logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Oddany Bogu i Polsce

Poniedziałek, 24 lutego 2014 (02:05)

Pożegnaliśmy ks. infułata Józefa Wójcika. Wiernego Bożej sprawie, oddanego ludziom, bez reszty kochającego Polskę.

W sobotę w Suchedniowie, w kościele św. Andrzeja, biskupi, kapłani, rzesze wiernych, parlamentarzyści ziemi świętokrzyskiej, przedstawiciele władz lokalnych, stowarzyszeń, grup parafialnych, bożogrobcy i Rycerze Kolumba żegnali śp. ks. infułata Józefa Wójcika zmarłego 16 lutego br. Dzień pogrzebu w Suchedniowie został ogłoszony przez władze lokalne dniem żałoby. Ksiądz infułat od ponad 40 lat był proboszczem suchedniowskiej parafii. Zapamiętamy go jako kapłana, który swoją niezłomną postawą odmówił współpracy z SB, był wielokrotnie aresztowany, więziony i sądzony za obronę praw Bożych oraz Kościoła w Polsce Ludowej. W 1972 r. uwolnił z Jasnej Góry więzioną przez władze PRL kopię Cudownego Obrazu Matki Bożej Częstochowskiej, by mogła peregrynować po Polsce.

Uroczystościom żałobnym przewodniczył ks. bp Henryk Tomasik, ordynariusz radomski, a homilię wygłosił ks. bp Antoni Dydycz.

W ostatniej drodze ks. Józefa Wójcika towarzyszyli księża biskupi: Kazimierz Gurda z diecezji kieleckiej, Piotr Sawczuk z diecezji siedleckiej i Adam Odzimek z diecezji radomskiej. Wśród licznie przybyłych kapłanów i duchowieństwa obecny był także o. dr Tadeusz Rydzyk, założyciel i dyrektor Radia Maryja. Mszę Świętą transmitowały Telewizja Trwam i Radio Maryja.

– Jesteśmy głęboko przekonani, kochany Księże Józiu, że Pan znalazł Cię godnym siebie. Przyjął Twoją ofiarę, gdyż okazałeś się wierny „w miłości”. I dlatego korzystasz z nieśmiertelności – mówił ks. bp Antoni Dydycz.

W służbie Ojczyźnie

Jak podkreślił, ks. infułat Wójcik był kapłanem „oddanym Bożej sprawie, służącym ludowi i zakochanym w Polsce”. Kaznodzieja przypomniał drogę kapłańską zmarłego, która zaczęła się w czasach PRL, gdy – jak mówił – media, chcąc się przypodobać władzy, rozpowszechniały różne oszczerstwa i kłamstwa dotyczące Kościoła. – Dadzą o sobie znać różne prowokacje i naciski na duchownych, aby podejmowali współpracę z reżimem. Uwięziony zostanie ks. bp Czesław Kaczmarek, ordynariusz kielecki, przejdzie straszliwą gehennę. Potem nastąpi zamach na kurię krakowską, z odsunięciem ks. abp. Baziaka od kierowania archidiecezją; internowanie wszystkich biskupów katowickich. Uwięzienie biskupa Antoniego Baraniaka, sekretarza ks. kard. Stefana Wyszyńskiego, a 25 września – w dzień bł. Ładysława z Gielniowa – kiedy po uroczystej Eucharystii ku jego czci odprawionej w kościele św. Anny ksiądz Prymas powrócił do domu, to nieco później – przybyli przedstawiciele władz z funkcjonariuszami służb bezpieczeństwa i obwieścili odsunięcie od pełnienia misji powierzonej przez Papieża Piusa XII oraz decyzję o wywiezieniu z Warszawy – przypominał ks. bp Dydycz. Wskazał także, że podobny los dzielił z nimi ks. Wójcik, słysząc z ust sędziów PRL 18 wyroków i 9 razy przebywając w więzieniu. Kapłan był karany przez sądy i kolegia w okresie PRL za obronę krzyży w szkole w swojej pierwszej parafii w Ożarowie koło Ostrowca Świętokrzyskiego oraz odprawianie Mszy św. i nauczanie religii w Wierzbicy. Mimo to ks. Wójcik nigdy nie czuł się szczególnie prześladowany w minionym ustroju.

– Po prostu wypełniałem swoje obowiązki zgodnie z sumieniem i powołaniem. A że miałem opinię wroga numer jeden Polski Ludowej, z tego jestem na swój sposób dumny – przypomniał słowa księdza infułata kaznodzieja. Jak wiadomo, oprócz wspierania ks. bp. Piotra Gołębiowskiego podczas tzw. konfliktu wierzbickiego, a więc próby ogłoszenia niezależnej od władz kościelnych parafii katolickiej przez jednego ze zbuntowanych księży, zmarły kapłan zasłynął z akcji uwolnienia kopii Obrazu Matki Bożej Częstochowskiej, który powrócił na szlak peregrynacji w Radomiu w 1972 roku.

– Maryja z pomocą księdza infułata kolejny raz odniosła zwycięstwo. Ksiądz Józef zaś nadal otrzymywał listy z pogróżkami. Krzyże przyjmował odważnie – kontynuował ks. bp Dydycz. – Żegnamy kapłana, który przez całe swoje życie kapłańskie świecił świadectwem wiary i miłości do Chrystusa. To światło było tym jaśniejsze, gdyż dawało o sobie znać. Ponurą nocą, którą było bezwzględne promowanie ateizmu w komunistycznym wydaniu. Ksiądz Józef dostąpił tej łaski, że właśnie jego pogrzeb odbywa się w święto konsekracji Bazyliki św. Piotra w Rzymie – dodał.

Wdzięczność i hołd

Ksiądz biskup Henryk Tomasik również dziękował za pracę duszpasterską księdza Wójcika, za troskę o to, by Bóg miał należyte miejsce w sercu i Ojczyźnie. Dziękujemy wszystkim, którzy towarzyszyli w drodze kapłańskiej ks. Józefa – mówił ordynariusz radomski. Specjalne listy na uroczystość przesłali między innymi ks. abp Józef Michalik, ks. kard. Stanisław Dziwisz, ks. abp Zygmunt Zimowski, ks. abp Sławoj Leszek Głódź, jak też przedstawiciele RP: minister sprawiedliwości Marek Biernacki, prezes PiS Jarosław Kaczyński. „Odwaga i gotowość na prześladowania stawiają go w długim szeregu Polaków, którym zawdzięczamy naszą tożsamość. Obecność ks. Wójcika stanowiła dla wielu z nas niezastąpione wsparcie, otuchę i pogodę ducha” – napisał o śp. księdzu infułacie prezes PiS.

Na wiele zalet księdza infułata, jak koleżeństwo, pogoda ducha, zwrócił uwagę ks. Jan Mikos, jego kolega z seminarium. Dodał, że dzisiaj, podobnie jak w czasach PRL, Kościół jest znów niszczony. Jeszcze w ubiegłym roku ks. Wójcik wystosował list otwarty do premiera Donalda Tuska, w którym wyraził swój sprzeciw oraz ubolewanie ze względu na dyskryminowanie katolików w Polsce. Ksiądz dr Jerzy Karbownik, kustosz sanktuarium Matki Bożej Ostrobramskiej w Skarżysku-Kamiennej, w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” zauważa, że list księdza infułata do rządzących był wyrazem bólu z powodu tego, co się obecnie dzieje w Polsce.

– Przez całe swoje życie bardzo kochał Polskę. Początki jego kapłaństwa mocno związane były z obroną krzyża w szkole. Wiara i patriotyzm zostały w nim zaszczepione już w jego rodzinnym domu, gdyż jego ojciec walczył w wojnie bolszewickiej w 1920 roku i w wojnie obronnej z Niemcami w 1939 roku – ocenia. Siostra Kazimiera ze Zgromadzenia Sióstr Służek Najświętszej Maryi Panny Niepokalanej, z którą ks. Wójcik chodził do tego samego Liceum Ogólnokształcącego w Mariówce, podkreśla, że ks. Wójcik miał w sobie mocne przekonanie, że jako kapłan musi dobrze służyć człowiekowi i Ojczyźnie. – Wiedział, kim jest i co ma robić. Niczego się nie bał. Posłany do pracy przez biskupa robił wszystko, co mógł, jak najlepiej, nawet jeśli za tę pracę groziło mu więzienie – podkreśliła.

Maciej Walaszczyk, Suchedniów

Nasz Dziennik