logo
logo

PODATKI

Wiceminister Paweł Gruza zaapelował do przedsiębiorców, aby dokonywali korekt deklaracji podatkowych, jeśli w przeszłości stosowali „puste” faktury Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

„Puste” faktury nie przejdą

Środa, 9 sierpnia 2017 (18:42)

Ministerstwo Finansów zapowiada kolejne działania na rzecz uszczelnienia systemu podatkowego.

 

Na celowniku znajdą się tzw. puste faktury – gdy mamy do czynienia ze sztucznym pompowaniem kosztów prowadzonej działalności gospodarczej. Resort przyjrzy się również ewidencjonowaniu sprzedaży na kasach fiskalnych, bo część firm nie ewidencjonuje niektórych transakcji, by uniknąć podatku od sprzedaży. Działania na rzecz uszczelnienia systemu podatkowego w tych kwestiach mają być możliwe dzięki wprowadzeniu nowych sposobów elektronicznego kontrolowania transakcji przeprowadzanych przez przedsiębiorców.

Przedsiębiorco, złóż korektę

Wiceminister finansów Paweł Gruza zaapelował, by właściciele i szefowie firm nie korzystali z tego typu nadużyć, przeanalizowali, czy w przeszłości z takich instrumentów nie korzystali i ewentualnie dokonali korekt rozliczeń podatkowych. – Będziemy w stanie ustalić zakres tzw. pustych faktur. Dzięki nowym informatycznym narzędziom bez przeszkód będziemy w stanie ustalić emitentów tego typu dokumentów, podatników, którzy nadużywają prawa. Chciałbym zwrócić przedsiębiorcom uwagę, aby absolutnie nie korzystali z tego typu nadużyć i spojrzeli w swoje rozliczenia, czy w przeszłości tego typu faktur w odliczeniu od podatku naliczonego, czy w kosztach podatkowych dla celu podatku dochodowego nie mają – mówił Gruza.

Ministerstwo Finansów zapowiedziało również koncentrację uwagi na handlu konsumenckim. Wprowadzane narzędzia informatyczne mają pozwolić służbom skarbowym dużo precyzyjnej niż obecnie określać te lokale, sklepy, także internetowe, które nie spełniały obowiązku odprowadzania podatku VAT od sprzedaży towarów czy usług osobom prywatnym. – W tym przypadku także chciałbym przestrzec przedsiębiorców przed niepotrzebnymi kłopotami, pokusą nieewidencjonowania obrotu VAT-owskiego na kasie fiskalnej – mówił Gruza. Wiceminister zaznaczył, że urzędnicy skarbowi będą mogli spojrzeć na dane także z okresów wcześniejszych i określić konkretne NIP-y, które mają „nietypowe statystyki dotyczące paragonów fiskalnych”.

Efekty uszczelnienia

Resort finansów rozliczał się również dzisiaj ze swoich działań na rzecz uszczelnienia poboru podatku VAT. Walka z wyłudzeniami VAT to jeden z priorytetów obecnego rządu – co zresztą, jak wskazują dane, przynosi budżetowi państwa realne wpływy. W pierwszym półroczu br. dochody z VAT były większe aż o 28 proc. – czyli o 17,6 mld złotych – niż w pierwszym półroczu ubiegłego roku.

Ministerstwo wyjaśnia, że na tę kwotę wzrostu złożyły się wyższe wpływy brutto z VAT – o 9,7 mld złotych oraz mniejsza wartość zwrotów podatku VAT – o 7,9 mld złotych. To właśnie kwestia zatrzymywania zwrotów VAT przedsiębiorcom budzi poważne kontrowersje, a na związany z tym problem uwagę zwracają związki przedsiębiorców. Resort finansów takim diagnozom jednak zaprzecza i podkreśla, że w stosunku do pierwszego półrocza 2016 roku średni okres oczekiwania na zwrot VAT spadł z 43,3 dni do 39,9 dni. Ponadto spadła – o 1,8 mld złotych – z 3,4 mld do 1,6 mld – wartość wstrzymanych zwrotów VAT.

W ministerstwie usłyszeliśmy jednak, że w pewnym stopniu z problemem wstrzymywania zwrotu VAT stykają się niektórzy przedsiębiorcy, zwłaszcza w branżach „wrażliwych”, w których dochodzi do największych wyłudzeń tego podatku, i to ci, którzy mogli się – nie zawsze świadomie – uwikłać w jakąś, zwalczaną przez skarbówkę, VAT-owską karuzelę.

Dyrektor Departamentu Poboru Podatków w Ministerstwie Finansów prof. Tomasz Strąk w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” zwraca uwagę, że zawsze jakaś część – około 1-2 proc. – wnioskowanych przez podatników zwrotów VAT budzi pewne podejrzenia co do ich zasadności i wtedy wstrzymuje się przelew na konto firmy. – Oczywiście jest to problem tych przedsiębiorców, których ta sprawa dotyczy. Mamy tutaj jednak dwa przypadki: pierwszy, że robimy to niesłusznie, wtedy jednak wyjaśnienie sprawy nie trwa wiele miesięcy. Drugi: zdarza się, że podatnik, niekoniecznie świadomie, wszedł w karuzelę podatkową – tłumaczy Strąk.

Zaznaczył, że w tym drugim przypadku zarówno ministerstwo, jak i sam podatnik nie mają wątpliwości, że przynajmniej od części dostaw do podatnika jego kontrahent nie zapłacił podatków. – Różnica polega tylko na tym, że podatnik uważa, że nie był w stanie tego sprawdzić, a my uważamy, że w wielu przypadkach był w stanie. Bo np. jeżeli jest profesjonalistą i wie, że w danej branży główny dystrybutor czy producent sprzedaje coś za „100” i ktoś mu nagle zaproponuje po „90”, to powinien się zastanowić, jakim cudem – tłumaczy nam prof. Strąk.

Artur Kowalski

Nasz Dziennik