logo
logo

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Znikają opłaty

Środa, 31 maja 2017 (05:09)

Od 3 do 4 mln złotych będą mogli łącznie zaoszczędzić rolnicy na zniesieniu opłat za kwalifikowany materiał siewny pochodzący z własnych rozmnożeń.

Takie będą efekty nowelizacji ustawy o ochronie roślin, którą wkrótce zajmie się Senat. Przepisy przegłosowali już posłowie, a jak wynika z nieoficjalnych informacji, senatorowie raczej nie zgłoszą poprawek i ustawa szybko trafi do prezydenta. Opłaty nie będą pobierane w przypadku upraw powyżej 25 ha, w przypadku ziemniaków – 10 ha.

Resort rolnictwa podaje, że rolnicy wydawali na „odnowienie licencji” rocznie około 3-4 mln zł, co stanowi 10 proc. wszystkich opłat licencyjnych ponoszonych przez polskich gospodarzy.

Wprowadzenia takiej ustawy od dawna domagali się rolnicy, narzekający na to, że muszą płacić nie tylko za kwalifikowany materiał siewny. Ale Agencja Nasienna nakładała na nich opłaty także wtedy, gdy w kolejnych latach wysiewali na swoje pola nasiona będące plonem po zakupionym ziarnie od formy hodowlanej.

– Do tej pory było tak, że rolnicy kupujący nowe odmiany roślin płacą większą cenę, a później co roku, jeżeli chcą tę odmianę u siebie stosować, siać, zasiewać, muszą również tę opłatę wnosić. I rolnicy uważają, że jest to niesprawiedliwe – tłumaczył poseł Robert Telus (PiS).

W tej materii Prawo i Sprawiedliwość zyskało poparcie Polskiego Stronnictwa Ludowego.

– Powiem szczerze, że te zmiany, które są proponowane, mają charakter kompromisowy, natomiast na ile da się w praktyce zastosować ten mechanizm polubownych negocjacji, czas pokaże i trzeba będzie się temu przyglądać, być może w przyszłości jeszcze to zmienić. Tutaj być może warto by się zastanowić, czy zwiększenie dla rolników dofinansowania wymiany materiału siewnego, a przy wymianie materiału siewnego jednokrotna opłata dla hodowców, to co proponują izby rolnicze – powiedział Marek Sawicki (PSL).

Przeciw ustawie byli zaś posłowie PO, N i Kukiz’15. Jarosław Sachajko (Kukiz’15) obawia się, że te przepisy zaszkodzą hodowli nasion, a przecież i tak poziom ich stosowania jest bardzo niski.

– Ministerstwo rolnictwa i Krajowa Rada Izb Rolniczych, zamiast martwić się niskim postępem biologicznym, który jest kluczowy dla rolników, skupia się na stosunkach między rolnikami a hodowcami. Te relacje nie są dziś najlepsze, jednak aby naprawić sytuację, potrzebna jest rozmowa, dyskusja, a nie tuszowanie problemu, którym obecnie ministerstwo się zajmuje – stwierdził Sachajko. I przypomniał, że np. we Włoszech 85 proc. powierzchni gruntów ornych jest obsiewane corocznie materiałem siewnym kategorii kwalifikowany, a w Polsce jedynie 18 proc.

Robert Telus odpowiada, że rząd nie chce zaszkodzić polskim firmom hodowlanym.

– Oczywiście mamy wielką świadomość, że musimy wspierać hodowców nowych odmian, szczególnie polskich hodowców polskich odmian, bo to jest bardzo ważne dla polskiego rolnictwa, żebyśmy mieli takie odmiany, które pasują do naszych warunków klimatycznych, i dlatego jest potrzeba wsparcia polskiej odmiany. Ale trzeba znaleźć taki system, który z jednej strony będzie wspierał tę polską odmianę i hodowców polskich odmian, ale z drugiej nie będzie opierał się tylko na opłatach rolników, bo to nie do końca jest sprawiedliwe – wyjaśnił poseł PiS.

Wiceminister rolnictwa Ewa Lech zapewnia, że te rozwiązania są kompromisem.

– Przez ostatnie lata nie udało się tych problemów rozwiązać, a zaczęliśmy prace nad tą ustawą w związku z tym, że rolnicy po prostu byli pozywani do sądu przez agencje nasienne w przypadku, kiedy nie udzielali informacji na temat posianego areału, wykorzystywania tego materiału z rozmnożeń własnych. Powstawały scysje i było tutaj dużo nieporozumień. Chcieliśmy te konflikty jakoś rozwiązać i wydaje nam się, że jest to w tej chwili możliwie najlepsze rozwiązanie, jakie jesteśmy w stanie zaproponować – podsumowała wiceminister Lech.

Krzysztof Losz

NaszDziennik.pl