logo
logo
 

Filip Frąckowiak

W ostatnim rzędzie

Środa, 13 marca 2013 (02:03)

Nikt z lobby homoseksualistów w Sejmie ani z grup popierających homoseksualne hasła nie przestraszył się wypowiedzi o tym, że powinni oni znaleźć się w ostatnich ławach lub poza murem sali obrad. Reakcja była inna – agresywna.

Autor słów, wydawałoby się o wielkiej sile w środowisku – po prostu autorytet – został pożarty przez małe stado, ale za to wyjątkowo żarłocznych piranii. Było się czym pożywić. Na ucztę przybyły też inne, duże okazy, które rządzą w pobliskich wodach. Nic nie zostało z autorytetu autora w środowisku liberałów. Bo głodne wydumanych praw bestie homoseksualizmu rzucą się na wszystkich, którzy będą próbowali zatrzymać ich parcie do przodu.

Sama demokracja powstała jako system zapewniający reprezentację możliwie szerokim grupom społecznym. Nie zaś w celu dyktatu mniejszości nad większością.

Ta zasada ma tworzyć warunki do życia tych grup obok siebie. Co za tym idzie, tolerancja jest stałym elementem demokracji oraz społeczeństwa pluralistycznego. Taka demokracja została bardzo agresywnie zaatakowana przez nieznoszących żadnych sprzeciwów homoseksualnych lobbystów.

Zmuszenie do oglądania prowokacji, tworzenie zamkniętych klubów – to zachowania bez tolerancji. Nie są pokrzywdzeni. I co więcej, na tę retorykę nikt się już nie nabiera.

Stąd niechęć większości Polaków. Na dodatek, żeby w tym Sejmie nie krzyczeć jedynie o homoseksualizmie, lobbyści zaprosili do współpracy inne grupy posługujące się hasłem fałszywej dyskryminacji: zwolenników narkotyków, ekoterrorystów i niby-dyskryminowane kobiety.

Największą jednak obrzydliwością jest używanie problemów ludzi niepełnosprawnych do własnych celów. Wmawianie, że niepełnosprawni są rzekomo tą samą grupą dyskryminowanych, co homoseksualiści. Podczas gdy niepełnosprawni chcą po prostu żyć, homoseksualiści chcą akceptacji dla publicznego afiszowania się z demoralizacją i dla adopcji dzieci.

Wszyscy ci zwolennicy liberalizmu obyczajowego sądzą, iż rozwój człowieka, społeczeństwa, cywilizacji i kultury przebiega linearnie, że ręczne przełamywanie kolejnych społecznych zasad, przyzwyczajeń i naruszenie społecznych reguł są równoległe do osi czasu.

Oznaczałoby to, że z każdym rokiem człowiek porzuca podstawowe zasady życia. „Świat idzie do przodu, a my powinniśmy się do niego dostosować” – to m.in. ich argument na wprowadzenie zmian w prawie dotyczącym związków partnerskich, w tym jednopłciowych.

Tak nie jest. Gdyby tak było, to wszystko, co mieści się w wielkich pojęciach „ludzkość” i „cywilizacja”, moglibyśmy zakończyć w jeden dzień. Gdyby to człowiek posiadał jedyny klucz do przyszłości, a cel istnienia trzymał w swoich rękach, to można byłoby dojść do niego już dziś.

Na przykład zwolennicy gender głoszą, że człowiek nie rodzi się z płcią, ale właściwe cechy nabiera w toku rozwoju. Gdyby przyjąć odpowiednie prawo, już jutro w jego świetle wszyscy mogliby stać się bezpłciowi. Ale rozwój człowieka i świata nie jest linearny. Jest wielopłaszczyznowy. Dlatego istnieją różne kultury, rasy, mądrzy oraz głupi. I jest też dany przez Boga Dekalog. Większość ludzi o tym wie. Chcieliby, aby homoseksualiści przestali epatować fałszywym poczuciem dyskryminacji i zaczęli szanować drugiego człowieka.

 

Filip Frąckowiak

Aktualizacja: Środa, 13 marca 2013 (13:09)

Nasz Dziennik