logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: / Nasz Dziennik

Ewangelia

Niedziela, 18 sierpnia 2019 (08:35)

Łk 12,49-53

Jezus powiedział do swoich uczniów:

„Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę, ażeby już zapłonął. Chrzest mam przyjąć, i jakiej doznaję udręki, aż się to stanie.

Czy myślicie, że przyszedłem dać ziemi pokój? Nie, powiadam wam, lecz rozłam. Odtąd bowiem pięcioro będzie podzielonych w jednym domu: troje stanie przeciw dwojgu, a dwoje przeciw trojgu; ojciec przeciw synowi, a syn przeciw ojcu; matka przeciw córce, a córka przeciw matce; teściowa przeciw synowej, a synowa przeciw teściowej”.

 


 

 

Rozważanie

Non possumus

Słowa dzisiejszej Ewangelii, wyrwane z kontekstu, mogą dziwić. Nie pasują do Jezusa. Tak jak obraz łagodnego pasterza, pokornego baranka, niosącego pokój światu nie pasuje do wizerunku rewolucjonisty. Rzecz jasna, rozumiemy, że nie o ogień, znany z krwawych buntów rewolucji francuskiej czy bolszewickiej, pomysłów na lepszy świat snutych w szalonych głowach Che Guevary czy Mao, tu chodzi. Nie o taki, który niszczy, ale taki, który oczyszcza, leczy. Spopiela toksyczne sojusze i niweczy powstałe mury nienawiści. Jest to ogień miłości, która chce usunąć wszystko, co zagraża jej samej.

Ewangeliczna gorliwość jest niezgodą na wszelką małość i egoizm, które rodzą się w człowieku. Jest protestem przeciwko wszystkiemu, co pomniejsza innych, przeciwko stereotypom, zaakceptowanym kompromisom ze złem. Jest buntem przeciwko lenistwu, gnuśności i bylejakości. Rozłam, o jakim mowa, ma na celu oczyszczenie z kłamstwa, oddzielenie prawdy od tego, co ją tylko udaje. Nie może być – i nie jest! – przesłanką do wznoszenia kolejnych murów. Czysta prawda, dobro i piękno, jakie się z niej narodzą, mają się stać początkiem nowej jakości. Zaczynem lepszego świata.

Słowa Jezusa z dzisiejszej Ewangelii doskonale tłumaczą misję Kościoła, stającego dziś w obronie wartości, zasad, nazywającego po imieniu wszelkie absurdy rzeczywistości. A że przez to „naraża się” na zniewagi, zmasowane ataki, furie różnych środowisk? Nie szkodzi. Tak było od początku. „Jeżeli was świat nienawidzi, wiedzcie, że Mnie pierwej znienawidził” – mówił Jezus.

Nie chciałbym Kościoła, który jest tylko chwalony, unika tematów drażliwych, nie mówi o grzechu. Godni litości byliby rodzice, których nie stać na słowo prawdy, karcenie własnych dzieci. Fałszywa – przyjaźń, w której przyjaciel milczy, patrząc, jak jego towarzysz stacza się w przepaść. Pusta – miłość niestawiająca wymagań. Bezsensowna byłaby kapłańska posługa, gdyby ograniczała się do budowania „świętego spokoju” kosztem prawdy, toksycznych kompromisów.

Czasem trzeba powiedzieć „non possumus”, nawet jeśli słowa zabolą. Wszak w bólu rodzi się życie. I przez ból przyszło zbawienie świata.

Ks. Paweł Siedlanowski

Aktualizacja 25 sierpnia 2019 (09:29)

Nasz Dziennik