logo
logo

 

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

LOT z Węgier do USA

Piątek, 7 lipca 2017 (20:00)

Polskie Linie Lotnicze LOT uruchomią od 3 maja przyszłego roku połączenia z Budapesztu do Nowego Jorku i Chicago. Będą to jedyne bezpośrednie loty łączące Węgry ze Stanami Zjednoczonymi.

 

Od maja 2018 r. loty z Budapesztu do Nowego Jorku realizowane będą przez PLL LOT cztery razy w tygodniu, do Chicago – dwa razy. Porozumienie w tej sprawie ogłosiły wczoraj PLL LOT i budapesztańskie lotnisko. A nawiązaniu tej współpracy patronowali wicepremier Mateusz Morawiecki oraz minister spraw zagranicznych Węgier Peter Szijarto.

Uruchamianie przez polskiego przewoźnika lotów z Budapesztu do Stanów Zjednoczonych Morawiecki ocenił jako początek nowej ery.

– Kiedyś to my oddawaliśmy, sprzedawaliśmy, wyprzedawaliśmy nasze aktywa. A LOT, który lata z Budapesztu, to otwarcie nowego etapu, kiedy my ekspandujemy na rynki zagraniczne – stwierdził.

Ekspansją polskiej spółki kontrolowanej przez nasz Skarb Państwa poszkodowani nie czują się Węgrzy – a wręcz przeciwnie. Minister Peter Szijarto podkreślał, że prowadzono rozmowy z szeregiem różnych linii lotniczych, by Węgry miały bezpośrednie połączenie ze Stanami Zjednoczonymi, zwłaszcza że – zwracał uwagę – amerykańskie firmy są czołowym inwestorem na rynku węgierskim.

Węgry krajowego przewoźnika nie mają – narodowe linie Malev zbankrutowały przed kilkoma laty. Szijarto podkreślał, że finalizacja przedsięwzięcia potwierdza dobrą współpracę naszych krajów w ramach Grupy Wyszehradzkiej.

– Polska w ten sposób przyczynia się do dalszego rozwoju Węgier – stwierdził szef węgierskiego MSZ.

Baza w Budapeszcie

Loty z Budapesztu za ocean realizowane będą najnowocześniejszą flotą LOT-u – dreamlinerami. W Budapeszcie LOT stworzy także swoją bazę, gdzie samolot będzie stacjonował i przechodził przeglądy. Prezes PLL LOT Rafał Milczarski podkreśla, że oferta lotów z Budapesztu jest przedsięwzięciem stricte biznesowym i oczywiście w żaden sposób nie może być dotowana. Ocenił, że węgierski rynek oczekuje tego, że z Budapesztu będą realizowane bezpośrednie połączenia do USA.

– Rynek tego oczekuje. Oferta przesiadki w Budapeszcie już była. Proponowali ją inni przewoźnicy zachodnioeuropejscy, którzy przez zachodnioeuropejskie huby oferowali połączenia z różnymi krajami świata. My oferujemy najwygodniejsze połączenie bezpośrednie – stwierdził prezes Milczarski.

Pasażerowie podróżujący z Budapesztu do USA najczęściej korzystali z przesiadek, m.in. we Frankfurcie, Paryżu czy Amsterdamie. LOT już od wczoraj rozpoczął sprzedaż biletów na te loty, które zostaną zainagurowane od maja przyszłego roku. Prezes LOT liczy także, że z uruchamianej oferty będą korzystać nie tylko Węgrzy. W zasięgu dwóch godzin drogi od budapeszteńskiego portu zamieszkuje 8 mln ludzi – a pasażerów można się spodziewać także z Austrii, Słowacji, Bułgarii, Rumunii, Serbii.

Milczarski ocenił, że uruchomienie lotów z Budapesztu nie wpłynie negatywnie na spadek pasażerów na loty w tych samych kierunkach realizowane przez LOT z Warszawy. Jeszcze przed paroma laty LOT dziś uruchamiający nowe połączenia z zagranicznego lotniska znajdował się na krawędzi bankructwa. Według wicepremiera Morawieckiego, na poprawę sytuacji w spółce duży wpływ miały decyzje zarządcze.

– Chciałbym podziękować pracownikom, kadrze zarządzającej, związkom zawodowym – wszystkim interesariuszom za zrozumienie dla strategii LOT-u. Nie da się prowadzić działalności gospodarczej w tak skomplikowanych branżach jak lotnicza z perspektywą jednego roku. Trzeba mieć perspektywę 5, 10, 15 lat – mówił wicepremier.

Spór płacowy

Mimo poprawiającej się sytuacji w spółce wciąż jednak nie zostały załatwione kluczowe kwestie pracownicze. Od kilku lat w sporze z zarządem – m.in. w kwestii płac – są związki zawodowe. Sprawa sięga jeszcze 2010 r., kiedy ówczesny prezes LOT Sebastian Mikosz wypowiedział zakładowy układ zbiorowy pracy – do dziś nowego nie ma.

– Nie widzę, żeby w Locie działy się dobre rzeczy – mówi w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” Joanna Modzelewska, była przewodnicząca Związku Zawodowego Pilotów Liniowych PLL LOT.

Jak zaznacza, zupełnie niezrozumiałe jest, dlaczego do płacowego porozumienia nie dochodzi.

– Dla mnie logiczne jest to, że aby firma dobrze pracowała, żeby wszystkie strony były zadowolone, to trzeba się porozumieć. Tym bardziej że w firmie lotniczej pracownicy – piloci, stewardesy – to nie są osoby do „wzięcia z ulicy” – ocenia.

Zwraca też uwagę, że warto byłoby przeanalizować siatkę płac u innych przewoźników.

– Bez względu na to, czy są to linie niskokosztowe, czy tzw. tradycyjni przewoźnicy, to te pensje są wyższe niż w Locie. Mówienie, że LOT-u na to nie stać, a w Polsce są inne pensje, jest niedobrym porównaniem. Z tego względu, że nasze bilety na loty na trasach LOT-u nie są niskie, a LOT był też dotowany w ramach pomocy publicznej, więc też warto byłoby rozliczyć, co się z tymi pieniędzmi stało – uważa Modzelewska.

Przed blisko dwoma tygodniami, podczas posiedzenia sejmowej Komisji Infrastruktury poświęconego sytuacji w Locie, prezes Milczarski ocenił, że brak zgody ze związkami zawodowymi jest porażką, jednak liczy, że „strony dojdą do porozumienia”.

Artur Kowalski Budapeszt

Nasz Dziennik