logo
logo

Zdjęcie: E.Sadej/ Nasz Dziennik

Nie strać celu!

Środa, 5 marca 2014 (02:07)

Kiedy słyszymy wyrażenie „Wielki Post”, łatwo stracić z oczu fakt, że Kościół w poście nie urządza jedynie zwykłej głodówki. W Biblii post był nieodłącznie związany z pokutą, oczyszczeniem się, przygotowaniem się na spotkanie z Bogiem. Biblia zazwyczaj też wiąże post z modlitwą. Już to sugeruje, że sensu postu należy szukać przede wszystkim na płaszczyźnie duchowej. Post to zmaganie się ducha ze słabościami ciała, nauka wytrwałości wiary.

Wyrażenie „Wielki Post” należy odczytywać z ostrożnością. Dlaczego? Bo można stracić z oczu fakt, że nie chodzi o poszczenie dla poszczenia. Wielki Post to przecież w rzeczywistości „święty post”, który jest czymś więcej niż sferą pożywienia.

Wiemy, że aby coś stało stabilnie, potrzebuje przynajmniej trzech nóg, trzech podpór. W Wielkim Poście wyjaśnia to jeden ze wspaniałych teologów Kościoła Zachodniego IV w. św. Piotr Chryzolog takimi słowami: „Istnieją trzy rzeczy, bracia, na których stoi wiara, wspiera się pobożność i trwa cnota. Są to: modlitwa, post i uczynki miłosierdzia. To, o co kołata modlitwa, zjednywa post, a osiąga miłosierdzie. Modlitwa, uczynki miłosierdzia i post – te trzy rzeczy stanowią jedno i dają sobie wzajemnie życie”.

Ostatecznym celem postu chrześcijańskiego jest miłość! Wprawdzie Piotr Chryzolog używa słowa „miłosierdzie”, a nie „miłość”, ale pamiętajmy, że „miłosierdzie” jest po prostu szczególnym określeniem największej miłości, a używa się go po to, aby podkreślić, że miłość to nie jest tylko uczucie do ukochanej osoby, ale postawa prawdziwej wierności i wytrwałości w kochaniu bliźnich. Biblijne określenie miłości Boga do człowieka to „chesed”, które zawiera w sobie właśnie prawdę o wierności. Słowo to w greckiej Biblii, z braku lepszego terminu, zostało przetłumaczone przez „eleos”, co trochę zmienia sens i dosłownie wyraża „litość”, a stąd niedaleko już do łacińskiego „misericordia”, które oznacza w przybliżeniu „litościwość serca”.

W tym świetle łatwiej odczytać sens czterdziestu dni, które Jezus przebył na pustyni, poszcząc i modląc się. To dni Jego zmagania się ze złem, modlitwy, umacniania się i przygotowywania na nadchodzące lata okazywania ludziom swojej wiernej miłości.

Jednakże pościć trzeba umieć mądrze. Nie chodzi przecież o to, aby tak się skoncentrować na swoich „postnych rekordach”, tak się wyniszczyć, że doprowadzimy się do stanu podrażnienia w relacjach z bliźnimi. Byłby to post „wśród bicia niegodziwą pięścią” i krzyku, jak ostrzega nas Bóg w Księdze Izajasza: „Nie pośćcie tak, jak dziś czynicie, żeby się rozlegał zgiełk wasz na wysokości”. Przeciwnie, post to nauka łagodności, przez mądre branie w karby własnego „ja”. Post uczy wytrwałości. A wytrwałość jest podstawą prawdziwej miłości.

Trzeba ograniczać siebie w Wielkim Poście. Trzeba podejmować wyrzeczenia. Trzeba ćwiczyć i powściągać swoje „ja”. Właśnie po to, aby zdobyć wytrwałość i cierpliwość, a potem nie stracić cierpliwości wobec braci, bo ona pomoże nam ich kochać.

Może warto w kolejnym Wielkim Poście naszego życia, za wskazaniem Piotra Chryzologa, zobaczyć post w perspektywie oryginalnego biblijnego słowa „chesed”, czyli „wierna miłość”, i pościć w ten sposób, aby ucząc własne ciało wytrwałości, móc następnie wytrwale – a nie tylko jednorazowo – kochać braci i siostry.

Taki jest sens postu, do którego zaprasza nas Kościół na początku nowego okresu liturgicznego. Wyrzeczenia mają nam przypomnieć, że potrzeby ciała, jakkolwiek ważne, nie są najważniejsze. Mają pomóc nam wybudzić w sobie ducha wrażliwości na innych, wyjścia z egoizmu i wygody. W ten sposób chrześcijańska miłość dopełni dzieła rozpoczętego przez post i modlitwę, jak znów w pięknych słowach naucza św. Piotr Chryzolog: „Post nie zaowocuje, jeżeli nie będzie użyźniony miłosierdziem. Posucha miłosierdzia powoduje uschnięcie postu. Czym dla ziemi jest deszcz, tym miłosierdzie dla postu”.

Ks. Dominik Ostrowski

Nasz Dziennik