logo
logo

Zdjęcie: Marion Doss/ Licencja: CC BY-SA 2.0/ Flickr

Nie samym chlebem żyje człowiek…

Poniedziałek, 6 kwietnia 2020 (07:01)

Pod koniec pierwszego roku pontyfikatu Jan Paweł II udał się już w trzecią zagraniczną podróż apostolską. Po Dominikanie, Meksyku, Bahamach i Polsce tym razem pielgrzymi szlak wiódł przez Irlandię do Stanów Zjednoczonych.

„Przybyłeś tu jako posłaniec pokoju do kraju, w którym panuje niepokój” – tymi słowami 29 września 1979 roku w Dublinie witał Ojca Świętego ks. kardynał Tomás Ó Fiaich, arcybiskup Armagh i prymas Irlandii. Półtora miliona wiernych, czyli prawie połowa wszystkich mieszkańców tego kraju, uczestniczyła w Eucharystii, której Papież z Polski przewodniczył w dublińskim Phoenix-Park. Tutaj, tak samo jak w Drogheda, Galway czy Limerick mówił przede wszystkim o pokoju, którego źródłem jest Chrystus.

Opisując tę wizytę, „Sunday Telegraph” nieprzypadkowo zauważył, że „tam, gdzie zawiodła sztuka polityki i dyplomacji, jest może miejsce dla łaski”. Stwierdzenie to w pewien sposób potwierdzone zostało podczas drugiego etapu papieskiej pielgrzymki, obejmującego wówczas najbogatszy kraj świata – Stany Zjednoczone.
Nie tylko w siedzibie Organizacji Narodów Zjednoczonych Jan Paweł II skrytykował współczesną cywilizację, która przyczyniła się nade wszystko do rozwoju dóbr materialnych, a jednocześnie wykształciła „szereg takich postaw, w których w większej lub mniejszej mierze zanikła wrażliwość na duchowy wymiar ludzkiej egzystencji, a cały sens życia ludzkiego na skutek pewnych założeń sprowadzony został do wielorakich uwarunkowań materialnych i ekonomicznych, to znaczy do wymagań produkcji, rynku, spożycia, gromadzenia bogactw albo też wymogów biurokracji, przez którą usiłuje się odpowiednio kierować tymi procesami”.

Patrząc na treść papieskich przemówień w Stanach Zjednoczonych, nie sposób nie zauważyć, że echo wystąpienia w siedzibie ONZ rozbrzmiewało w każdym z nich. Wyrażając Amerykanom uznanie za przywiązanie do demokracji, Jan Paweł II konsekwentnie krytykował materializm, konsumpcjonizm i egoizm. „Zagrożeniem dla życia rodzinnego jest społeczeństwo, dla którego bożyszczem jest przyjemność, wygoda i niezależność. Wszystko to bowiem sprawia, że ludzkie serca zamykają się same w sobie i stają się egoistyczne” – mówił podczas ostatniej Mszy św. w Waszyngtonie.

Ciekawostką tej wizyty był fakt, że im więcej ze strony Ojca Świętego padało słów krytyki, tym większe rzesze go słuchały.

Raporty policji wykazały, że wzdłuż trasy przejazdu Jana Pawła II z lotniska w Bostonie do katedry pw. Świętego Krzyża witały go ponad dwa miliony wiwatujących ludzi. Ta sama rzesza uczestniczyła w wieczornej Eucharystii, której przewodniczył w parku Boston Common. To nie tylko dwukrotnie więcej niż się spodziewano, ale największy w historii miasta tłum ludzi zebranych w jednym miejscu.
Nie inaczej było w Nowym Jorku, gdzie na trasę przejazdu papieskiego samochodu wyszły jeszcze większe rzesze wiwatujących ludzi. „Nowojorczycy, tak lubiący parady, festyny i sportowe widowiska, nigdy nie widzieli czegoś takiego” – napisze „New York Times”.

Instytut Gallupa poda do wiadomości, że podczas wizyty Jana Pawła II w Stanach Zjednoczonych jego popularność osiągnęła 86 procent, co oznaczało najwyższy wskaźnik w historii tego instytutu…

„W ciągu siedmiu dni Jan Paweł II podbił najpotężniejszy kraj świata” – stwierdzi „Die Welt”. „New York Times” zauważy: „Paradoks tej wizyty polega na tym, że Papież zdobył sobie serca ludzi, krytykując jednocześnie ich styl życia…”. 
                          

Sebastian Karczewski

Aktualizacja 7 kwietnia 2020 (18:37)

NaszDziennik.pl