałem wtedy spodnie pełne strachu. Gdy wybuchła wojna domowa, a mówię o rebelii  12 lat temu, przeżyłem graniczne sytuacje. Nasza misja była tą pierwszą, która została zaatakowana przez rebeliantów. Okradziono nas, grożono nam śmiercią, bardzo poważnymi konsekwencjami. Dla mnie wtedy było bardzo ważne to, że gdy tylko rebelianci od nas odjechali, uprowadzając nam trzy samochody, zaraz masa ludzi przyszła do nas z wyrazami współczucia, solidarności. Wtedy zrozumiałem, że chociaż jesteśmy biali, jednak stanowimy dla nich brać.

Innym razem zostaliśmy napadnięci przez rabusiów, młodych chłopców. Przyszli uzbrojeni i żądali pieniędzy, strzelali w moją stronę, co jest bardzo nieprzyjemne. W międzyczasie chcieli nam przyjść ludzie ze wsi z odsieczą. Pośród nich był muzułmanin i on zaatakował tę grupę, a co więcej, zginął. Oddał życie za mnie. Tej samej nocy muzułmanie mnie zaatakowali i muzułmanin za mnie zginął.

 

Co takiego jest w RCA, że zostawia Brat Polskę i tam pracuje?

 

– Ja już funkcjonuję w rytmie Afryki. „U mnie” – znaczy w Afryce. Rodzina już mi to dawno wybaczyła. Przyjeżdżam do Polski, ale wracam zawsze do Afryki.  Tam jest pełno roboty. Mam zawsze dwie, trzy budowy. To wspólne działanie umacnia wspólnotę, więc ciągle szukam środków. 

 

Dziękuję za rozmowę.

Małgorzata Pabis

NaszDziennik.pl