Z Marguerite A. Peeters, dyrektorem Instytutu Dialogu Międzykulturowego w Brukseli, analitykiem nowej globalnej etyki, rozmawia Aldona Ciborowska
Od lat współpracuje Pani z biskupami Afryki.
– Wszystko rozpoczęło się w 2003 roku. Zostałam poproszona o wystąpienie przed liczącym około 200 hierarchów Zgromadzeniem Plenarnym Biskupów Krajów Frankofońskich Afryki Zachodniej w Mali. Wówczas podzieliłam się z nimi moimi odkryciami – o nowej globalnej etyce, o nowym języku, o istnieniu nowego światowego konsensusu, przygotowanego przez inżynierów globalnego zarządzania, tzw. ekspertów, ukształtowanych pod egidą ONZ, konsensusu, który przeprowadzany jest w ramach tzw. zdrowia oraz praw seksualnych i reprodukcyjnych.
W Afryce spotkałam się z reakcją, której nie doświadczyłam nigdy na Zachodzie, to znaczy czułam tam prawdziwą troskę pasterską, prawdziwe zainteresowanie tymi sprawami. Rozmawiałam z biskupami, którzy zadawali wiele pytań – mogę powiedzieć, że serce biskupów afrykańskich bije z dobrej strony…
Następnie ks. kard. Bernard Agré z Wybrzeża Kości Słoniowej uznał, że potrzebna jest książka, która omówiłaby te wszystkie zagadnienia. Zaproponował mi napisanie podręcznika, by móc go następnie rozprowadzać w Afryce. W ten sposób powstała broszura „Nowa etyka w dobie globalizacji. Wyzwania dla Kościoła” oraz podręcznik pt. „Globalizacja zachodniej rewolucji kulturowej. Kluczowe pojęcia, mechanizmy działania” [znane polskim czytelnikom dzięki Wydawnictwu Sióstr Loretanek – A.C.].
Od tamtej pory już 20 razy odwiedziłam Afrykę, zawsze na zaproszenie Episkopatu, który finansuje i dystrybuuje moje opracowania w 27 krajach Afryki, organizuje prowadzone przeze mnie kursy i wystąpienia. Spotykałam się także z głowami państw afrykańskich i ministrami zdrowia. Ostatnio brałam udział w II Synodzie Afrykańskim w Rzymie.
Afrykanie wyczuwają, że dzieje się coś niepokojącego?
– Tak. Myślę, że z dwóch racji. Po pierwsze, dlatego że mieszkańcy Afryki byli kolonizowani, cierpieli z tego powodu, z braku respektu wobec ich kultury i tożsamości. Historia afrykańskiego dramatu powoduje, że Afrykanie wyczuwają bardzo dobrze, kiedy są szanowani, a kiedy nie. Poza tym ta nowa etyka jest radykalnie sprzeczna z ich kulturą, gdyż Afryka jest związana z życiem i macierzyństwem, np. w Kongu każda kobieta jest nazywana mamą – do mnie zwracano się „maman Marguerite”.
W swojej ostatniej analizie „Dwadzieścia lat ’zdrowia oraz praw seksualnych i reprodukcyjnych’ w Afryce”, będącej poszerzonym tekstem Pani wystąpienia na Kongresie Afrykańskiej Federacji Stowarzyszeń Rodzinnych, który odbył się na Mauritiusie w listopadzie 2013 roku, podkreśla Pani, że Afryka zmaga się z cywilizacją śmierci.
– Przez ostatnie dwadzieścia lat Afryka jest poddawana presji politycznej i finansowej przez zewnętrznych agentów „globalnego zarządzania”. Ponadto wielu liderów politycznych w Afryce zostało kupionych przez masonów. Młodzi w Afryce są uwodzeni przez zachodni styl życia. A przecież każdy naród ma własne powołanie i wielkość, np. misją mieszkańców Afryki dla świata jest ich doświadczenie powszechnego braterstwa. Tymczasem wszystkie agendy „zdrowia reprodukcyjnego”, „globalnego zarządzania” aktywne w Afryce prezentują antykoncepcję i aborcję jako produkty, usługi, informacje, które mogą uratować, ułatwić życie, poprawić „jakość życia” – bo np. kobieta mająca mniej dzieci może się nimi lepiej opiekować, bo rzekomo antykoncepcja gwarantuje zdrowie matce, nastolatkom pomaga ukończyć naukę i podnieść ich wydajność ekonomiczną, jest wypróbowanym środkiem ograniczania ubóstwa, prezerwatywy rzekomo pomagają powstrzymać rozprzestrzenianie się HIV i AIDS. Owe tzw. zdrowie i prawa seksualne i reprodukcyjne to program działania stanowiący rdzeń Międzynarodowej Konferencji Demograficznej ONZ „Ludność i rozwój”, która odbyła się w Kairze w 1994 roku. Przy czym „zdrowie i prawa seksualne” zawierają w sobie domyślne prawo do tzw. orientacji seksualnej i do tożsamości płciowej.
Jednocześnie Kościół uczy otwartości na życie. Dlatego albo chrześcijanie w Afryce pozostaną przy nauce Kościoła, przy Jezusie – co oznacza życie – albo pójdą w ślady już prawie martwego Zachodu, za jego nową, laicką etyką, która proponuje antykoncepcję, aborcję, eutanazję, tzn. to, co „globalne zarządzanie” nazywa „zdrowiem i prawami seksualnymi i reprodukcyjnymi”, przeprowadzając w krajach rozwijających się rewolucję kulturową kosztem ich własnych kultur, wykorzystując ich ubóstwo, jak to się dzieje w Afryce – co w praktyce oznacza śmierć lokalnych kultur.
Pisze Pani, że pomoc państwom afrykańskim jest bezwzględnie uwarun- kowana przyjęciem przez ich rządy i wdrażaniem zasad z konferencji w Kairze.
– Tak. Rządy afrykańskie kupują program działania z Kairu nie dlatego, że przyjmują jego cele i „etykę”, ale dlatego, że jest on im narzucony jako warunek udzielenia pomocy w rozwoju. Wielu ludzi doświadcza niepokoju w sercu i sumieniu, jednak strategiczna część przywódców uległa zachodnim ideologom i sami stali się agentami na pierwszej linii.
Sekretarz generalny ONZ w swoim raporcie z 13 lutego 2013 roku oświadcza, że „ponad dwadzieścia państw afrykańskich zobowiązało się usunąć bariery polityczne, finansowe i dystrybucyjne uniemożliwiające kobietom dostęp do informacji, usług i produktów antykoncepcyjnych”.
A zatem jest to inwazja mentalności antykoncepcyjnej na Afrykę przy współpracy samych Afrykanów?
– Na samym początku procesu kooptacji oni nie mają pojęcia, że tak naprawdę są włączeni do rewolucji „zdrowia i praw seksualnych” oraz gender. I właśnie ignorancja jest przyczyną ich bezbronności wobec pułapek, jakie zastawiają na nich przebiegli i doświadczeni inżynierowie społeczni, którym zależy na zakorzenieniu się mentalności antykoncepcyjnej w krajach rozwijających się, zwłaszcza w Afryce. Tymczasem język „zdrowia i praw seksualnych i reprodukcyjnych” przeniknął już do wszystkich warstw społeczeństwa, organizacji pozarządowych, świata akademickiego, służb socjalnych, nawet niektórych organizacji broniących życia, od poziomu komisji gospodarczej ds. Afryki i poziomu rządów po same podstawy, młodzież, a nierzadko i członków Kościoła katolickiego. Nic dziwnego, skoro jak przyznaje sama Melinda Gates – zaangażowana po stronie upowszechniania mentalności antykoncepcyjnej – globalna strategia polega na stałym i stanowczym zaangażowaniu politycznym w forsowanie reform, przy jednoczesnym mnożeniu działań w poszczególnych krajach i ocenie postępu.
Z Pani książki „Polityka globalistów przeciwko rodzinie” wynika, że zarówno szczyt w Londynie w 2012 roku, a wcześniej konferencja w Kairze, jak również inne konferencje globalnego zarządzania zamierzają usunąć bariery polityczne, kulturowe, usługowe oraz religijne w stosowaniu antykoncepcji i przeznaczają na to ogromne sumy, zwłaszcza w Afryce.
– Tak, np. do wdrożenia celu z Kairu, to znaczy upowszechnienia dostępności antykoncepcji, w Afryce Subsaharyjskiej w 2014 roku konieczna będzie suma ponad 30 miliardów dolarów według szacunku Funduszu Ludnościowego Narodów Zjednoczonych. Zresztą agenci „zdrowia oraz praw seksualnych i reprodukcyjnych” deklarują, że dążą do transformacji społecznej na rzecz utworzenia nowego światowego społeczeństwa na wzór zachodni, gdzie przez ostatnie pięćdziesiąt lat dano pierwszeństwo przyjemności, które przesłoniło bezinteresowną miłość, wspieranie rodziny opartej na małżeństwie jednego mężczyzny z jedną kobietą, wierność małżeńską, macierzyństwo i ojcostwo oraz świętowanie życia. Owa „światowa wspólnota zdrowia reprodukcyjnego” jest coraz potężniejsza finansowo z powodu umacniającego się partnerstwa między globalnym zarządzaniem a przedsiębiorcami.
Takimi jak?
– Chodzi np. o Bayer Health Care, największy światowy koncern produkujący antykoncepcję hormonalną, razem z Fundacją Billa i Melindy Gatesów, którzy przyłączyli się do światowej inicjatywy Better Acces to Safe and Effective Contraception wspieranej przez Clinton Health Acces Initiative, rządy Norwegii, Szwecji, Zjednoczonego Królestwa i USA oraz Fundację Dziecięcy Fundusz Inwestycyjny, zapowiadając gwarancję 230 milionów dolarów na objęcie dostępem do antykoncepcyjnego implantu Bayera, Jadelle.
Przemysł farmaceutyczny i jego fundacje uznały Afrykę za ogromny rynek środków antykoncepcyjnych i wyposażają agentów tzw. zdrowia oraz praw seksualnych i reprodukcyjnych w oszałamiające środki finansowe, żeby kupić rzutkich i skutecznych partnerów afrykańskich.
W tej sytuacji czego życzy Pani Afryce?
– Kocham Afrykę i życzę jej, by kochała samą siebie. W Afryce odkryłam prawdziwe braterstwo, przyjaźń, które nie istnieją na Zachodzie. Również relacje między biskupami a politykami są dosyć proste, choćby z tego powodu, że oni mówią to, co myślą – to należy do ich kultury. Mieszkaniec Afryki również nigdy nie będzie ideologiem, tzn. jest trudno znaleźć ideologicznego Afrykanina. Z drugiej strony Afryka cierpi z powodu poważnych problemów politycznych, z powodu islamizacji. Są to kraje biedne, uwikłane w korupcję. Mówi się powszechnie, że za tymi problemami stoi masoneria, która jest liczna w Afryce, oraz presja Zachodu, który mówi: „Jeśli nie zrobicie tego, nie otrzymacie pieniędzy”. Zachód jest w wielkim stopniu odpowiedzialny za bałagan w Afryce, wprowadza nową globalną etykę, która dąży do przemiany i unicestwienia kultur od wewnątrz.

