logo
logo

Pozwólmy zwyciężyć NIEPOKALANEMU SERCU MARYI

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Czuwające Serce Niepokalanej Matki

Czwartek, 19 listopada 2020 (17:58)

Całe życie Maryi z Jezusem było wsłuchane w Mądrość Zbawiciela.

Jakże wymowny i poruszający jest widok matki czuwającej nad swoim dzieckiem, zatroskanej o jego zdrowie, zwłaszcza wtedy, gdy zagrożone jest jego życie. To obraz najgłębiej zaangażowanej miłości, przenikającej całą osobę, dążącej do ocalenia najcenniejszego Skarbu. Tematyka ta nie jest obca chrześcijańskiej ikonografii. Przedstawienia Maryi pochylonej nad Jezusem, i to nie tylko wtedy, gdy był On Dziecięciem [wystarczy przywołać choćby tematykę piety], na zawsze wpisało się w sposób przeżywania naszej religijności. Częstym elementem tego obrazowania jest również gest Jezusa, wskazujący na Serce Maryi. Oto Boży Syn nie tylko przyznaje się nim do więzi z Matką, ale zdaje się podkreślać znaczenie i wartość Jej Serca. To swoiste intronizowanie przez Wcielone Słowo Niepokalanego Serca, Jego miłości, wierności i wypełniającego Je bezgranicznego zaufania. Swoim gestem Chrystus ukazuje także postawę czujności Jej Serca. Skala i intensywność tej postawy czujności możliwa była dzięki pełnej współpracy Maryi z Trójcą Świętą. Niepokalana Niewiasta pełniła względem małego Emmanuela podobną rolę co Obłok Chwały Bożej [hebr. shekhinah], otaczający Namiot Spotkania, Arkę Przymierza i wspierający Izraelitów. To subtelna obecność Ducha Świętego, osłaniająca Syna przez Niepokalaną Matkę. Maryja otaczała Jezusa opieką i pomogła Mu wzrastać do roli Mesjasza, chroniąc Go od zagrażającego Mu zła. Dla dorastającego Zbawiciela to Jej Serce było prawdziwą ostoją w świecie ludzkich spraw. Ono, od chwili poczęcia Jezusa, jako pierwsze realizowało radę udzieloną później uczniom w Getsemani: „Czuwajcie ze Mną” (Mt 26,38b) oraz „Czuwajcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie” (Mt 26,41a). Całe Jej życie z Jezusem nasycone było uważnością i spostrzegawczością, było wsłuchane w Mądrość Zbawiciela. Tak czuwając, troszczyło się o zrozumienie całości Jego mesjańskiego przesłania. Nie sposób wyrazić rozmiarów, jakie Jej uważność, wierność i oddanie osiągnęło na Golgocie. Po pogrzebie Syna czujność Jej mężnego Serca czerpała nadzieję i otuchę w obietnicy danej przed śmiercią: „Syn Człowieczy musi być wydany w ręce grzeszników i ukrzyżowany, lecz trzeciego dnia zmartwychwstanie” (Łk 24,7).

Jestem, pamiętam, czuwam

Czujność serca jest uzewnętrznieniem miłości i przejawem żywej pamięci. Święty Jan Paweł II, analizując słowa Apelu Jasnogórskiego, uczył polską młodzież: „Miłość – to znaczy: być przy Osobie, którą się miłuje […], to znaczy zarazem: być przy miłości, jaką jestem miłowany. Miłować – to znaczy dalej: pamiętać. Chodzić niejako z obrazem umiłowanej Osoby w oczach i w sercu. To znaczy zarazem: rozważać tę miłość, jaką jestem miłowany, i coraz bardziej zgłębiać jej boską i ludzką wielkość. Miłować – to […] znaczy: czuwać”. Maryja całą sobą odpowiedziała na Bożą Miłość. Nie tylko w dniu nawiedzenia św. Elżbiety pamiętała i wysławiała Boga za otrzymane łaski. Jej życie było jedną wielką pieśnią Niepokalanego Serca: „Bo wejrzał na uniżenie Służebnicy swojej. […] gdyż wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny” (Łk 1,48a.49). Rozważając cud Wcielenia, żywej obecności Bożego Syna w życiu Jej oraz Józefa, w życiu tylu ludzi, to Jej Serce pogłębiało świadomość, że „Święte jest Jego imię” (Łk 1,49b). Pamiętało o Bożym planie i zaświadczało, że On „swoje miłosierdzie na pokolenia i pokolenia zachowuje dla tych, co się Go boją” (Łk 1,49b-50). Jak bardzo więc odnoszą się do Maryi słowa Świętego Papieża: „Każde życie określa się i wartościuje poprzez wewnętrzny kształt miłości. Powiedz mi, jaka jest twoja miłość – a powiem ci, kim jesteś”.

Maryja, ta Mądra Panna, uczy nasze sumienia żywej czujności i dba o ich poprawny rozwój. „Czuwam, to znaczy […] tego sumienia nie zagłuszam i nie zniekształcam. Nazywam po imieniu dobro i zło, a nie zamazuję. Wypracowuję w sobie dobro, a ze zła staram się poprawiać, przezwyciężając je w sobie. To bardzo podstawowa sprawa, której nigdy nie można pomniejszać, zepchnąć na dalszy plan. Nie. Nie! Ona jest wszędzie i zawsze pierwszoplanowa. Jest zaś tym ważniejsza, im więcej okoliczności zdaje się sprzyjać temu, abyśmy tolerowali zło, abyśmy się łatwo z niego rozgrzeszali. Zwłaszcza, jeżeli tak postępują inni”.

Jako Matka uczy dostrzegania bliźnich w duchu odpowiedzialności za ich zbawienie i doczesne potrzeby. Tak postępuje Serce żyjące Chrystusowym przykazaniem miłości. W Fatimie (13 VI 1917 r.) zapewniała Łucję: „Ja nigdy ciebie nie zostawię. Moje Niepokalane Serce będzie dla ciebie schronieniem i drogą, która cię doprowadzi do Boga”. Czyż później ta pastuszka nie doświadczyła czujności tego Serca w całym swoim życiu?

Także Kościół i świat doświadczył w ciągu ostatnich stu lat licznych dowodów pomocy Maryi. Smuci jednak to, że jeszcze w tak wielu miejscach nie podejmuje się kultu Niepokalanego Jej Serca, o co prosił zarówno Jej Syn, jak i Ona.

O. dr Stanisław Przepierski OP

Nasz Dziennik