logo
logo

Zdjęcie: Małgorzata Pabis/ Nasz Dziennik

Boży cud na Jamajce

Czwartek, 7 stycznia 2016 (05:36)

Z s. Gabrielą Strachowską, sercanką, misjonarką pracującą na Jamajce, rozmawia Małgorzata Pabis

 

Siostro, jak wygląda Wasza praca na Jamajce?

– Misja na Jamajce trwa już szesnaście lat, a nasze siostry sercanki są tam już dziesięć lat. Ja jestem tam znacznie krócej. Obecnie pracuje nas tam cztery – mamy jedną siostrę Amerykankę i jesteśmy trzy Polki.

Muszę powiedzieć, że ta misja jest takim Bożym cudem. Mamy tam bardzo duży szpital, w którym pracujemy wśród najuboższych. Co robimy? Zaczynamy od znaku krzyża. Często od tego zaczynamy naukę ludzi. Pomagamy biednym, a przez to niesiemy im miłość Chrystusa, miłość Jego serca. Ja jestem pielęgniarką i katechetką. Każdego dnia spotykam się z ludźmi bardzo ubogimi, pod każdym względem, nie tylko tym materialnym, ale również moralnym. Pomagamy ich ciałom, ale i duszom. To jest takie spotkanie z drugim człowiekiem.

Ta służba, z tego co Siostra mówi, jest taka bardzo sercańska...

– Ta praca jest – w mojej ocenie – według charyzmatu naszych założycieli: św. bp Józefa Pelczara i bł. Matki Klary Szczęsnej. Pochylamy się nad ludźmi, nad ich cierpieniami. Opiekujemy się dziećmi, ubogimi, jeździmy do ich domów.

A czy macie już macierzyste powołania?

– Na wyspie brakuje rodzin, w których mogłyby się rodzić powołania. Naszym zadaniem, jako sercanek, jest pochylanie się nad tymi ludźmi, którzy nie mają rodziny, pomoc dziewczętom, by potrafiły zbudować kochające domy, tak jak tego kiedyś uczyła Matka Klara. Wierzymy, że z czasem, dzięki Sercu Pana Jezusa i naszej obecności, będą rodziły się i powołania zakonne.

A tęskni Siostra za Polską, za rodziną, za przyjaciółmi?

 – Czasami przychodzi taki moment. To jest takie normalne, że przychodzą takie chwile, zwłaszcza kiedy np. zachoruje ktoś bliski. Ale z drugiej strony – zawsze przypominam sobie tę sytuację, kiedy Pan Bóg mnie prowadził i moich najbliższych. I wiem, że On się wszystkim zajmie. Noszę w sobie taką pewność, a ja mam robić swoje. 

Dziękuję za rozmowę.

Małgorzata Pabis

NaszDziennik.pl