logo
logo

XXVIII NIEDZIELA ZWYKŁA

zdjęcie

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Ewangelia

Niedziela, 11 października 2020 (08:12)

Aktualizacja: 11 października 2020 (09:25)

Mt 22,1-14

Jezus w przypowieściach mówił do arcykapłanów i starszych ludu: „Królestwo niebieskie podobne jest do króla, który wyprawił ucztę weselną swemu synowi. Posłał więc swoje sługi, żeby zaproszonych zwołali na ucztę, lecz ci nie chcieli przyjść.

Posłał jeszcze raz inne sługi z poleceniem: ’Powiedzcie zaproszonym: Oto przygotowałem moją ucztę; woły i tuczne zwierzęta ubite i wszystko jest gotowe. Przyjdźcie na ucztę!’ Lecz oni zlekceważyli to i odeszli: jeden na swoje pole, drugi do swego kupiectwa, a inni pochwycili jego sługi i znieważywszy, pozabijali.

Na to król uniósł się gniewem. Posłał swe wojska i kazał wytracić owych zabójców, a miasto ich spalić.

Wtedy rzekł swoim sługom: ’Uczta weselna wprawdzie jest gotowa, lecz zaproszeni nie byli jej godni. Idźcie więc na rozstajne drogi i zaproście na ucztę wszystkich, których spotkacie’. Słudzy ci wyszli na drogi i sprowadzili wszystkich, których napotkali: złych i dobrych. I sala weselna zapełniła się biesiadnikami.

Wszedł król, żeby się przypatrzyć biesiadnikom, i zauważył tam człowieka nieubranego w strój weselny. Rzekł do niego: ’Przyjacielu, jakże tu wszedłeś, nie mając stroju weselnego?’ Lecz on oniemiał. Wtedy król rzekł sługom: ’Zwiążcie mu ręce i nogi i wyrzućcie go na zewnątrz, w ciemności! Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów’. Bo wielu jest powołanych, lecz mało wybranych”.


Rozważanie

Obojętność

Kryzysy to nieodłączni towarzysze naszej ziemskiej wędrówki. Jedne pojawiają się nagle, niepodziewanie, inne sygnalizuje dużo wcześniej ciąg wydarzeń, zaniedbań, szereg drobnych pęknięć – gdy przychodzą, nie stanowią zaskoczenia. Czy zawsze są złe? Niekoniecznie. Ciekawe, że w języku chińskim słowo „kryzys” wyprowadzone jest od rdzenia oznaczającego szansę. Kryzys zatem to szansa na zmianę, rozwój – można ją wykorzystać, ale też bezpowrotnie zaprzepaścić. „Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą” – pisał św. Augustyn. Problem zaczyna się wtedy, gdy kończy się wola walki. Wtedy przychodzi obojętność.

To o niej mówi dziś Jezus. „Powiedzcie zaproszonym: ’Oto przygotowałem moją ucztę; woły i tuczne zwierzęta ubite i wszystko jest gotowe. Przyjdźcie na ucztę!’”. A oni „zlekceważyli to”. Gorzka konkluzja. Dramaturgii sytuacji dodaje fakt, że zaproszenie króla generuje nienawiść, złość zaproszonych: „Inni pochwycili jego sługi i znieważywszy, pozabijali”. Dlaczego? Stare żydowskie przysłowie głosi: „Co ja ci złego zrobiłem, że tak bardzo mnie nienawidzisz?”. Nie ma logicznej odpowiedzi, bo też i nienawiść jest nielogiczna, wewnętrznie sprzeczna.

Kiedy rozmawiam z człowiekiem, w którym są bunt, pretensje do Boga, mniej lub bardziej uzasadnione racje w krytyce ludzkiej cząstki Kościoła, jest jeszcze dobrze. Jeszcze nie wszystko stracone. Najgorzej, gdy sprawa swojego zbawienia i zbawienia bliskich staje się mu totalnie obojętna. – Nas to nie obchodzi. Nie myślimy o tym. Nie mamy czasu, inne ważne sprawy zaprzątają nasz umysł – tłumaczą się ludzie. „Stwardniało serce tego ludu, ich uszy stępiały i oczy swe zamknęli, żeby oczami nie widzieli ani uszami nie słyszeli, ani swym sercem nie rozumieli: i nie nawrócili się, abym ich uzdrowił” – przywołał Jezus słowa proroka Izajasza, wprowadzając uczniów w treść przypowieści o siewcy. Jakże aktualne słowa w XXI wieku! I dodał: „Lecz szczęśliwe oczy wasze, że widzą, i uszy wasze, że słyszą” (por. Mt 13,15-16).

Do której grupy należymy?

Ks. Paweł Siedlanowski

Nasz Dziennik