logo
logo

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Ukrywana prawda o in vitro

Środa, 26 czerwca 2013 (08:41)

Globalny atak na rodzinę oraz obrona interesów lobby in vitro – to powody, dla których media nie mówią dziś o negatywnych konsekwencjach zapłodnienia pozaustrojowego. Dlatego Zespół Ekspertów ds. Bioetycznych KEP w specjalnym komunikacie odniósł się do manipulacji medialnych, które zaprzeczają występowaniu złych genetycznych i zdrowotnych skutków u dzieci poczętych metodą in vitro.

„Wobec pojawiających się tendencyjnych informacji wskazujących na brak negatywnych konsekwencji genetycznych u osób rodzących się w wyniku procedury zapłodnienia pozaustrojowego, jako Zespół Ekspertów ds. Bioetycznych Konferencji Episkopatu Polski, stanowczo stwierdzamy, że osoby formułujące takie tezy wprowadzają w błąd opinię publiczną”, czytamy w wydanym 24 bm. komunikacie.

To gremium, na czele którego stoi ks. abp Henryk Hoser, ordynariusz warszawsko-praski, uznało za niedopuszczalne podawanie oczywistej nieprawdy, jakoby nie istniały rzetelne i wiarygodne opracowania naukowe potwierdzające ten stan rzeczy.

Niestety, w liberalnych mediach na próżno szukać wiarygodnych informacji o genetycznych skutkach procedury in vitro. Jest natomiast agresja i szykanowanie tych, którzy mówią prawdę o negatywach pozaustrojowego zapłodnienia „na szkle”.

– Przypomnę tu tylko dwa przykłady. Najpierw przypadek prof. Janusza Gadzinowskiego, neonatologa, który po tym, jak podał prawdę o negatywnych skutkach in vitro, spotkał się z ostracyzmem całego środowiska. Co więcej, został wezwany na tzw. rozmowę dyscyplinującą, w czasie której usłyszał, że może wypowiadać się jako katolik, ale nie może swoich wypowiedzi firmować tytułami naukowymi – zwraca uwagę w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” ks. prof. Paweł Bortkiewicz, etyk.

Podkreśla również to, co się działo po wypowiedziach ks. prof. Franciszka Longchamps de Bérier. – Ten kapłan spotkał się z ogromną furią m.in. „Gazety Wyborczej”. Nie mając innych argumentów, stawiano tezę, że Kościół szykanuje dzieci poczęte metodą in vitro – przypomina ks. Bortkiewicz.

„Badania naukowe potwierdzają procentowo znaczące występowanie negatywnych zmian u dzieci poczętych metodą zapłodnienia pozaustrojowego”, podkreślili eksperci ds. bioetycznych Episkopatu. Dlaczego zatem cała trudna prawda o in vitro jest niemal powszechnie ukrywana?

– Tu wchodzi w grę czynnik finansowy. Trzeba powiedzieć jasno, że przemysł in vitro jest bardzo lukratywny. Jest to metoda, która nie leczy bezpłodności, ale jest reprodukcyjna. Reproduktorom daje ogromne korzyści majątkowe. Z tego powodu przemilcza się metodę, która rzeczywiście leczy niepłodność, czyli naprotechnologię – wyjaśnia ks. prof. Bortkiewicz.

„Wskazywane niebezpieczeństwo występowania niepożądanych skutków genetycznych i zdrowotnych, zarówno wobec konkretnych osób, jak i w wymiarze populacyjnym, znajduje potwierdzenie w badaniach klinicznych i eksperymentalnych na modelach biologicznych” – podkreślił Zespół Ekspertów ds. Bioetycznych KEP.

Jak zaznacza ks. prof. Paweł Bortkiewicz, tak długo nie będzie dialogu pomiędzy zwolennikami i przeciwnikami metody in vitro, jak długo nie rozpocznie się rozmowa na argumenty. – Ale musimy postawić argumenty racjonalne, medyczne, prawdziwe, a nie emocjonalne czy puste frazesy – tłumaczy etyk.

Niewątpliwie takiej autentycznej dyskusji służyć będzie zapoznanie się z 33 opracowaniami naukowymi na temat negatywnych skutków in vitro, których wykaz załączony jest do komunikatu Zespołu Ekspertów ds. Bioetycznych.

Na taką rozmowę czeka prof. Andrzej Kochański, lekarz genetyk z Polskiej Akademii Nauk. Zwraca uwagę, że zarówno z perspektywy medycyny, jak i nauki zapłodnienie pozaustrojowe jest eksperymentem na człowieku.

– W określeniu „eksperyment” zawiera się szereg innych pojęć, które znamy z eksperymentów, czyli zagrożeń dla ludzkiego genomu, dla genów człowieka, dla zdrowia człowieka i dla przyszłych pokoleń – ostrzega prof. Kochański. Dlatego, jak podkreśla, powinniśmy mówić o zakazie in vitro.

Małgorzata Pabis

Nasz Dziennik