logo
logo

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Zboże to może być potęga

Niedziela, 20 sierpnia 2017 (21:02)

W skali Unii Europejskiej Polska jest jednym z największych producentów zbóż, ale nie w pełni wykorzystujemy nasz potencjał. Jednym z najważniejszych problemów, z jakimi borykają się rolnicy, jest import ziarna z Ukrainy.

Żniwa jeszcze w Polsce trwają i trudno określić wielkość tegorocznych zbiorów, ale według szacunków ministerstwa rolnictwa, produkcja ziarna (razem z kukurydzą) ma wynieść ponad 30 mln ton. Da to Polsce trzecie miejsce w UE. Liderami rynku zbożowego są Francja (prognozowane zbiory – około 68 mln ton) oraz Niemcy (ponad 48 mln ton). Powierzchnia zasiewów zbóż podstawowych: pszenica, żyto, jęczmień, pszenżyto, owies oraz mieszanki wynosi w Polsce około 7 mln ha – o 3 proc. więcej niż przed rokiem. Plony natomiast mają być podobne jak przed rokiem – 4 tony z hektara.

Ukryty import

Choć zdecydowaną większość zboża konsumujemy w kraju, to jednak w ostatnich latach mieliśmy też wysoki eksport ziarna. „Mieliśmy”, gdyż jak zapowiada resort rolnictwa, w tym sezonie może dojść do istotnego spadku wywozu zboża za granicę. Mamy bo wiem małe zapasy ziarna, ponadto kurs złotówki nie sprzyja eksporterom.
Natomiast według ministerialnych, czyli oficjalnych danych, import zbóż w sezonie 2016/2017 utrzymał się na poziomie zbliżonym do poprzedniego, czyli wyniósł 1,3 mln ton ziarna, a razem z przetworami sięgnął 2,2 mln ton.
Ale organizacje rolnicze alarmują, że oficjalne dane nie odzwierciedlają prawdziwego stanu rzeczy, gdyż do Polski napływa niekontrolowanym strumieniem zboże ze Wschodu, głównie z Ukrainy. Z danych ministerstwa rolnictwa wynika, że do Polski przywozi się z Ukrainy kilkaset tysięcy ton kukurydzy i pszenicy rocznie.

Teoretycznie nie ma więc powodów do niepokoju, ale rolnicy mówią co innego. – Ukraina miała bezcłowy kontyngent eksportowy pszenicy, kukurydzy i jęczmienia na poziomie około 1 mln ton, ale UE zgodziła się na podniesienie importu o dodatkowy milion ton. Co prawda zdecydowaną większość stanowi kukurydza, ale już importowana ze Wschodu pszenica jest sprzedawana głównie w Polsce, przede wszystkim w południowo-wschodnich rejonach kraju. To powoduje, że producenci zbóż – zwłaszcza z Lubelszczyzny – tracą ogromne pieniądze, bo w tym regionie cena ziarna jest niższa niż np. w zachodniej części Polski – przekonuje Arkadiusz Marciniak, rolnik z Zamojszczyzny. Przedstawiciele organizacji rolniczych twierdzą, że straty z powodu spadku cen skupu mogą wynieść nawet kilkaset milionów złotych.
Taka sytuacja trwa od 2014 roku, gdy UE zdecydowała o wprowadzeniu bezcłowych kontyngentów importowych na zboże z Ukrainy. I dlatego Wojciech Fus, inny rolnik z województwa lubelskiego, ostrzega, że wielu gospodarstwom specjalistycznym na Lubelszczyźnie i Podkarpaciu, nastawionym na produkcję zbóż, grozi upadek, a niektóre już w praktyce zbankrutowały.
Rolnicy dodają, że ogromne ilości ukraińskiego ziarna wchodzą do Polski nielegalnie, często jako zboże z Czech, Słowacji, Węgier czy z Bułgarii, przez porty czarnomorskie. Tylko że taka pszenica lub kukurydza jest już traktowana prawnie jako zboże z terenu UE i nie jest obciążana dodatkowym cłem, gdy samochód lub pociąg przekracza polską granicę. Prezes Krajowej Rady Izb Rolniczych Wiktor Szmulewicz wskazuje, że nie ma prawnych możliwości ścisłego kontrolowania transportów ze zbożem, które trafia do nas z innych państw unijnych, co wykorzystują firmy przywożące towar z Ukrainy.
Co więcej, polscy producenci obawiają się, że dalsze otwieranie unijnego rynku na produkty rolne z Ukrainy jeszcze bardziej w nas uderzy. Obawy rolników rozumie Martyna Kurzępa, ekspert w spółce handlowej prowadzącej interesy w państwach dawnego Związku Sowieckiego. – Ukraińcy chwalą się, że z roku na rok rośnie u nich produkcja zbóż i będą musieli coraz większe nadwyżki eksportować, także poza kontyngentami celnymi. A ponieważ u nich koszty produkcji są znacznie niższe niż w Polsce i innych krajach unijnych, to oczywiście będą chcieli na naszym rynku sprzedawać jak najwięcej ziarna – wyjaśnia Martyna Kurzępa.
Resort rolnictwa zapewnia, że import zbóż z Ukrainy jest na bieżąco monitorowany, a z danych unijnych wynika, że Kijów wywozi ziarno głównie do tych państw, którym brakuje zbóż z krajowej produkcji (np. Włochy, Hiszpania, Portugalia). Ale ministerstwo podziela opinie rolników, że import zza Buga może mieć negatywny wpływ na poziom cen polskiego ziarna, głównie przy wschodniej granicy. Dlatego też minister rolnictwa Krzysztof Jurgiel zabiega na forum unijnej Rady Ministrów ds. Rolnictwa i Rybołówstwa o wprowadzenie niezbędnej ochrony celnej unijnego rynku przed nadmiernym importem zbóż z Ukrainy. Bruksela problemu jednak nie dostrzega, gdyż opiera się tylko na oficjalnych danych statystycznych.

Mamy ogromne rezerwy

Sytuacja na rynku zbóż w Polsce jest więc bardzo złożona, ale to nie oznacza, że produkcja pszenicy, jęczmienia czy kukurydzy nie ma w Polsce perspektyw. Wręcz przeciwnie, możemy zwiększyć znacznie ich zbiory, gdyż według ekspertów i naukowców mamy jeszcze spore niewykorzystane rezerwy.
Tymczasem koszty produkcji zbóż w Polsce, jak twierdzą prof. Jerzy Grabiński i dr Andrzej Madej z Instytutu Uprawy, Nawożenia i Gleboznawstwa w Puławach, którzy badali, jakie przeszkody stoją na drodze rozwoju gospodarstw zbożowych w Polsce, są niestety bardzo wysokie. Okazuje się, że rolnik, który uprawia np. pszenicę, powinien mieć plony na poziomie minimum 5 ton z hektara, aby mógł pokryć wszystkie koszty. Co prawda, są rejony kraju, gdzie to minimum się osiąga, a przy intensywnej uprawie plony sięgają nawet 8-9 ton, ale wielu rolników ma gleby gorszej jakości i nie osiąga plonów nawet w wysokości 4 ton. – W moich warunkach zebranie 3 ton jest sporym osiągnięciem, bo mam przeważnie ziemię czwartej klasy – twierdzi Mieczysław Maciejczyk, rolnik z województwa świętokrzyskiego.
Jeśli jednak nawet rolnicy z biegiem czasu zwiększą produktywność zbożowych gospodarstw, problemem będą ograniczone możliwości przechowywania ziarna, z czym już teraz są kłopoty. Mamy za mało elewatorów, gdzie można by przetrzymać pszenicę, jęczmień czy żyto i sprzedawać je w okresie lepszej koniunktury. – To jest ogromne zadanie dla państwa, aby skłonić rolników np. do tworzenia grup producenckich, spółdzielni, które budowałyby elewatory, i im w tym pomóc. Oczywiście, zrobią to też pewnie z czasem prywatne firmy, które będą jednak od rolników pobierać wysokie opłaty za przechowywanie zboża, a przecież nie o to chodzi. Lepsze możliwości przechowywania skłoniłyby wielu rolników do zainwestowania w zwiększenie produkcji zbóż – wyjaśnia Katarzyna Kruczek, która prowadzi razem z rodzicami i mężem specjalistyczne gospodarstwo rolne nastawione na produkcję pszenicy.
Polska produkuje teraz około 30 mln ton, ale gdyby udało się pokonać wspomniane bariery, to w dość krótkim czasie moglibyśmy osiągnąć poziom 40 mln ton, a może nawet znacznie wyższy. I to ziarna wysokiej jakości, bez domieszki GMO.

Drogi Czytelniku,

zapraszamy do zakupu „Naszego Dziennika” w sklepie elektronicznym

Krzysztof Losz

Aktualizacja 20 sierpnia 2017 (21:18)

Nasz Dziennik