logo
logo

Zdjęcie: / Reuters

Rzeź katolików

Wtorek, 23 kwietnia 2019 (02:47)

Kościoły na Sri Lance spłynęły krwią. W zamachach bombowych zginęło ok. 300 osób, setki jest rannych

Porozrywane ciała, ogromna liczba rannych, wszędzie krew i przerażenie. W Niedzielę Wielkanocną, gdy chrześcijanie na całym świecie celebrowali największą tajemnicę naszej wiary, doszło do ataku na wyznawców Chrystusa na Sri Lance. Samobójczych zamachów bombowych na trzy kościoły i hotele w ośmiu miejscach tego kraju dokonała radykalna lokalna islamska organizacja o nazwie National Thowheeth Jama’ath. Najwięcej ofiar pochłonął wybuch w znanym sanktuarium pw. św. Antoniego w stolicy Sri Lanki, Kolombo. Trzy hotele, w których doszło do zamachów, mieszczą się niedaleko budynków rządowych dawnego parlamentu i siedziby prezydenta.

– Atak miał miejsce w katolickich świątyniach i hotelach, gdzie mieszkają chrześcijańscy turyści w czasie świąt Zmartwychwstania Pańskiego. Został dokonany w zaledwie cztery dni po tym, jak na Sri Lance obchodzono Nowy Rok buddyjsko-hinduistyczny, gdy świątynie wyznawców tych dwóch głównych religii kraju były zapełnione wiernymi. Nie było wówczas nawet najmniejszego incydentu świadczącego o mającym nadejść dramacie – zwraca uwagę w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” o. Mariusz Michalik, misjonarz dobrze znający ten kraj. Podkreśla, że ci, którzy stoją za atakiem na chrześcijan, doskonale wiedzieli, że nie pociągnie on za sobą odwetu.

– Jeśli ktoś zaatakowałby buddystów w ich miejscach kultu, to spotkałoby się z brutalną odpowiedzią, podobna reakcja byłaby ze strony tamilskich hinduistów. Widać, że atak na chrześcijan w dniu Zmartwychwstania Pańskiego został przeprowadzony specjalnie, a jego konsekwencją będzie też zburzenie równowagi budowanej na Sri Lance przez ostatnie dziesięć lat pokoju – wskazuje kapłan.

Na Sri Lance główną religią jest buddyzm, wyznaje go blisko 70 proc. mieszkańców. Kolejne około 14 proc. stanowią hinduiści, 10 proc. muzułmanie i około 8 proc. chrześcijanie – w tym 7 proc. to katolicy.

Rzezi chrześcijan w tym kraju nikt się nie spodziewał. Kościół katolicki nie angażował się tam nigdy w konflikty etniczne, zawsze spieszył z pomocą ludziom niezależnie od religii, niezależnie od pochodzenia. Szkoły katolickie wykształciły większość elit na Sri Lance, system, który stworzyli misjonarze, podjęli z czasem buddyści. Podobnie dzięki Kościołowi katolickiemu zaczęli tłumaczyć na miejscowe języki swoje święte księgi.

– Sri Lanka bardzo wiele zawdzięcza Kościołowi katolickiemu, a teraz chrześcijanie są tam jak baranki prowadzone na rzeź. To była krwawa Niedziela Wielkanocna – podkreśla o. Michalik.

Zwraca uwagę, że wcześniej aktów terroru wobec chrześcijan nie było na Sri Lance nawet – poza jednym wyjątkiem – podczas wojny domowej, która trwała tam 26 lat. Katolicy byli mostami, które łączyły buddyjską większość z mniejszością hinduistyczną tamilską. Przez wszystkie te lata Kościół był mostem, który łączył, zawsze pragnął doprowadzić do pokoju i proponował rozmowy, a nie rozlew krwi. Dlatego – jak ocenia misjonarz – za zamachem musiały stać siły islamskie z zewnątrz Sri Lanki, a atak był wymierzony stricte w katolików.

To nie pierwszy raz, kiedy w największe święta dla chrześcijan dochodzi do ataków. Święta Zmartwychwstania Pańskiego, jak również Bożego Narodzenia są czasem, gdy bezbronni gromadzący się w świątyniach chrześcijanie stają się łatwym celem dla fundamentalistów islamskich.

Wezwanie dla świata

– W 2018 roku zginęło za wiarę 90 tys. chrześcijan, prześladowania trwają cały czas, ale święta są takim okresem, który często wykorzystują fanatycy i uderzają w chrześcijan gromadzących się na modlitwie – zaznacza ks. prof. Waldemar Cisło, dyrektor polskiej sekcji Pomocy Kościołowi w Potrzebie.

Nieustające ataki na chrześcijan to również wynik tego, że świat milczy na temat prześladowań wyznawców Chrystusa. Na przykład ostatnie zamachy w Nigerii, na skutek których zginęło kilkudziesięciu chrześcijan, praktycznie zostały przemilczane.

– Jest to też dla nas wszystkich zadanie, żeby jeszcze więcej wołać w imieniu prześladowanych chrześcijan, jeszcze więcej mówić o podstawowym prawie człowieka, jakim jest prawo do wyznawania religii – podkreśla ks. Waldemar Cisło. – To, co się wydarzyło teraz w Sri Lance, jest wezwaniem i apelem, aby wciąż mówić o trwającym dramacie chrześcijan. Jest wezwaniem do robienia rachunku sumienia, czy wystarczająco dużo zrobiliśmy, aby do takiej sytuacji nie dochodziło – dodaje.

Historyk prof. Mieczysław Ryba, wykładowca na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim i w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, zwraca uwagę, że zamachy na katolików na Sri Lance są przykładem pokazującym potęgujące się prześladowanie chrześcijan w różnych częściach świata.

– To się cały czas dzieje przy swoistym milczeniu i niedostatecznej reakcji świata Zachodu, który jest przynajmniej oceniany przez wielu jako matecznik chrześcijaństwa. Jednak w związku z tym, że od chrześcijaństwa odszedł bardzo daleko – symbol francuski doskonale to ilustruje – dlatego reakcje są niemrawe, choć wiadomo, że trwa niewyobrażalne cierpienie chrześcijan w różnych częściach świata – mówi prof. Ryba.

Zwraca uwagę, że trwa zmaganie cywilizacyjno-kulturowe. Twierdzenie, że w świecie islamskim mamy do czynienia z czymś w rodzaju realnej tolerancji religijnej, jest twierdzeniem niemającym pokrycia w rzeczywistości. – U fundamentalistów mamy radykalizację wszystkiego, co się przeradza wręcz w zbrodnię, w zbrodnię ludobójstwa, jak na przykładzie Sri Lanki – ocenia historyk.

Do modlitwy za ofiary nieludzkiego ataku wezwał w Niedzielę Zmartwychwstania, a także wczoraj Papież Franciszek. O modlitwę za zamordowanych i wszystkich, których dotknął ten niewyobrażalny dramat, prosi również ks. abp Stanisław Gądecki, przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski. „Nie dajmy zwyciężyć złu i bądźmy narzędziami pokoju, którego tak bardzo wszyscy potrzebujemy” – napisał ks. abp Gądecki na Twitterze.

Małgorzata Bochenek

Aktualizacja 23 kwietnia 2019 (02:47)

Nasz Dziennik