W tym roku zabraknie aż 24 miliardów złotych dochodów, które ekipa Donalda Tuska zaplanowała w budżecie.
W sierpniu rząd przedstawi szczegóły dotyczące cięć w wydatkach tegorocznego budżetu. Premier Donald Tusk z wicepremierem Jackiem Rostowskim do tego stopnia przeszacowali dochody państwa, że nowelizacja budżetu na ten rok nie zakończy się tylko cięciami. Rząd nie ma już nawet z czego redukować wydatków i postanowił powiększyć deficyt.
– Dochody są niewystarczające, abyśmy mogli zagwarantować realizację budżetu, tak jak zaplanowaliśmy w zeszłym roku. Niższe niż przewidywaliśmy dochody to istotny powód, dla którego postanowiliśmy pracować nad nowelą budżetową, a to oznacza także nad oszczędnościami i deficytem – ogłosił premier.
W tym roku zabraknie aż 24 miliardów złotych założonych dochodów budżetowych. Dla porównania budżet w obowiązującej jeszcze wersji przewiduje 299 mld zł dochodów, a tegoroczny deficyt budżetowy miał wynieść 35,5 mld złotych. Stan państwowej kasy jest jednak tak marny, że rząd nie ma już jak zmniejszać wydatków.
Następnym krokiem może być tylko cięcie emerytur lub kolejna podwyżka podatków. Dlatego w ramach cięć premier chce uzyskać ok. 8,5-8,6 mld zł, a pozostałe środki uzupełniające 24-miliardową dziurę w budżecie zapełni, uchwalając powiększenie – o 16 miliardów złotych – deficytu budżetowego.
W przyszły wtorek poszczególne resorty otrzymają informacje w sprawie oczekiwań premiera co do skali tegorocznych cięć wraz z sugestią, w których miejscach cięcia są najprostsze. Ogłoszeniu wieści o 24-miliardowej dziurze w budżecie towarzyszyły wczoraj zapewnienia premiera Tuska, wicepremiera Rostowskiego i wicepremiera Janusza Piechocińskiego, że działania oszczędnościowe podejmowane przez rząd mają na celu „ochronę najsłabszych grup społecznych”, „chronienie inwestycji”. Rostowski ogłosił nawet, że zwiększenie deficytu budżetowego o 16 mld zł stanowi „silny impuls stymulacyjny według wszystkich normalnych kanonów ekonomii”.
Zwiększenie deficytu budżetowego i miliardowe cięcia w wydatkach to jednak nie wszystkie działania, jakie w obliczu tragicznej sytuacji państwa podjął rząd. Podczas wczorajszego posiedzenia Rada Ministrów zdecydowała o zmianie ustawy o finansach publicznych. Forsowany projekt pozwoli rządowi w większym stopniu zadłużyć kraj bez ponoszenia konsekwencji wynikających z ustawowych przepisów.
Przyjęty przez rząd projekt nowelizacji ustawy o finansach publicznych zakłada zawieszenie funkcjonowania 50-procentowego progu ostrożnościowego oraz zawieszenie reguły wydatkowej stanowiącej, że wydatki mogą rosnąć nie więcej niż inflacja plus jeden procent.
Tusk zapowiedział, że jeszcze w tym roku mogłyby wejść w życie przepisy o nowej regule wydatkowej, działającej na innych zasadach. Wicepremier Rostowski poinformował, że zawieszenie funkcjonowania 50-procentowego progu ostrożnościowego będzie dotyczyło jedynie dwóch ustaw budżetowych. – Próg 50 proc. relacji długu do PKB, który znajduje się w ustawie o finansach publicznych, zawieszamy na nowelizację i na budżet w 2014 r., ale ten próg pozostaje w ustawie, jest bardzo ważnym elementem w tej nowej stabilizującej regule wydatkowej – dodał Rostowski.
Przekroczenie kolejnych progów ostrożnościowych zapisanych w ustawie o finansach publicznych – relacji kwoty państwowego długu publicznego do produktu krajowego brutto – 50 proc., 55 proc. i 60 proc., wskazuje, że z finansami publicznymi dzieje się źle. W związku z tym należy podjąć, w sytuacji ich przekroczenia, wymienione w ustawie czynności mające przeciwdziałać nadmiernemu i niebezpiecznemu zadłużaniu kraju.
Przekroczenie 50-procentowego progu zadłużenia – zawieszanego obecnie przez rząd – zobowiązuje koalicję do uchwalenia w kolejnym roku (następującym po przekroczeniu 50 proc. relacji długu do PKB) takiego budżetu państwa, w którym relacja deficytu budżetowego do dochodów budżetu państwa nie będzie wyższa niż relacja w budżecie roku bieżącego. Zawieszenie działania tej reguły oznacza, że rząd nie będzie jej zapisami ograniczony.
Poczynania rządu w dziedzinie finansów publicznych skrytykował wczoraj prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński, dopytując, „jak długo jeszcze ten rząd będzie rujnował Polskę”. – Prawo i Sprawiedliwość mówiło w momencie, gdy budżet był uchwalany, że jest on całkowicie nierealny, i to okazało się prawdą. Zresztą już nie pierwszy raz – mówił Kaczyński. Według niego, w przypadku ekipy Donalda Tuska mamy do czynienia „ze specyficznym rodzajem rządów”, który „nieustannie się myli, jeżeli chodzi o kwestie finansów publicznych”.
– Jest pytanie, jak długo Polska może – bez jakichś już zupełnie niszczących szkód – znosić rządy bankrutów, nieudaczników, ludzi, którzy po prostu nie potrafią rządzić. Każdy, kto im się bliżej przyjrzy – ich obyczajom, ich sposobowi działania, kulturze, w jakiej funkcjonują – nie powinien mieć co do tego żadnych wątpliwości, że nie jest to przypadek, że to jest, można powiedzieć, istota tej władzy, istota tej grupy – wskazywał Jarosław Kaczyński. W ocenie lidera PiS, odpowiedzialność za dalsze funkcjonowanie tej grupy i za „rujnowanie naszego kraju i finansów publicznych” biorą wszystkie ugrupowania parlamentarne, które nie odpowiedziały pozytywnie na propozycję – którą w Sejmie przedstawiło Prawo i Sprawiedliwość – zmiany rządu.
W pierwszym półroczu tego roku – jak wynika z podanej w poniedziałek przez Ministerstwo Finansów informacji – zrealizowano około 44,6 proc. założonych dochodów budżetowych (w tym zrealizowano 42,7 proc. wpływów podatkowych zaplanowanych na cały rok). Jednocześnie wykonano 47,7 proc. założonych na cały rok wydatków. Przez pierwsze półrocze wyczerpano natomiast zdecydowaną większość założonego deficytu budżetowego – 25,9 miliarda złotych z zaplanowanych 35,5 miliarda.
Sytuacja byłaby gorsza, gdyby w ostatnim miesiącu budżet nie został poratowany jednorazową wpłatą z ubiegłorocznego zysku Narodowego Banku Polskiego w kwocie ok. 5 miliardów złotych.

