logo
logo

Zdjęcie: M.Borawski/ Nasz Dziennik

Walczył z dyktaturą relatywizmu

Wtorek, 12 lutego 2013 (02:06)

Pontyfikat Ojca Świętego Benedykta XVI był trudny ze względu na sytuację, jaka zaistniała w ostatnich dziesiątkach lat w świecie i w Europie.

W tym czasie pogłębiły się procesy laicyzacyjne, obserwowaliśmy narastającą wrogość, agresję wobec Kościoła, wobec tego, co prezentuje chrześcijaństwo. Szczególnie te trendy antychrześcijańskie zadomowiły się i uwidoczniły w Europie, która jest dziś najbardziej zlaicyzowanym kontynentem świata. Te wrogie trendy zaznaczyły się też w polityce Unii Europejskiej.

Jeszcze Jan Paweł II zabiegał o to, żeby znalazły się elementy chrześcijańskie w podstawowych dokumentach Unii, ale nie udało się tego wprowadzić. A potem ta tendencja antychrześcijańska się nasilała i Papież musiał się z tym zmierzyć. Robił, co mógł, żeby obronić prawdę o Europie, o Kościele, a przede wszystkim pokazywał, że życie bez Boga, życie społeczne i narodowe, które nie jest kształtowane na prawie Bożym, ulega deformacji.

Pontyfikat obecnego Papieża Benedykta XVI znamionują słowa: „Gdzie jest Bóg, tam jest przyszłość”. Dlatego Ojciec Święty stale przypomina, jak ważna jest wiara w Boga, jak ważne jest budowanie życia osobistego, rodzinnego, społecznego na prawie Bożym, na Bożym Słowie. Podkreślił to szczególnie podczas swojej pielgrzymki do Niemiec. Wtedy w parlamencie niemieckim, w Bundestagu, Benedykt XVI zacytował słowa św. Augustyna, które dotyczyły rządów, podmiotów stanowiących prawo, które się nie liczą z prawem naturalnym, z prawem Bożym objawionym, nazywając je bandą złoczyńców. To było bardzo znamienne.

Detronizacja prawdy

Bardzo ważna dla Papieża była walka z relatywizmem moralnym. Współczesny liberalizm zrównuje wszystkie religie, przypisując im jednakową wartość; moralność uzależnia od sytuacji. Człowiekowi nadaje zdolność określania tego, co dobre, i tego, co złe. A wiemy przecież, że jest to wyłączna prerogatywa Pana Boga. To Pan Bóg określił w swoim prawie, co jest dobre, co jest złe, a człowiek jest tylko lektorem, a nie kreatorem tego prawa. Człowiek powinien to tylko odczytywać. Jesteśmy świadkami, jak w poszczególnych parlamentach próbuje się ustalać prawdę, debatować nad nią, a nie odkrywać. To jest bardzo niebezpieczne. Ojciec Święty miał świadomość tego i robił wszystko, żeby ograniczyć dyktaturę relatywizmu.

Ten pontyfikat charakteryzuje też wielka troska o rodzinę, zwłaszcza w ostatnim roku, w którym odbył się kongres w Mediolanie i Światowe Spotkanie Rodzin. Benedykt XVI zwrócił się tam z wielkim przesłaniem do rodzin. W obliczu ideologii gender, dyskusji o związkach partnerskich, aborcji, in vitro, Papież robił wszystko, co mógł, żeby obronić świętość rodziny i w ogóle rodzinę jako instytucję, która jest starsza nawet niż Kościół, bo sięga początku stworzenia.

Ku jedności chrześcijan

Ojcu Świętemu bardzo zależało na jedności chrześcijan; jako człowiek, który wyszedł z kraju kolebki protestantyzmu, bardzo bolał nad rozbiciem chrześcijaństwa. Uczynił wiele, by zjednoczyć Kościół. Można tutaj wspomnieć o gestach, które wykonał wobec anglikanów. Dzięki utworzeniu dla nich specjalnego ordynariatu wielu anglikanów mogło powrócić na łono Kościoła katolickiego. Były też gesty wobec lefebrystów. Papież wyciągał rękę, ale nie zawsze spotykało się to z dobrą wolą, nad czym Benedykt XVI bardzo bolał. Zezwolił na sprawowanie Liturgii w rycie potrydenckim, przedsoborowym, tak żeby powiedzieć, że Kościół też ceni tę Liturgię. Była tylko prośba, żeby lefebryści zaakceptowali prawdę, którą ogłosił Sobór Watykański II. Oni sprzeciwiali się kilku dokumentom, zwłaszcza Deklaracji o wolności religijnej czy Dekretowi o ekumenizmie, niektórym fragmentom konstytucji pastoralnej o Kościele. Do tej pory mają problemy, żeby przyjąć naukę Soboru, bo to jest warunek, żeby mogli dojść do jedności z Kościołem, z Papieżem. I to właśnie nie zostało jeszcze wyjaśnione do końca.

Tak widzę główne linie tego pontyfikatu. Gdyby można było porównać, choć to jest trudne, Benedykta XVI z Janem Pawłem II, to widać, że Papież Polak koncentrował się na człowieku, dlatego właśnie skierował do Kościoła hasło: „Nie lękajcie się! Otwórzcie drzwi Chrystusowi!”. Jan Paweł II zapatrzony był w człowieka jako dzieło Boże, stąd też w jego nauczaniu silnie obecny był wątek praw człowieka, jego godności. Benedykt XVI dopełnił to spojrzeniem na Pana Boga, wskazując, jak ważny jest Bóg, Jego prawo, wiara w Niego, przyjaźń z Bogiem i w ogóle budowanie życia osobistego, rodzinnego w oparciu o prawo Boże i przyjaźń z Bogiem.

Chciałbym też wskazać na wielką duchowość Papieża. Z tego, co mówił, z jego homilii, przemówień wynikała wielka głębia. Jego nauczanie odbierało się jako coś, co wychodzi z serca, umysłu człowieka, który jest głęboko zatopiony w Bogu, który żyje Bogiem na co dzień, który jest rozmodlony. Myślę, że decyzja, którą wczoraj usłyszeliśmy, która nas jakoś zaskoczyła, została przemodlona i jest wynikiem odpowiedzialności za Kościół. Papież zdaje sobie sprawę, jak wielkie zadania stoją przed Kościołem, a ma świadomość, że jego siły fizyczne są ograniczone. I dlatego właśnie taką decyzję podjął. Myślę, że to jest decyzja przemodlona i przez usta Papieża przemawia Duch Święty.

Ks. bp Ignacy Dec, ordynariusz świdnicki

Nasz Dziennik