logo
logo

Zdjęcie: Katarzyna Soborak/ Inne

Na Twoim grobie, za Polskę, kamienie wołają różańcem

Wtorek, 27 maja 2014 (09:34)

Aktualizacja: Wtorek, 27 maja 2014 (09:39)

Homilia o. Stanisława Przepierskiego wygłoszona 25 maja 2014 r. podczas Mszy św. za Ojczyznę sprawowanej w kościele św. Stanisława Kostki w Warszawie-Żoliborzu

 

Na Twoim grobie, za Polskę, kamienie wołają różańcem.

(duchowa rozmowa z Błogosławionym)

 

35 lat temu największy z Polaków, św. Jan Paweł II, w Warszawie podczas pierwszej swojej pielgrzymki do Ojczyzny, do rodaków, od którego wszystko się zaczęło, od której to zaczęło się bardzo wiele również w życiu księdza Jerzego, nas wszystkich, wołał: „Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze tej ziemi”. Chciałbym, żebyśmy wszyscy teraz powtórzyli: „Duchu Chrystusa, Duchu Boga, przyjdź. Niech spełni się pragnienie Chrystusa, aby Duch Święty przemienił oblicze tej ziemi. Niech to pragnienie, które podjął Jan Paweł II, zapłonie wśród Polaków, gdziekolwiek żyją, a zwłaszcza tu, nad Wisłą. Niech zstąpi Duch Święty, prosimy Cię o to, Trójco Przenajświętsza, przez Niepokalane Serce Maryi. Amen”.

Drodzy Bracia i Siostry, pozwólcie, że to kazanie będzie dosyć nietypowe. Chciałbym porozmawiać z księdzem Jerzym i żebyście posłuchali. Nie jest to łatwe, ale chciałbym was zaprosić na tę rozmowę, rozważanie. Chciałbym, żebyście wyłapali z tej rozmowy i z tego rozważania to, co jest najważniejsze. Sami zobaczycie, bo Bóg wam to pokaże.

Kochany Księże Jerzy,

urodziłeś się w święto Podwyższenia Krzyża, w wigilię wspomnienia Matki Bożej Bolesnej, w rok po oddaniu naszej Ojczyzny przez wielkiego Prymasa Hlonda Niepokalanemu Sercu Maryi. Już w łonie swojej Matki zostałeś powierzony i oddany Matce Najświętszej, Matce Chrystusa. W tym Twoim rodzinnym domu w Okopach nauczyłeś się czci do Niepokalanej. Przed ołtarzykiem z obrazem Matki Bożej z rodzicami i rodzeństwem modliłeś się do Matki Chrystusa. Tak, Twój dom rodzinny stał się dla Ciebie pierwszą szkołą prawd wiary i życia modlitwą. U Popiełuszków w Okopach żywą czcią otaczano zwłaszcza osobę Matki Chrystusa. Przeżyli wiele. Pani Marianna straciła ukochanego brata Alfonsa, rozstrzelanego przez Sowietów. To imię po bracie dała Tobie. W rogu pokoju znajdował się mały ołtarzyk z figurą Niepokalanej. To przed nią Twoja Mama codziennie gromadziła Ciebie i pozostałe dzieci na wspólnej modlitwie. Klęcząc, uczyła Was pacierza. Te wspólne modlitwy miały swój ustalony porządek: w środy rodzinnie modliliście się za wstawiennictwem Matki Bożej Nieustającej Pomocy, w piątki do Serca Pana Jezusa, z kolei w soboty do Matki Bożej Częstochowskiej. W maju dom wypełniała modlitwa wezwaniami Litanii Loretańskiej. W miesiącu czerwcu odmawialiście wspólnie Litanię do Serca Pana Jezusa, a w lipcu Litanię do Najdroższej Krwi Chrystusa Pana. Szczególnym zaś czasem był dla Was październik, gdy rozważaliście tajemnice Różańca Świętego. Już wtedy przygotowywaliście się do owego października 1984 roku. Przygotowywaliście się, nie wiedząc o tym, przez Nią przygotowywani.

Wcześnie zostałeś ministrantem. W Adwencie, codziennie, gdy jeszcze było ciemno na dworze, wychodziłeś na Roraty do Suchowoli, aby przejść pielgrzymkę swojej wiary, umacniać tę wiarę. Twoja Mama drżała o Ciebie. Bała się, że napotkasz wilki. Nie było to przesadą, bo w Waszej okolicy można było je spotkać, zwłaszcza zimą. Dała więc Tobie kamienie, abyś umiał nimi odstraszyć drapieżniki, uderzając kamieniem o kamień, a w razie czego można było nimi w nie rzucić. Tak, od swojej Matki przyjąłeś także inne kamyki – broń – do odstraszania innych drapieżników. Był to różaniec, do odstraszania i pokonywania szatana, do formowania Twojego serca, Twojego umysłu tajemnicą Ewangelii. Tak się dziwnie składa, że na Twoim grobie kamienie i różaniec spotkały się ze sobą, jako Twój testament dla Polaków.

Wcześnie, w domu swej babci, znalazłeś numery „Rycerza Niepokalanej” i zainteresowałeś się osobą św. Maksymiliana Kolbego. Rozczytywałeś się w nich, poznając myśli i wskazówki Szaleńca Niepokalanej. Zaimponował Tobie swoim męstwem i ofiarnością, miłością do Niepokalanej. Dorastałeś w promieniach tej postaci. Zacząłeś myśleć, aby iść w jego ślady, aby zostać franciszkaninem w Niepokalanowie. Cały okres szkoły średniej i przygotowań do matury przypadł na lata przygotowań do obchodów 1000-lecia chrztu Polski. Służąc przy ołtarzu, pomagając kapłanom, coraz więcej słyszałeś o Prymasie Tysiąclecia i jego niezłomności. Ostatecznie to postawa Wielkiego Prymasa wpłynęła na decyzję, aby poświęcić się służbie Bożej przez wstąpienie do seminarium nie w Białymstoku, ale właśnie w Warszawie, by być jak najbliżej tego niezłomnego Pasterza – Prymasa Wyszyńskiego. Nawet wcześniejsze pragnienie zostania franciszkaninem nie zgasiło budzącego się w Tobie pragnienia, by być blisko tego Wojownika o wiarę Polaków. 

Gdy wstąpiłeś do seminarium, był 1965 r. – czas bezpośredniego przygotowania do obchodów millennium. Żyłeś więc w pulsie maryjnej wiary Polaków, Kościoła prowadzonego przez takiego Pasterza. W maju 1966 roku byłeś świadkiem oddania Polski i Polaków Maryi za wolność Kościoła w Polsce i świecie. Słyszałeś wtedy podniosłe słowa Prymasa Wyszyńskiego: „W tysięczną rocznicę chrztu Polski, powodowani uczuciem wdzięczności za powołanie naszego Narodu do nadprzyrodzonej rodziny Chrystusowej, przyzywamy przed Twój Tron, Ojcze, wszystkie pokolenia, które przeszły w znaku wiary przez polską ziemię do Twojego Nieba, jak również i te, które radują się obecnie z daru życia na polskiej ziemi.

Pragniemy dziś społem ubezpieczyć Kościół święty na drugie tysiąclecie, a nienaruszony skarb wiary przekazać nadchodzącym pokoleniom młodej Polski. Uczynimy to w niezawodnych dłoniach Matki Najświętszej, których opieki i pomocy doświadczyliśmy przez dzieje. Pełni wdzięczności za Matkę Chrystusową, którą Syn Twój dał Kościołowi świętemu, wspominamy Jej krzepiącą obecność w dziejach Kościoła w świecie i w Ojczyźnie naszej. Ona jedna wytrwała pod Krzyżem Chrystusa na Kalwarii, a dziś trwa w misterium Chrystusa i Kościoła. Ona zawsze trwała pod krzyżem naszego Narodu. Wspominając z wdzięcznością Jej macierzyńską opiekę nad dziećmi polskiej ziemi, którą za Jej królestwo uważamy, świadomi, że dzięki Niej została uratowana wiara Narodu, pragniemy, Ojcze, w Twoim obliczu oddać Jej całkowicie umiłowaną Ojczyznę naszą na nowe tysiąclecie wiary, za Kościół Twojego Syna.


Bogurodzico Dziewico, Matko Kościoła, Królowo Polski i Pani nasza Jasnogórska, dana nam jako Pomoc ku obronie Narodu Polskiego. W obliczu Boga w Trójcy Świętej Jedynego, w głębokim zjednoczeniu z Głową Kościoła rzymskokatolickiego, Ojcem Świętym Pawłem VI, my, Prymas i Biskupi polscy, zebrani u stóp Twojego Jasnogórskiego Tronu, otoczeni przedstawicielami całego wierzącego Narodu – duchowieństwa i Ludu Bożego z diecezji i parafii, w łączności z Polonią światową, oddajemy dziś ufnym sercem w Twą wieczystą, macierzyńską niewolę miłości wszystkie dzieci Boże ochrzczonego Narodu i wszystko, co Polskę stanowi, za wolność Kościoła w świecie i w Ojczyźnie naszej, ku rozszerzaniu się Królestwa Chrystusowego na ziemi. Oddajemy więc Tobie w niewolę miłości całą Polskę, umiłowaną Ojczyznę naszą, cały Naród polski, żyjący w kraju i poza jego granicami.
Odtąd, Najlepsza Matko nasza i Królowo Polski, uważaj nas, Polaków – jako naród – za całkowitą własność Twoją, za narzędzie w Twych dłoniach na rzecz Kościoła świętego, któremu zawdzięczamy światło wiary, moce Krzyża, jedność duchową i pokój Boży. Czyń z nami, co chcesz. Pragniemy wykonać wszystko, czego zażądasz, byleby tylko Polska po wszystkie wieki zachowała nieskażony skarb wiary świętej, a Kościół w Ojczyźnie naszej cieszył się należną mu wolnością: bylebyśmy z Tobą i przez Ciebie, Matko Kościoła i Dziewico Wspomożycielko, stawali się prawdziwą pomocą Kościoła powszechnego ku budowaniu Ciała Chrystusowego na ziemi. Dla tego celu pragniemy odtąd żyć jako naród katolicki, przez pracę ku chwale Bożej dla dobra Ojczyzny doczesnej. Oddani Tobie w niewolę pragniemy czynić w naszym życiu osobistym, rodzinnym, społecznym i narodowym nie wolę własną, ale wolę Twoją i Twojego Syna, wolę, która jest samą miłością”.

Księże Jerzy, Ty tych słów słuchałeś jako kleryk pierwszego roku warszawskiego seminarium. Jeszcze bez sutanny. Byłeś najmłodszy w seminarium, rocznikiem najmłodszy, ale te słowa oddania wyrzeźbiły w Tobie odpowiedzialność za to, co wypowiedział Prymas Wyszyński. Na jesieni tego samego roku przyjąłeś sutannę w wielkim roku 1000-lecia chrztu Polski. I zaraz powołany zostałeś do wojska. Przyszedł czas olbrzymiej próby i ofiary. To był czas, gdy komunistyczna władza aresztowała obraz Matki Bożej Częstochowskiej, nawiedzający polskie diecezje i parafie. Tak, Ty to przeżywałeś. To nie było dla Ciebie obojętne. To ugruntowana i wyniesiona z domu rodzinnego miłość do Maryi nie pozwoliła Ci później, przebywającemu w wojsku klerykowi Jerzemu Popiełuszce, wykonać rozkazu zdjęcia medalika oraz usunięcia z palca symbolicznego różańca. Już wtedy walczyłeś o prawo do sumienia wiernego Bogu. Już wtedy byłeś tak głęboko świadomy swojej wiary i konieczności dawania świadectwa tej wierze. Wycierpiałeś wówczas za to wiele szykan. Znamy to, ale pamiętałeś o Niepokalanej, o Maksymilianie, o jego męczeństwie, o jego dwóch tygodniach życia bez wody i bez chleba, zabitego za świadectwo złożone wierze i Niepokalanej, którą wybrał jako Przewodniczkę i Mistrzynię do walki ze złem i w ukazywaniu Jezusa. Pamiętałeś słowa Pana Jezusa: „Jeśli ci umilkną, kamienie wołać będą” (Łk 19, 40).

Ze zrujnowanym zdrowiem wróciłeś do seminarium, nie poddałeś się.

Po święceniach kapłańskich zawsze roztaczałeś opiekę nad Żywym Różańcem we wspólnocie parafialnej, w której pracowałeś. W parafii Dzieciątka Jezus w Warszawie szerzyłeś kult Matki Bożej Częstochowskiej, tak aby zrealizować program duszpasterski Prymasa Wyszyńskiego. Tak dziwnie w Polsce przeplata się moc Niepokalanej, która jest jednocześnie Królową Polski, która panuje na Jasnej Górze. Kult maryjny był istotną składową Twego apostolstwa. Świadkowie Twojego życia, Księże Jerzy,  opisują, że znajomi z poprzedniej parafii przywozili Tobie w pojemnikach specjalnie przycięte deseczki, na które sam naklejałeś kopie Częstochowskiej Ikony. Następnie pokrywałeś je  lakierem, aby ładniej wyglądały. To były czasy, gdy trudno było o wizerunki Matki Najświętszej w dewocjonaliach, pragnąłeś, aby podopieczni mogli mieć do nich dostęp. Zawoziłeś je do swoich chorych. Uczyłeś ich miłości do Maryi, wprowadzałeś ją do domów, które przeżywały cierpienie, zmaganie z chorobą, biedą, z niesprawiedliwością. Wprowadzałeś tam Maryję.

Później przyszedł czas „Solidarności”. Byłeś już tutaj, u św. Stanisława Kostki. Robotnicy stali się Twoimi dziećmi, których już nigdy nie chciałeś opuścić.

To ideał Niepokalanej, Niezłomnej, depczącej łeb węża, nie pozwolił Ci zgodzić się na kłamstwo i deptanie sumień, na eliminowanie Boga z przestrzeni życia społecznego. Cały czas miałeś przed oczyma samą Niepokalaną, która nie uciekła spod krzyża.

Właśnie w stanie wojennym przeżyłeś kanonizację Maksymiliana, swego ukochanego pierwowzoru miłości do Niepokalanej. Podczas kazania za Ojczyznę, kilka dni po kanonizacji Męczennika z Oświęcimia, dnia 31 X 1982 r. mówiłeś: „Kończymy nasze rozważania, święty Maksymilianie, i prosimy, byś je w słowach prostej modlitwy, przez ręce Matki Najświętszej Niepokalanej, której wiernie służyłeś przez całe życie, zaniósł przed Boga tron. Kończymy nasze rozważania, przypominając słowa Ojca Świętego, wypowiedziane, kiedy jeszcze był biskupem w Krakowie: »Słaby jest lud, jeśli godzi się na swoją klęskę, gdy zapomina, że został posłany, by czuwać, aż przyjdzie jego godzina. Bo godziny wciąż wracają na wielkiej tarczy historii«. [Te słowa Papieża Polaka przywołałeś tu, w tym kościele]. Oby godzina prawdy jak najszybciej wróciła na wielkiej tarczy, bohaterskiej tarczy naszego narodu, by prawda odniosła ostateczny triumf w naszej Ojczyźnie. Amen”.

25 marca 1984 – 30 lat temu – byłeś świadkiem klęczącego przed fatimską figurą na placu przed Bazyliką Piotra w Rzymie Jana Pawła, który mówił wtedy: „O Serce Niepokalane! Pomóż nam przezwyciężyć grozę zła, które tak łatwo zakorzenia się w sercach współczesnych ludzi – zła, które w swych niewymiernych skutkach ciąży już nad naszą współczesnością i zdaje się zamykać drogi ku przyszłości! Od głodu i wojny – wybaw nas! Od wojny atomowej, od nieobliczalnego samozniszczenia, od wszelkiej wojny – wybaw nas! Od grzechów przeciw życiu człowieka od jego zarania – wybaw nas! Od nienawiści i podeptania godności dziecka Bożego – wybaw nas!
Od wszelkich rodzajów niesprawiedliwości w życiu społecznym, państwowym i międzynarodowym – wybaw nas! Od deptania Bożych przykazań – wybaw nas! Od usiłowań zadeptania samej prawdy o Bogu w sercach ludzkich – wybaw nas! Od grzechów przeciw Duchowi Świętemu – wybaw nas! Wybaw nas! Przyjmij, o Matko Chrystusa, to wołanie nabrzmiałe cierpieniem wszystkich ludzi! Nabrzmiałe cierpieniem całych społeczeństw! Niech jeszcze raz objawi się w dziejach świata nieskończona potęga Miłości miłosiernej! Niech powstrzyma zło! Niech przetworzy sumienia! Niech w Sercu Niepokalanym odsłoni się dla wszystkich światło nadziei!”.

Słyszałeś te słowa. To był rok 1984, 30 lat temu, siedem miesięcy przed Twoją męczeńską śmiercią, księże Jerzy. Po tym czasie zabito Cię bezpardonowo. Tuż przed śmiercią, w uroczystość Matki Bożej Częstochowskiej, 26 sierpnia 1984 roku, mówiłeś: Prośmy słowami Ojca Świętego, który tak modlił się 4 sierpnia 1982 roku: „Matko. Może jeszcze nigdy tak jak teraz nie trzeba było, abyś wzięła w swe macierzyńskie dłonie serca i myśli Polaków. Abyś wzięła w swe ręce losy mojego Narodu”.

Diabeł, którego łeb depcze Niepokalana Maryja, jakże przewrotnie chciał zemścić się na Tobie, Księże Jerzy, jak chciał zakpić z Ciebie. Ciebie, proroka walczącego tak pokornie ze społecznym zgorszeniem, trzymającego w rękach krzyż i różaniec, i słowa prawdy w sercu, wierność czystego serca, wierność Bogu – przez swe sługi utopił Cię obciążonego kamieniami w wodach Wisły pod Włocławkiem. Chciał Cię zgładzić z powierzchni ziemi. Byłeś znakiem sprzeciwu wobec kłamstwa i zła. Diabeł też chciał zakpić wtedy ze słów Jezusa, jakby na przekór, jakby drwiąc; wiedział, że jesteś zgorszeniem dla systemu kłamstwa: „Lecz kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą we Mnie, temu byłoby lepiej kamień młyński zawiesić u szyi i utopić go w głębi morza (Mt 18, 6)”. Ty nie byłeś gorszycielem w tym sensie. Ty byłeś ościeniem dla tych, którzy uwielbiali posługiwać się kłamstwem, by osiągnąć swoje cele. I to Ty, nie oni, zostałeś utopiony z kamieniem przy szyi. Teraz, Księże Jerzy, na Twoim grobie kamienie wołają różańcem. Tak, na Twoim grobie w sercu Warszawy i Polski, Księże Jerzy, kamienie wołają różańcem.

Wołają, by Polacy, i nie tylko oni, pamiętali, jakimi sposobami mają zdobywać i zagospodarowywać prawdziwą wolność. Ty, który potrafiłeś być wierny, wsłuchany w pragnienia największych pasterzy naszego Narodu: Prymasa Hlonda, Wyszyńskiego i Jana Pawła, Ty naucz nas, jak przejąć wiarę, jak ją rozwijać w sercu przez ufność i przekazać młodemu pokoleniu, aby się spełniło pragnienie Serca Maryi, że „Jego Miłosierdzie z pokolenia na pokolenie nad tymi, którzy się Go boją”.  Księże Jerzy, Ty nie wzywałeś do nienawiści, tylko do miłości, która wynika z tajemnicy Krzyża, jak ze źródła – z przebitego Serca Jezusa. Niech Maryja wychowa nas tak jak Ciebie.

Na Twoim grobie kamienie wołają różańcem w kształcie konturów naszej Ojczyzny, ale czy nasza Ojczyzna tętni różańcem? Twoje Serce, Księże Jerzy, tętniło różańcem, tętniło wpatrywaniem się w twarz i Serce Matki Najświętszej. Czy Polska dochowa Jej wierności?

Księże Jerzy, który dołączyłeś do grona Trzech Świętych Młodzieńców zapisanych w „Dzienniczku” św. Siostry Faustyny, którzy klęczą przed tronem Baranka i modlą się za Ojczyznę, do św. Stanisława Kostki, do św. Kazimierza i do św. Andrzeja Boboli dołączyłeś. Proście Pana dziejów, najwyższego Króla Miłosierdzia, aby Polska dochowała wierności przez Niepokalane Serce Maryi nie tylko w słowach, ale w mocy uczynków i całych postaw. Amen.

Homilia o. Stanisława Przepierskiego OP: Homilia

NaszDziennik.pl