logo
logo

Dziś w
„Naszym
Dzienniku”

Zdjęcie: ARCH. O. M. KRZYSZTOFOWICZA/ -

Eucharystia ważniejsza niż życie

Środa, 10 czerwca 2020 (02:13)

Jeśli mamy Jezusa, mamy tak naprawdę wszystko

Z o. Michałem Krysztofowiczem, przełożonym generalnym Zgromadzenia Braci Pocieszycieli, posługującym w sanktuarium Narodzenia Najświętszej Maryi Panny w Mariance na Słowacji, rozmawia Beata Falkowska

W Mariance Bracia Pocieszyciele już na początku pandemii koronawirusa wyszli na ulice miasta w procesjach z Najświętszym Sakramentem. Ten pomysł zrodził się natychmiast czy raczej był to proces?

– To był impuls i taka natychmiastowa odpowiedź na te wszystkie wydarzenia związane z pandemią. Zachętą była dla nas postawa księży z Bratysławy, którzy wychodzili z Najświętszym Sakramentem na ulice miasta. Kierowaliśmy się chęcią wychodzenia do ludzi z Panem Jezusem i błogosławienia naszych wiernych. Przestrzegaliśmy przepisów państwowych, szliśmy w maseczkach, z zachowaniem odstępów, bez udziału wiernych.

Z czasem ludzie mogli zacząć się włączać?

– Nie, bo nie pozwalały na to obostrzenia, które na Słowacji były o wiele ostrzejsze niż w Polsce. Natomiast wierni mają taki zmysł, by być przy Panu Jezusie, więc szukali sposobu, by uczestniczyć w procesji. Siedzieli więc na przykład w autach i włączali się duchowo, samochody były rozstawione przy całej drodze.

W Polsce obostrzenia szły etapami, na Słowacji natychmiast podjęto decyzję o zakazie celebracji eucharystycznych oraz sprawowania sakramentów z udziałem wiernych. Bardzo mocno to przeżyliśmy. Eucharystię sprawowaliśmy za zamkniętymi drzwiami, pierwszy raz doświadczyliśmy, co to znaczy być „niepotrzebnym” kapłanem. Skoro większość kościołów była pozamykana, głód bycia z wiernymi był bardzo mocny, z drugiej strony docierały do nas głosy o tęsknotach wiernych, którzy potrzebowali Pana Jezusa Eucharystycznego, bo Kościół zawsze był z nimi w takich sytuacjach. Procesje były odpowiedzią na to pragnienie.

W znaku procesji – Boga przechodzącego pośród swego ludu, możemy dostrzec jakąś odpowiedź na to, jak mamy być Kościołem w tym bezprecedensowym czasie.

– Cała ta sytuacja na pewno skłania nas do odpowiedzi na pytanie, czym jest Kościół. Zawsze wcześniej byliśmy razem jako wspólnota, a tu w pewnym momencie przestaliśmy być razem. Nasza propozycja od początku była bardzo konkretna – taka jak w Polsce – transmitowaliśmy Msze św. przez internet, pomagaliśmy wzbudzać żal doskonały, zachęcaliśmy, by więcej się modlić. Na Słowacji był to czas duchowych rekolekcji. Kościoły były puste, ale Pan Bóg wszedł do każdego domu, który się na Niego otworzył. Natomiast, kto i ile z tego wyniósł, jest osobistą odpowiedzią każdego człowieka – jedni zbliżyli się do Boga i do swoich bliskich, inni tego napięcia nie wytrzymali. Po tej drugiej stronie byliśmy my, kapłani.

 

Drogi Czytelniku,

cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.

Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym

Beata Falkowska

Nasz Dziennik