logo
logo

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Straty sięgną miliardów?

Piątek, 25 sierpnia 2017 (11:50)

Z posłem Janem Krzysztofem Ardanowskim (PiS) zastępcą przewodniczącego sejmowej Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi, rozmawia Mariusz Kamieniecki.

Szacowanie strat wywołanych przez nawałnice przed dwoma tygodniami – jak mówił wczoraj wiceszef MSWiA Jarosław Zieliński – jest na półmetku. Jak wygląda bilans szkód poniesionych przez rolników?

– Wiceminister Zieliński mówił to w kontekście szacowania strat w infrastrukturze i budynkach mieszkalnych, gdzie straty są szacowane wedle specjalnego, uproszczonego trybu. I tym zajmuje się resort spraw wewnętrznych. Natomiast jeśli chodzi o straty w rolnictwie, to one w tym momencie są trudne do zdefiniowania, bo komisje powołane przez wojewodów jeszcze nie zakończyły prac, a co za tym idzie – sprawa jest w toku. W związku z tym trudno podać nawet szacunkowe dane. Jednak biorąc pod uwagę wielkość strat w lasach, gdzie zniszczone zostały dziesiątki tysięcy hektarów, powierzchnia zniszczonych upraw rolnych będzie zdecydowanie większa. Można powiedzieć, że rolnicy stracili nie tylko dach nad głową, ale także swój warsztat pracy: budynki gospodarcze, które trzeba będzie odtworzyć.

Jak to wygląda w poszczególnych regionach?   

– Z informacji przekazanych nam podczas posiedzenia komisji przez rolników, i to nie tylko z woj. kujawsko-pomorskiego, ale także z Wielkopolski, Pomorza czy Dolnego Śląska, na niektórych polach nie ma szans zebrać tego, co wydała ziemia. A zatem straty w zbiorach będą poważne. Straty są również w magazynach, gdzie przechowywane ziarna zbóż i innych roślin z powodu zniszczenia obiektów są zamoknięte. Podobnie zboże przechowywane w silosach, które zostały przewrócone, mogło ulec zniszczeniu. Straty są zatem duże. Oczywiście wszyscy po tym kataklizmie koncentrują się na zniszczonych obiektach mieszkalnych, na infrastrukturze czy zniszczonych lasach, ale nie należy zapominać również o stratach w rolnictwie i w lasach prywatnych, gdzie rozmiar zniszczeń jest szacowany na co najmniej kilkanaście tysięcy hektarów. Jeśli chodzi o ogólny bilans strat, jakie poniosły gospodarstwa rolne, trudno w tej chwili orzec, czy to jest kwota setek milionów, czy może należy to liczyć w miliardach złotych.

Jak Pan ocenia działania służb po informacjach przedstawionych przez przedstawicieli resortów: rolnictwa, spraw wewnętrznych oraz środowiska, a także dyrektora generalnego Lasów Państwowych?

– Trzeba przyznać, że poza łatwym do przewidzenia stanowiskiem tzw. totalnej opozycji, w opinii samorządowców z terenów dotkniętych skutkami nawałnicy, którzy byli na posiedzeniu komisji, ocena działań służb ratunkowych była bardzo pozytywna. Oczywiście nikt nie mówi, że wszystko jest idealne, bo niektóre elementy trzeba poprawić i wiceminister Zieliński jasno zadeklarował, że wnioski z akcji ratunkowej, również sugestie ze strony wojewodów, będą uwzględnione. Mam tu na myśli np. system informowania i powiadamiania o zagrożeniach, który – jak się okazuje – nie był do końca skuteczny, przestały działać np. stacje przekaźnikowe telefonii komórkowej, co sprawiło, że do niektórych miejsc dotkniętych przez żywioł nie można się było dodzwonić. Wnioski zatem będą wyciągane. Z całą pewnością nie jest jednak tak, jak twierdzi totalna opozycja, że wszystko zostało źle zrobione.

Jak wygląda szacowanie szkód w rolnictwie?

– Ruch w dużej mierze należy tu do samorządów. Chodzi o to, żeby możliwie najszybciej zakończyć prace komisji ds. szacowania strat powoływanych na wniosek wójtów przez wojewodów. Dotyczy to strat zarówno w uprawach, jak i w mieniu ruchomym i nieruchomym, które są składnikami gospodarstwa. Obok wsparcia ze strony MSWiA, czyli dopłat do odbudowy budynków oraz zapomogi jednorazowej w wysokości sześciu tysięcy złotych, również resort rolnictwa zapowiada uruchomienie programu wsparcia do każdego hektara w gospodarstwach dotkniętych klęskami. Jak nam przekazano, trwają ostatnie ustalenia rządowe co do wysokości kwot. Warte podkreślenia jest także to, że ze strony wszystkich wspomnianych resortów padła jednoznaczna deklaracja, że w przypadku wyczerpania rezerw, które zostały już uruchomione, to rząd znajdzie środki, aby nikt, kto potrzebuje pomocy, nie pozostał sam. Jako sejmowa Komisja Rolnictwa i Rozwoju Wsi będziemy monitorować stan realizacji tych zapowiedzi pomocy i we wrześniu, kiedy Sejm rozpocznie prace po wakacyjnej przerwie, planujemy kolejne posiedzenie.

Jak wygląda sytuacja, jeśli chodzi o lasy, zwłaszcza wspomniane przez Pana lasy prywatne?

– Sytuacja w lasach jest bardzo poważna. I na tym koncentrowali się minister środowiska i dyrektor generalny Lasów Państwowych. Żywioł zniszczył ogromne połacie lasów należących do państwa, ale dotknął również kilkanaście tysięcy lasów będących własnością rolników. Ważne jest, aby tych rolników nie zostawić bez pomocy. Godna podkreślenia jest deklaracja LP, które ze środków Funduszu Leśnego praktycznie od ręki przeznaczą kwotę 35 milionów złotych na pomoc dla rolników – właścicieli prywatnych lasów. Pomoże to m.in. w uporządkowaniu terenów i docelowo doprowadzeniu do ponownego ich zalesienia. Ważne jest także wyznaczenie priorytetów prac. Jeśli udrożniono już drogi, to należy przegrupować siły i skoncentrować się na usuwaniu połamanych drzew, które są na polach uprawnych, aby rolnicy mogli przystąpić do prac rekultywacyjnych. Następnie trzeba ratować drewno z połamanych drzew, bo jest to nasze bogactwo narodowe, miliony metrów sześciennych wspólnego narodowego majątku, który musi być zagospodarowany w miarę szybko, bo w innym wypadku nie będą się nadawały do niczego.

Jak państwo może pomóc rolnikom, jeśli chodzi o w zobowiązania finansowe?

– Gospodarstwa, które zostały dotknięte klęską, jeśli realizowały programy na rzecz Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, ale nie są w stanie tych zobowiązań wypełnić – takich jak siew poplonów w określonym terminie (do 20 sierpnia) czy realizacja innych wymagań w ramach programów unijnych – mają się jak najszybciej zwracać do powiatowych oddziałów ARiMR, która odstąpi od windykowania należności za niewypełnienie określonych zadań. Przepisy mówią bowiem wyraźnie, że jeśli powodem niespełnienia wymogów jest siła wyższa, niezależna od rolnika, to w takim momencie nie może być on karany. Agencja jest o tym powiadomiona i wczoraj w specjalnym komunikacie poinformowała rolników. Podczas posiedzenia sejmowej komisji rolnictwa poprosiłem, aby poinformować o tym rolników na danym terenie, m.in. poprzez ośrodki doradztwa rolniczego, izby rolnicze czy samorządy.

Pomoc państwa jest jak najbardziej ważna i potrzebna, ale pozostaje jeszcze kwestia ubezpieczeń. Okazuje się, że budynki ubezpiecza blisko 90 proc. rolników, ale uprawy od zjawisk losowych już tylko 20 proc. To pokazuje, że system ubezpieczeń szwankuje...

– To jest problem, na który rząd nie ma bezpośredniego wpływu. W tegorocznym budżecie zarezerwowaliśmy nienotowaną wcześniej kwotę 918 milionów złotych na dopłaty do składek płaconych przez rolników, którzy chcą się ubezpieczyć. 65 proc. składki rolnika jest płacona z budżetu państwa. Oczywiście ma pan redaktor rację, że coś jest nie tak z systemem ubezpieczeń, skoro większość rolników nie ubezpiecza swoich upraw pomimo wysokiej dopłaty państwa. Ubezpieczenie budynków jest w Polsce obowiązkowe, ale część rolników nie decyduje się na ubezpieczenie, wiedząc, że łamie tym samym przepisy. W Polsce ubezpieczenia upraw i zwierząt ma – tak jak pan wspomniał – bardzo niski procent rolników. W przełożeniu na areał jest to jedynie niewiele ponad 30 proc. pól ubezpieczonych. W mojej ocenie, ubezpieczenie od zjawisk pogodowych powinno być w pakiecie od towarzystw ubezpieczeniowych i dlatego z budżetu państwa przeznaczamy tak duże środki, żeby każdego rolnika było stać na zapłacenie składki. Tak czy inaczej analiza, dlaczego tak się nie dzieje, dlaczego te ubezpieczenia w dalszym ciągu nie są ubezpieczeniami powszechnymi, jest konieczna i ma być wykonana. Rolnicy zwracają uwagę, że towarzystwa ubezpieczeniowe nie są zbytnio tym zainteresowane. Być może uważają, że ryzyko jest zbyt duże, większe niż w przypadku prostych ubezpieczeń komunikacyjnych, gdzie nie potrzeba dodatkowej struktury agentów ubezpieczeniowych. W każdym razie, pomimo że do systemu ubezpieczeń rolnych dotowanych przez państwo weszło pięć towarzystw ubezpieczeniowych, większość rolników jest nieubezpieczona. Być może należy się zdecydować na wsparcie tylko jednego ubezpieczyciela Towarzystwa Ubezpieczeń Wzajemnych bądź stworzyć nowe towarzystwo, które przejęłoby na siebie przede wszystkim ubezpieczenia rolne. Rozwiązań trzeba szukać. Po tym, co się stało, po nawałnicach potrzebna jest również głębsza refleksja, jak rozszerzyć system ubezpieczeń rolnych w Polsce.   

                                Dziękuję za rozmowę.    

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl