logo
logo

Zdjęcie: M.Borawski/ Nasz Dziennik

Wolność w okowach Obamy

Czwartek, 20 grudnia 2012 (02:02)

Małe Siostry Ubogich, które w USA otaczają opieką blisko 2,5 tys. osób starszych, będą musiały opuścić ten kraj. Zgromadzenie nie chce finansować antykoncepcji, aborcji i sterylizacji w ramach obowiązkowych ubezpieczeń.

Istniejące od niemal dwóch wieków Zgromadzenie Małych Sióstr Ubogich na całym świecie wspiera ludzi starszych, których nie stać na opiekę w placówkach służby zdrowia. W samych Stanach Zjednoczonych ten żebraczy zakon prowadzi 32 domy opieki. Znajduje tam pomoc blisko 2,5 tys. osób, bez względu na wyznanie. Teraz jednak – podobnie jak niegdyś w przypadku Chin – siostry będą musiały opuścić USA.

To jeden ze skutków wdrożenia reformy ubezpieczeniowej ObamaCare nakładającej na pracodawców obowiązek wykupu dla pracowników ubezpieczenia obejmującego aborcję, antykoncepcję i sterylizację. Jak stanowią federalne zapisy, jeśli do końca roku przedstawiciele organizacji i instytucji katolickich nie dostarczą zaświadczeń, że pomocą obejmują one jedynie katolików i tylko ich zatrudniają, to albo nałożone na nich zostaną horrendalne kary finansowe, albo będą musiały zrezygnować z prowadzonej działalności.

„Ponieważ Małe Siostry Ubogich nie mogą wbrew sumieniu uczestniczyć ani pośredniczyć w świadczeniu usług, które stoją w konflikcie z nauczaniem Kościoła katolickiego, znajdujemy się w niemożliwej do przyjęcia sytuacji. Jesteśmy zmuszane albo do zaprzestania posługi ludziom wszystkich religii oraz zatrudniania personelu bez względu na wyznanie, albo do zaprzestania wykupu ubezpieczenia dla naszych pracowników” – podkreślają siostry w specjalnym oświadczeniu.

Dzienna grzywna za jednego pracownika w przypadku odmowy finansowania antykoncepcyjnego i aborcyjnego biznesu ma wynosić 100 dolarów. Nietrudno więc obliczyć, że tylko w przypadku żebraczego Zgromadzenia Małych Sióstr Ubogich, gdzie pielęgnacją chorych zajmuje się ich ponad 300, nie wspominając o pracownikach zewnętrznych, roczne kary liczone byłyby w milionach.

Małe Siostry Ubogich zwracają uwagę, że nietolerancja religijna dotykała je od samego początku istnienia zgromadzenia, a więc od czasów porewolucyjnych w antyklerykalnej Francji. Jednak to, czego doświadczają dziś w USA, mogą przyrównać jedynie do sytuacji w Chinach. Stamtąd także musiały uchodzić ze względu na prześladowania reżimu komunistycznego.

– Ten atak na katolickie siostry jest wskaźnikiem, w jakim kierunku Stany Zjednoczone podążają i będą podążać. Wymowne jest to porównanie z Chinami – podkreśla dr Tomasz Korczyński z chrześcijańskiej organizacji Open Doors, monitorującej prześladowanie chrześcijan w świecie.

– Doszliśmy do sytuacji, kiedy prawo legitymizuje niszczenie instytucji, która zrobiła dla społeczeństwa więcej niż wiele innych, wniosła tyle dobra i wartości – dodaje.

Jak zauważa, Stany Zjednoczone za prezydentury Baracka Obamy zarzuciły swój wizerunek państwa stojącego na straży wolności i symbolizującego obronę praw człowieka. Prawo stanowione zaczęło wdzierać się w obszar podstawowych wolności. – To wyraźna ingerencja w prawa obywateli i atak na wolność religijną – podkreśla dr Korczyński.

Opuszczenie Stanów Zjednoczonych przez Małe Siostry Ubogich pokazuje, w jak dramatycznej sytuacji znalazły się instytucje katolickie i organizacje kościelne w tym kraju na skutek ustawy ubezpieczeniowej. Czy np. dojdzie do zniszczenia ponad 620 katolickich szpitali, które obsługują niemal jedną szóstą pacjentów w USA?

Według danych „The Economist”, Kościół katolicki w Stanach Zjednoczonych każdego roku przekazuje 98,6 mld dolarów na opiekę zdrowotną, 48,8 mld dolarów na edukację, 4,7 mld na pomoc charytatywną (nie wliczając w to oddziałów lokalnych) oraz 11 mld na pomoc w ramach diecezji i parafii. Według szacunkowych danych zatrudnienie w placówkach kościelnych znajduje ponad milion osób wszystkich wyznań i przekonań. Do katolickich szkół uczęszcza niemal 3 mln dzieci i młodzieży. Dane te jasno pokazują, do czego zmierza administracja Obamy.

– Celem zmasowanego ataku na to, co katolickie, to, co wyraża wolność, stało się rozprzestrzenianie libertyńskich ideologii – zauważa dr Korczyński. Wygląda na to, że prezydent stawia sprawę jasno: albo Kościół wyrzeknie się swoich wartości, a katolicy zaprą swojej wiary, albo on przystąpi do masowych prześladowań.

Anna Bałaban

Nasz Dziennik