logo
logo

Zdjęcie: M.Borawski/ Nasz Dziennik

Skrucha, przebaczenie i zadośćuczynienie

Piątek, 28 czerwca 2013 (06:10)

Z JE ks. abp. Mieczysławem Mokrzyckim, rzymskokatolickim metropolitą lwowskim, rozmawia Sławomir Jagodziński

Przedstawiciele Kościołów rzymskokatolickiego i greckokatolickiego z Polski i Ukrainy podpiszą dziś w Warszawie wspólną deklarację dotyczącą zbrodni wołyńskiej. Czy może ona przynieść jakiś przełom w ukazaniu całej prawdy o tych wydarzeniach sprzed 70 lat?

– Przygotowania do ogłoszenia takiej deklaracji trwały ponad rok. Miała to być najpierw wspólna deklaracja ogłoszona na Ukrainie przez Synod Ukraińskiej Cerkwi Greckokatolickiej i rzymskokatolicki Episkopat. Jednak nie doszliśmy do porozumienia w sprawie wspólnego listu. Strona greckokatolicka nie przyjęła naszych propozycji, naszych uwag. Nie podejmując dialogu, ostatecznie sama zdecydowała o wydaniu swojej, jednostronnej deklaracji, która ukazała się w marcu bieżącego roku. Teraz cieszę się, że wspólna komisja Kościoła rzymskokatolickiego w Polsce oraz Kościołów łacińskiego i greckokatolickiego na Ukrainie doszła do pewnego porozumienia. Ustalonym tekstem także Kościół rzymskokatolicki jest wystarczająco usatysfakcjonowany, ponieważ nasze uwagi w tym liście zostały uwzględnione. Jest to ważne, bo chcę podkreślić, że ofiarami zbrodni wołyńskiej byli wierni diecezji łuckiej i archidiecezji lwowskiej, które obecnie wchodzą w skład Konferencji Rzymskokatolickiego Episkopatu Ukrainy. Stąd nasz obowiązek, prawo do upominania się o bestialsko zamordowanych, o godny ich pochówek, a także do domagania się sprawiedliwego osądzenia tych wydarzeń i ich upamiętnienia. Ludobójstwo na Wołyniu swoje apogeum miało w Krwawą Niedzielę 11 lipca 1943 roku. Wtedy doszło do napaści zbrojnych oddziałów ukraińskich nacjonalistów na dziesiątki osad i polskich wsi. Ci okrutnie mordowani ludzie, wśród nich niewinne kobiety, dzieci i starcy, to nasi wierni. Nie mogą zostać zapomniani, a prawda o ich tragicznym losie wypaczana.

Czy obecna deklaracja pomoże w ukazywaniu prawdy o tych bolesnych wydarzeniach sprzed 70 lat? Mam nadzieję, że stopniowo będzie się do tego przyczyniała. Proces pojednania pomiędzy Kościołami rzymskokatolickim i greckokatolickim, pomiędzy Polakami i Ukraińcami, może się dokonać jedynie na gruncie prawdy, nazwania tej zbrodni po imieniu.

Czy deklaracja będzie przełomowym krokiem, jeśli chodzi o nazwanie zbrodni wołyńskiej ludobójstwem?

– Szczerze ufam, że tak. Oczekiwałbym jakiegoś zdecydowanego odcięcia się od ówczesnej morderczej ideologii, od jej metod i praktyk. Powinny przy tej okazji pojawić się słowa przeproszenia, może wyrażenie gotowości jakiegoś zadośćuczynienia. Choć nie będzie określenia „Krwawa Niedziela”, to jednak jest mowa o czystkach etnicznych. Myślę, że zrobiono krok do przodu. Wreszcie została nazwana ta zbrodnia. To wydarzenie podpisania wspólnej deklaracji winno podkreślać też, że ani przemoc, ani czystki etniczne, gwałty, mordy nigdy nie mogą być metodą rozwiązywania jakichkolwiek konfliktów między sąsiadującymi ludami czy narodami. Nie mogą być też nigdy usprawiedliwiane sytuacją polityczną, ekonomiczną czy religijną. Chcę wszystkich zachęcić do refleksji nad tą tragedią, która odebrała życie wielu niewinnym ludziom.

Ksiądz Arcybiskup często zwraca uwagę, że prawda o rzezi wołyńskiej woła o jednoznaczne potępienie skrajnego nacjonalizmu…

– Chcielibyśmy, żeby przy okazji podpisania deklaracji został potępiony ten skrajny nacjonalizm, który był ideologią w XX wieku i spowodował miliony ofiar. Jeżeli jest deptane prawo Boże „nie zabijaj”, to nie usprawiedliwia tego żadna ideologia czy konflikty międzynarodowe. Niestety, niebezpieczne jest to, że na Ukrainie właśnie skrajny nacjonalizm nie został jeszcze wykorzeniony. Tak samo zbrodnia wołyńska nie została – nie tylko przez państwo, ale także przez Kościół greckokatolicki – totalnie potępiona. Bywa wręcz przeciwnie. Na zachodniej Ukrainie, najbardziej naznaczonej cierpieniem, nacjonalistyczni liderzy wynoszeni są do rangi bohaterów. Niestety, także przez Kościół greckokatolicki, który często ukazuje ich jako wzór patriotów i chrześcijan. Trudno to zrozumieć. Przecież powinno się uwrażliwić wiernych na to, do czego doprowadził ten skrajny nacjonalizm ukraiński.

A jaka jest wiedza na temat ludobójstwa na Wołyniu wśród zwykłych ludzi na Ukrainie?

– Na Ukrainie o zbrodni wołyńskiej mówi się bardzo mało. Pomija się ten temat w książkach historycznych, a jeżeli już są jakieś przekazy, to najczęściej nie ukazują one prawdy. Często mówi się o konflikcie polsko-ukraińskim, o wzajemnych krzywdach wyrządzonych przez Polaków i Ukraińców sobie nawzajem. Mówi się np. o „wysiedleniu Polaków”, że bandy UPA „zachęcały” Polaków do opuszczenia miejscowości. Polacy rzekomo chętnie to robili i UPA ochraniała tych przesiedleńców w drodze. Ciekawe przed kim? Niestety, takie tutaj mamy „notatki historyczne”, takie treści są przekazywane w publikacjach. Niczego się nie nazywa po imieniu. Mówi się o wywózkach, przesiedleniu mieszkańców, a nie mówi o zbrodni, czystkach etnicznych, ludobójstwie na Wołyniu.

Potrzeba zatem ogromnej pracy edukacyjnej, aby prawda o Wołyniu dotarła do świadomości Ukraińców.

– Myślę, że wielką rolę w tej dziedzinie musi odegrać Kościół greckokatolicki, który powinien przestrzegać swoich wiernych przed takim skrajnym nacjonalizmem. Powinien pokazywać, do czego on doprowadził na Wołyniu. To tak, jak Pismo Święte przestrzega nas przed wszelkimi grzechami przeciw drugiemu człowiekowi, przed zabraniem mu prawa do życia. Potępiamy przecież Kaina, skutki jego grzechu i to, czym się kierował, gdy mordował brata. Jako chrześcijanie tak musimy piętnować również zbrodnię wołyńską i to, co do niej doprowadziło.

Chcielibyśmy bardzo, aby w tych miejscowościach na Ukrainie, gdzie zostali pomordowani ludzie, umieścić krzyże, dokonać pochówku ofiar w poświęconej ziemi, zawiesić tablice. Wszystko po to, aby pamięć o pomordowanych niewinnych ludziach nie zaginęła, aby była też dla współczesnych ciągłym ostrzeżeniem, przypomnieniem. Niestety, do tej pory – można powiedzieć – nie było takiej możliwości. Niektóre miejsca udało się upamiętnić, ale wielu innych jeszcze nie.

Do chwały ołtarzy zostało wyniesionych już wielu męczenników nazizmu, komunizmu, trwają kolejne procesy beatyfikacyjne… Czy męczennicy wołyńscy pozostaną w zapomnieniu?

– Na swym ostatnim posiedzeniu plenarnym w kwietniu br. nasza Konferencja Episkopatu już wyraziła zgodę na rozpoczęcie procesu beatyfikacyjnego o. Ludwika Wrodarczyka ze Zgromadzenia Księży Oblatów, bestialsko zamordowanego przez UPA w 1943 roku. Sprawę innych formalnych procesów beatyfikacyjnych ofiar rzezi wołyńskiej będziemy starali się podjąć w najbliższych latach. To już jest w planie. Teraz bardzo ważne jest zbieranie wszelkich informacji, świadectw, materiałów związanych z męczeństwem konkretnych duchownych i wiernych. Ci ludzie często ginęli w kościołach, w czasie Mszy św., podczas modlitwy. Okrucieństwo oprawców było ogromne.

Ci męczennicy to wyjątkowi orędownicy u Boga. Oni mogą pomóc w stanięciu w prawdzie i w wejściu na drogę pojednania…

– Ufamy, że z czasem dojdzie do zabliźnienia tej rany, jaka od 70 lat krwawi na Wołyniu. Stanie się to wówczas, gdy winowajcy uznają się za winnych zbrodni, jeśli okażą skruchę, jeżeli poproszą o przebaczenie. To są warunki, jakie stawia sprawiedliwość. Ufam, że ten proces już się rozpoczął, i myślę, że kiedyś osiągnie swój cel. Teraz razem z całym rzymskokatolickim Episkopatem Ukrainy prosimy w specjalnym liście skierowanym do wiernych o modlitwę za tych, którzy byli ofiarami nienawiści, bestialstwa, żądzy władzy. Chcemy polecić również Panu Bogu tych, którzy byli zbrodniarzami, wypraszając dla nich miłosierdzie Boga. Oby Bóg przemienił serca także tych, którzy trwają w tej nienawiści, w fałszu, aby uznali tragedię wołyńską za zło, zbrodnię, ludobójstwo, grzech przeciw ludzkości. Tylko na tej drodze doświadczą pokoju, który będzie promieniował w ich życiu codziennym, w życiu w kraju.

 

Dziękuję za rozmowę.

Sławomir Jagodziński

Nasz Dziennik