logo
logo

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Antyreligijny upór MEN

Wtorek, 25 czerwca 2013 (02:05)

Ministerstwo Edukacji Narodowej nie daje nawet cienia nadziei na to, że od nowego roku szkolnego religia powróci do ramowego planu nauczania. Na nic się zdają kolejne apele Episkopatu Polski, który zaniepokojony jest tym, że obecny status tego przedmiotu prowadzi do jego marginalizacji. Rozczarowania tym faktem nie kryje ks. abp Józef Michalik, przewodniczący KEP.

Wobec kryzysu wychowania, który dotyka polską szkołę, zupełnie niezrozumiałe jest tworzenie przez MEN zamętu wokół statusu lekcji religii.

– Widać tu przeoczenie albo złą tendencję. To chęć przesunięcia religii albo traktowanie jej jako rzeczy do wyeliminowania. W moim przekonaniu, byłoby to bardzo niewłaściwe – podkreśla ks. abp Józef Michalik, komentując upór ministerstwa, aby nie przywrócić tego przedmiotu do ramowego programu nauczania.

Przewodniczący KEP zwraca jednocześnie uwagę, że trzeba wkładać większy wysiłek w wychowanie moralne i etyczne młodego pokolenia.

– Jeśli cała atmosfera będzie atmosferą wrażliwości na dobro, a nie na zło, to wtedy innych – tzw. trudniejszych – problemów będzie mniej. Dziś obserwowany relatywizm moralny woła o ten większy wysiłek i piętnowanie zła – zaznacza metropolita przemyski.

Te argumenty nie przekonują obecnie rządzących w Polsce. Na nic się zdały prowadzone w kończącym się roku szkolnym rozmowy. O powrót religii do ramowego planu nauczania walczył także w czasie ostatniego spotkania strony kościelnej z przedstawicielami MEN ks. bp Marek Mendyk, przewodniczący Komisji Wychowania Katolickiego KEP.

– Niestety, znów w tej sprawie nic nie udało się nam osiągnąć. Pani minister wciąż tłumaczy, że przeniesienie religii do szkolnych planów nauczania nic nie zmienia w stosunku do poprzedniego zapisu. Kiedy jednak zwracałem się z prośbą, by w takim razie przywrócić religię do ramowego planu, nie znalazłem zrozumienia – podkreśla ks. bp Mendyk.

Jak zwraca uwagę, rozporządzenie budzi niepokój, gdyż interpretacja obecnego zapisu może rodzić różne problemy związane m.in. z przerzucaniem finansowania katechezy na samorządy.

– Kiedy naszymi obawami dzielimy się z MEN, słyszymy, że kiedy będą pojawiać się problemy, to urzędnicy zajmą się ich rozwiązaniem. I mimo że są, to jednak obiecywanej interwencji nie ma – podkreśla ksiądz biskup.

Trudno przewidzieć, jak długo będzie trwać ta sytuacja. Zmiana kontrowersyjnego zapisu uspokoiłaby całą atmosferę wokół nauczania religii w szkole. – Niestety, tu nie ma dobrej woli – ubolewa ks. bp Mendyk.

Ze statystyk Komisji Wychowania Katolickiego KEP wynika, że na lekcje religii uczęszcza 95 proc. uczniów szkół podstawowych, prawie 90 proc. gimnazjalistów oraz ponad 75 proc. licealistów. Jednak zapis sytuujący religię poza ramowym planem nauczania znacznie obniża rangę tego przedmiotu, wręcz spycha go na margines życia szkoły.

– Każde obniżenie rangi tego przedmiotu może skutkować tym, że coraz mniej osób będzie wkrótce uczestniczyło w lekcjach religii – ostrzega socjolog Aleksander Zioło.

– Moim zdaniem, ogromnym problemem jest to, że religię wypycha się z „ramówki”, a bez konsultacji z rodzicami próbuje się narzucić jakieś inne dziwne przedmioty… Tu trzeba podkreślić, że przy „mydleniu oczu”, jakie funduje nam MEN, sprawy w swoje ręce muszą wziąć rodzice. To oni muszą bronić praw swoich dzieci, cały czas muszą trzymać rękę na pulsie – dodaje w rozmowie z „Naszym Dziennikiem”.

Rozporządzenie minister edukacji Krystyny Szumilas, zgodnie z którym religia i etyka zostały usunięte z ramowego programu nauczania w szkołach publicznych i przeniesione do szkolnego planu, obowiązuje od września 2012 roku. Pół roku wcześniej o tej bulwersującej decyzji MEN napisał „Nasz Dziennik”.

Zmianę rozporządzenia postulował wielokrotnie Kościół, zgłaszając stronie rządowej swoje obawy. Początkowo resort obiecywał, że przyjrzy się temu zapisowi. Obecnie uznaje go za niezmienny. Niestety, konsekwencją tych działań jest niepewność dotycząca stabilnego finansowania nauczania religii w szkołach w kolejnych latach.

Małgorzata Pabis

Nasz Dziennik