logo
logo

Zdjęcie: M.Borawski/ Nasz Dziennik

Był jak Szymon z Cyreny

Piątek, 22 marca 2013 (02:05)

Z Lidią Urquiza, nauczycielką, która pomagała kapłanom
w pracy ewangelizacyjnej w ubogich dzielnicach Buenos Aires, rozmawia Agnieszka Gracz

Kiedy po raz pierwszy spotkała Pani ks. kard. Bergoglio?
– Po raz pierwszy spotkałam go na Mszy Świętej, jeszcze zanim został arcybiskupem. Już wówczas był bardzo znany. Homilia, jaką usłyszałam, wywarła na mnie ogromne wrażenie, i ten jego delikatny, ale silny głos. Pamiętam go, jak ze swoją teczką spacerował spokojnie pośród zwykłych ludzi. Przychodziłam potem wiele razy na Msze Święte słuchać jego kazań. Później dowiedziałam się, że został nominowany na stanowisko arcybiskupa stolicy Argentyny. Była to dla nas wszystkich ogromna radość, ponieważ słuchaliśmy go i wiedzieliśmy, co robi dla biednych.

Obecny Papież znany jest ze swojej posługi pośród ubogich…
– Wiele z tego, co Ojciec Święty zrobił, posługując w Buenos Aires, nie jest jeszcze znane, ponieważ nie jest to człowiek szukający poklasku i sławy. Zawsze był osobą bardzo prostą oraz skromną. Miałam to szczęście, że przez dwa lata mogłam wraz z duchownymi posługiwać w dzielnicy ubóstwa, tzw. viglla 31. Pamiętam, jak ludzie oczekiwali go z radością, ponieważ znali go dobrze. Często odwiedzał ubogich, wchodził do każdego domu, do wszystkich rodzin i błogosławił. Mieszkańcy oczekiwali go, przygotowując się na to spotkanie. Przynosili kwiat czy prosili o pobłogosławienie obrazka. Trzeba wiedzieć, że to są naprawdę bardzo ubogie dzielnice. W domach zwykle nie ma nawet podłogi. On się niczym nie zrażał. Nawet deszcz nie zatrzymał go w domu. Niósł tym ludziom otuchę i błogosławieństwo.

Już na początku pontyfikatu Papież bardzo mocno podkreślił konieczność odniesienia do Krzyża Chrystusa, bo to On daje siłę człowiekowi, którego przygniata codzienne życie…
– Papież Franciszek jak Szymon z Cyreny pomagał nieść krzyż ludziom ubogim, potrzebującym pomocy. Bo tak naprawdę nie chodzi o to, aby karmiąc głodnych, niosąc ulgę cierpiącym, wspierając samotnych, odrzuconych, realizować tylko nakaz Kościoła. Trzeba autentycznie pokochać tych ludzi, dzielić się z nimi tym, co się ma. I to było widać w posłudze obecnego Ojca Świętego. Jako arcybiskup Buenos Aires miał wiele swoich obowiązków, uroczystości, spotkań, ale zawsze umiał ofiarować swój czas tym, którzy potrzebują pomocy. W tej prostocie krzyża umiał być przy każdym człowieku. Widział, że każdy musi w swym życiu nieść krzyż i że może go zaakceptować lub próbować odrzucić. Ale wiedział też,
że Pan zawsze czeka. A my, chrześcijanie, powinniśmy jak Szymon z Cyreny pomagać innym nieść krzyż.

Czy arcybiskup Buenos Aires umiał również zmobilizować innych do pomocy potrzebującym?
– Tak, ale tutaj trzeba też coś ważnego podkreślić. Ojciec Święty nigdy się nie narzucał. Jeśli chciał, aby ktoś komuś pomógł, zawsze delikatnie prosił. Mówił: Masz okazję komuś pomóc. Wykorzystaj to, proszę, bo drugi raz coś takiego może się nie zdarzyć. Ten biedny, cierpiący, opuszczony człowiek przejdzie obok ciebie i za chwilę już nie będziesz miał szansy, aby mu pomóc. A Pan Jezus zapyta cię kiedyś: Dlaczego mu wtedy nie pomogłeś?
Ojciec Święty podkreślał, że każda chwila dla czynienia dobra jest niepowtarzalna. Tak sam postępował i tego uczył innych. Gdy telefonował do kogoś, aby udzielić jakiejś osobie pomocy, to dlatego, że nigdy nie pozostawił proszącego człowieka bez szansy. Powtarzał: Nie możesz mówić, że zrobisz to jutro, później, ale w tej chwili. Jutro to już może ta osoba nie poprosić o pomóc, trzeba ją wesprzeć od razu.

Jaka jest sytuacja społeczeństwa w Buenos Aires?
– Jest tu obecnie bardzo duża bieda. Wiele osób nie ma pracy. Papież niósł im nadzieję, ale przede wszystkim traktował ich problemy bardzo poważnie. Poza żywnością czy poza ubraniami ci ludzie potrzebują przede wszystkim zainteresowania, miłości i szacunku.
W pewnym czasie w parafiach Buenos Aires podjęto inicjatywę pomocy osobom żyjącym na ulicy. Do tej akcji zainicjowanej przez ks. kard. Bergoglio włączyli się księża i wiele młodych osób zafascynowanych tą formą pomocy.
Nie tylko rozdawali jedzenie, ale przede wszystkim rozmawiali z tymi ludźmi, nawiązywali relacje. Z różnych parafii, w różnych porach wychodzili na ulice ci, którzy wspierali potrzebujących. Gdy ks. kard. Bergoglio przychodził do nich, słyszał pytania: To ty jesteś tym kardynałem? Nie mogli uwierzyć, że ktoś tak ważny do nich przyszedł. Podobnie jak teraz nie mogą uwierzyć w to, że został wybrany na Papieża, chociaż wielu mówiło, że żywili w sercu głębokie pragnienie takiej decyzji, ale nie mogli go wypowiedzieć.

Ksiądz kardynał Bergoglio w swej posłudze był blisko człowieka. Widzimy, że Papież Franciszek idzie tą samą drogą…
– Już podczas tych kilku dni pontyfikatu Papież Franciszek dał nam wielkie świadectwo. Na konklawe do Rzymu pojechał tylko z jedną małą walizką, sądząc, że szybko wróci. Jego życie było świadectwem skromności. Od pewnego czasu również ja włączałam się w posługę w kurii. Ojciec Święty dawał przykład skromności, był blisko swoich kapłanów, był blisko każdego człowieka. To przykład do naśladowania.

Dziękuję za rozmowę.

Agnieszka Gracz

Nasz Dziennik