logo
logo
 

Filip Frąckowiak

Z rosyjskiej Dumy

Środa, 30 stycznia 2013 (02:03)

W ciągu tygodnia dwaj przedstawiciele rosyjskiej Dumy wykazali się ogromną butą. W poniedziałek dał o sobie znać wiceprzewodniczący Dumy Władimir Żyrinowski. Na konferencji w Kijowie „Rosja i Ukraina: eurosąsiedztwo z wyrachowania czy słowiański sojusz” powiedział między innymi, że Polska i Ukraina stoją na drodze Zachodu do „najbogatszego kraju”: Rosji. A Rosjanie, Ukraińcy i Białorusini powinni żyć w jednym kraju. Nic dziwnego, że „za karę” Władimir Żyrinowski dostał garścią kiszonej kapusty od jednej z dziennikarek i nazwany został ukrainofobem. Bo jest ukrainofobem, a także polonofobem. Kilka lat temu Żyrinowski postulował, aby jeszcze raz podzielić Polskę między Niemcy i Rosję. Stojąc przy mapie, wykazywał, że Rosja musi skończyć z wrogami na Zachodzie, że tylko Polska zagraża Rosji, zawiązując z republikami nadbałtyckimi sojusze. Tacy to Rosjanie zasiadają w prezydium Dumy.

Ale wcześniej, w niedzielę, byliśmy świadkami, jak przewodniczący izby niższej rosyjskiego parlamentu wmawia światu, że Armia Czerwona wyzwoliła Polskę. Wszystko to za przyzwoleniem polskiego rządu i na polskiej ziemi, przy okazji 68. rocznicy wkroczenia Armii Czerwonej do Auschwitz-Birkenau. Z niedowierzaniem przysłuchiwałem się Siergiejowi Naryszkinowi, gdy mówił, że na szczęście zbrodnie nazistowskie nie ulegają przedawnieniu. Nasunęło mi się od razu pytanie: a komunistyczne? Z niedowierzaniem patrzyłem także, jak dano dojść do głosu czerwonoarmiście, który opowiadał o przyjaźni z Polakami i wyzwoleniu nas. Rosjanie monopolizują prawo do miana wyzwolicieli, ale Auschwitz-Birkenau został wyzwolony przy okazji zniewolenia Polski.

Tylu nieuczciwości i manipulacji naraz dawno nie słyszałem. Na czele z nazwaniem tej rocznicy Dniem Pamięci o Ofiarach Holocaustu. To zbiorowe morderstwo potraktowano jak trzeciorzędne święto. Ofiar tej zbrodni nie można wspominać jednego dnia. To nie jest jakiś jednostkowy wypadek, który można zaznaczyć w kalendarzu, że tego dnia zapala się świeczkę w oknie na pamiątkę tego, co zrobili Niemcy w czasie drugiej wojny światowej. Zresztą ustalenie tej daty odbiera jakby prawo do wspominania zagazowanych, zamordowanych i zamęczonych w innych obozach koncentracyjnych uwolnionych przez Amerykanów –na przykład Mauthausen-Gusen. Dlaczego Rosjanie nie mówią o tym, że do łagrów wysyłali tych Rosjan, którzy dali się zamknąć w niemieckich obozach koncentracyjnych, uznając ich za zdrajców. A potem sami zrobili więzienia z niemieckich obozów. Elementy obozu Mauthausen-Gusen wymontowali i wysłali w głąb ZSRS, bo i tam się przydały w sieci łagrów.

Choć nie oczekuję od nikogo zachowania w byłym obozie koncentracyjnym, takiego jak dziennikarki w Kijowie, to jednak wysłuchiwanie takich kłamstw przyprawia o ból głowy. I mam wielki żal do rządu o to, że dopuszczono do głosu Rosjan. Nie dlatego, że chciałbym odbierać im głos na przykład w debatach, ale dlatego, że oczywistym było, iż inne słowa z ich ust paść nie mogą. A akurat to, co dzieje się w byłym obozie Auschwitz-Birkenau, zawsze idzie w świat. Jeśli więc polski rząd monitoruje światowe media na wypadek ukazania się informacji o „polskich obozach koncentracyjnych”, to dlaczego pozwala, aby Rosjanie w Polsce mówili, że Polskę wyzwolili?

Kilka chwil po tym, jak Władimir Żyrinowski otrzymał karną kapustę i łatkę ukrainofoba w Kijowie, powiedział, że nie musi nikogo lubić. My, Polacy, też nie musimy każdego i bezwarunkowo lubić. Szczególnie gdy wciska się nam fałszywą przyjaźń wynikającą z rosyjskiej dumy.

Filip Frąckowiak

Nasz Dziennik