logo
logo

Zdjęcie: ARCH. E. HABSBURGA/ Inne

Misja Habsburgów

Poniedziałek, 5 kwietnia 2021 (08:02)

Aktualizacja: Poniedziałek, 5 kwietnia 2021 (08:02)

Z Edwardem Habsburgiem, ambasadorem Węgier w Watykanie rozmawia Beata Falkowska.

Czy możemy powiedzieć, że piastowanie przez Pana stanowiska ambasadora Węgier w Watykanie jest częś- cią misji Habsburgów w stosunku do Kościoła i wiary katolickiej?

– Oczywiście, historia mojej rodziny wpływa na sposób, w jaki pełnię obowiązki ambasadora Węgier przy Stolicy Apostolskiej. Jakie są podstawowe wartości wyznawane przez naszą rodzinę? Powiedziałbym, że to wiara, rodzina i pokojowe stosunki między narodami. Moja rodzina była zawsze mocno katolicka; wykorzystywaliśmy małżeństwa do nawiązania dobrych stosunków z innymi krajami i mieliśmy dużo dzieci. Monarchia austro-węgierska próbowała ustanowić pełną szacunku równowagę między różnymi narodami, które wchodziły w jej skład. Zatem bycie ambasadorem w sercu Kościoła katolickiego jest dla mnie czymś normalnym. Jak to, co robię, wpisuje się w tradycje mojej rodziny? Powiem tak: nie tylko jestem żonaty i mam sześcioro dzieci, ale też Węgry prowadzą obecnie silną politykę rodzinną, która interesuje również Watykan; wreszcie jako dyplomata niejako z natury tej funkcji dbam o dobre stosunki między różnymi narodami.

Wielokrotnie podkreślał Pan, że błogosławiony cesarz Karol Habsburg jest dla Pana ważną osobą. Co ceni Pan w nim najbardziej?

– W pewnym sensie błogosławiony cesarz Karol reprezentuje wszystkie wartości, o których wspomniałem w poprzedniej odpowiedzi. Podziwiam, że żył cnotliwie w trzech najbardziej istotnych obszarach: jako chrześcijanin, jako ojciec i w swojej publicznej działalności, jako władca narodu znajdującego się w strasznej sytuacji. Jako chrześcijanin stawiał Chrystusa na pierwszym miejscu w każdej chwili swojego życia i każdy chrześcijanin powinien to czynić. Jako mąż stworzył wielką rodzinę ze swoją ukochaną i pobożną żoną i był przykładem tego, jak być dobrym ojcem, który uczył swoje dzieci wartości i wiary; jako cesarz w dramatycznej sytuacji przejął imperium w środku wojny i uczynił wszystko, co mógł, aby tę wojnę powstrzymać. To wszystko jest dla mnie wielkim świadectwem i zachętą w codziennym życiu.

Modli się Pan za wstawiennictwem bł. Karola?

– Regularnie modlimy się za jego wstawiennictwem, zarówno w mojej małej rodzinie, jak i w całym rodzie. Jest wzorem do naśladowania i orędownikiem dla wielu młodych Habsburgów. Trzy lata temu wśród młodszych członków rodziny przeprowadziłem ankietę na temat tego, kto był ich „ulubionym Habsburgiem w historii”, i bł. Karol zajął pierwsze miejsce na długo przed innymi sławnymi Habsburgami, takimi jak cesarzowa Maria Teresa czy cesarz Franciszek Józef.

Kogo jeszcze, obok bł. Karola, stawia Pan sobie za wzór?

– Zdecydowanie cesarz Karol jest numerem jeden. Ważnym wzorcem osobowym i świadkiem wiary był dla mnie oczywiście św. Jan Paweł II, którego miałem radość trzy razy spotkać osobiście. Zasadniczo to dzięki niemu wiele osób z mojego pokolenia stało się wierzącymi katolikami. Imponował mi jego zapał, entuzjazm wiary, maryjność i poczucie humoru. Innym ważnym wzorem do naśladowania jest św. Tomasz More. Był to niesamowicie odważny dyplomata i głęboko pobożny człowiek, także z zaskakującym poczuciem humoru. Podziwiam także każdego dyplomatę, który dyskretnie, ale odważnie walczy o pokój i porozumienie między ludźmi. Spotkałem sporo takich osób, ale nie wymienię ich tutaj po imieniu.

Panie Ambasadorze, jaka jest dzisiaj religijność Węgrów?

– Węgrzy mają starożytne chrześcijańskie korzenie i myślę, że są one żywe w sercach większości z nich. Według statystyk można by powiedzieć, że Węgry są dziś krajem religijnym, ale widzimy też, że najbardziej religijne jest starsze pokolenie. Z pewnością ważnym wyzwaniem są młodzi. Na szczęście takie wartości jak rodzina nadal są dla młodych Węgrów ważne. Cenią sobie oni także dobrą edukację, a na Węgrzech struktury kościelne coraz częściej tworzą doskonałą ścieżkę edukacyjną dla młodych ludzi.

Z pewnością to doskonała okazja do ewangelizacji. Katolickie szkoły na Węgrzech prowadzone przez Kościół są finansowane ze środków publicznych. W wielu krajach prowadziłoby to do oskarżeń o brak neutralności ideologicznej.

– Węgry są krajem chrześcijańskim i rząd uważa za ważne wspieranie kościołów i inicjatyw religijnych. Doskonałym tego przykładem jest organizacja 52. Międzynarodowego Kongresu Eucharystycznego w Budapeszcie, który był owocem współpracy Kościoła katolickiego z rządem węgierskim i skierowany był również do młodzieży. Innym przykładem jest wspieranie przez rząd szkół katolickich. Obecne władze w Budapeszcie po prostu kontynuują chrześcijańskie tradycje naszego kraju, które trwają od tysięcy lat, gdyż uznaje je istotnym elementem naszej tożsamości. Nasza konstytucja stwierdza również, że chociaż Kościół i państwo są wyraźnie oddzielone, współdziałają ze sobą dla dobra wspólnoty. Myślę, że to dobra podstawa do wspólnej pracy.

Jakie są obszary Pańskiej działalności w Watykanie?

– Jak każdy ambasador, staram się przede wszystkim utrzymać sprawne stosunki między dwoma państwami. Oznacza to informowanie Stolicy Apostolskiej i Węgier o najważniejszych wydarzeniach, tematach, stanowiskach w drugim kraju, pomagając obu stronom lepiej się zrozumieć. To działa tylko wtedy, gdy rozwinie się sieć przyjaźni i szacunku wokół Watykanu i, co również ważne, z innymi ambasadorami przy Stolicy Apostolskiej. Nie zdradzam wielkiej tajemnicy, że dotyczy to ambasadorów Grupy Wyszehradzkiej, a przede wszystkim wspaniałego polskiego ambasadora Janusza Kotańskiego, który jest przyjacielem i sojusznikiem. Polak, Węgier, dwa bratanki. Praca tutaj z takimi kolegami to niesamowity zaszczyt.

Węgierski rząd stworzył niespotykane w innych europejskich państwach Unii Europejskiej stanowisko Sekretarza Stanu ds. Prześladowanych Chrześcijan. Współpracują Państwo ze sobą?

– Chrześcijanie są najbardziej prześladowaną grupą na świecie, a Węgry czują się wezwane do podjęcia próby zwrócenia uwagi na tę rzeczywistość. Współpracujemy oczywiście z sekretarzem zarówno przy utrzymywaniu relacji z Watykanem, jak i przy realizacji różnych projektów. Jednym ze wspólnych działań było nawiązanie relacji z inicjatywą „Otwarte Szpitale” w Syrii, oferując istotną pomoc. Od 2017 roku dzięki sekretarzowi stanu ds. prześladowanych chrześcijan i jego programowi Hungary Helps można było pomóc ponad 100 tys. ludzi na całym świecie, a na projekty humanitarne przeznaczono ponad 50 mln euro. Jestem w stałym kontakcie z sekretarzem, ponieważ działalność ta interesuje również Stolicę Apostolską. Osobiście także uważam, że pomoc prześladowanym chrześcijanom jest ważnym wyzwaniem naszych czasów.

Rząd Victora Orbána bardzo często podejmował decyzje spotykające się ze zmasowaną krytyką unijnych decydentów, jednak rzeczywistość wielokrotnie pokazała, że postępował słusznie, np. chroniąc węgierskie granice i pomagając potencjalnym uchodźcom w ich miejscach zamieszkania.

– Węgry chcą powstrzymać nielegalną migrację poprzez pomoc ludziom tam, gdzie mieszkają. Migracja nie jest rozwiązaniem. Ci ludzie muszą budować swoje życie i znaleźć szczęście w rodzinnych krajach. W większości przypadków nie chcą oni wyjeżdżać ze swojej ojczyzny, ale zmuszają ich do tego warunki życia. Węgry – być może razem ze społecznością międzynarodową – nie chcą niczego więcej, jak tylko pomóc mieszkańcom państw borykających się z różnymi ciężkimi sytuacjami i tym samym powstrzymać wyjazdy.

 

Obserwujemy nieustanne próby federalizacji Unii Europejskiej. Czy widzi Pan szansę powrotu do Europy suwerennych narodów?

– Zgodnie ze starą tradycją rodziny Habsburgów, struktury narodowe, a nawet ponadnarodowe powinny być zawsze równoważone przez pomocniczość. Europa będzie trwać tylko jako rodzina silnych narodów o silnej tożsamości, a nie jako scentralizowany gulasz „europejskiej jedności”. Podczas gdy w naszym wieku wszyscy wydają się wierzyć, że „bardziej globalnie” jest odpowiedzią na każde pytanie, ja (i oczywiście mój rząd) błagamy, by się różnić. Europa jest oparta na silnych narodach. Silne narody będą się rozwijać tylko z silnymi rodzinami.

W czym upatruje Pan możliwość odnowienia życia religijnego w Europie? Droga szerokiego wsparcia rodziny, którą kroczą Węgry, to dobry kierunek?

– Tak, absolutnie, rodzina zawsze musi być chroniona. Rodzina jest przyszłością i ciągłością, a także częścią odnowionego życia religijnego w Europie. Ale życie religijne oznacza nawrócenie, a tego dzisiaj brakuje. Poszedłbym jeszcze dalej i powiedziałbym, że rodziny muszą być religijne, aby przetrwać atak mediów i inne ataki. Niestety, obecnie wiele rodzin odczuwa silny wpływ konsumpcjonizmu i sekularyzmu, który pozostawia niewiele miejsca na wiarę w Boga.

Ma Pan żonę i sześcioro dzieci. Gratulacje! Wychowanie w dzisiejszych czasach nie jest sprawą łatwą. Jak udaje się Państwu przekazać dzieciom wiarę i wartości ważne dla Pana i Pańskiej Małżonki?

– Myślę, że najważniejszym narzędziem wychowywania dzieci we wszystkich właściwych wartościach jest po prostu to, że masz więcej niż troje dzieci! Jeśli dorastasz z wieloma braćmi i siostrami, większości rzeczy uczysz się po prostu dzięki temu. Lubię brać przykład ze stołu obiadowego. Jeśli każdego wieczoru siedzisz przy stole w 8 osób, przyswajasz sobie podstawowe wartości demokratyczne. Na przykład przy naszym stole najmłodsze dziecko zawsze jest pierwsze, nawet jeśli starsze siostry są być może bardziej głodne. W ten sposób nauczysz się uważać na słabszych członków społeczeństwa. Albo nauczysz się udzielać głosu młodszym braciom i siostrom, kiedy podejmą próbę przebicia się przez hałas przy stole. W dużej rodzinie młodzi formują się, nie tylko słuchając i naśladując rodziców, ale także słuchając starszych braci i sióstr etc. A najważniejszym elementem wychowania zawsze jest wiara. Cała reszta z niej wypływa.

Dziękuję za rozmowę.

Beata Falkowska

Nasz Dziennik