logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Potrzeba sensownego patriotyzmu

Niedziela, 20 sierpnia 2017 (09:57)

W 1850 roku polską Wielką Emigrację poruszyła wiadomość o konwersji na islam Michała Czajkowskiego – pisarza i działacza politycznego związanego z konserwatywnym obozem Hotelu Lambert. Czajkowski zaangażował się w tworzenie polskich formacji zbrojnych w Turcji. Planowany legion miał walczyć o niepodległość Polski przeciw Rosji. Aby jednak uniknąć niebezpieczeństwa wydalenia z Turcji i ekstradycji w ręce władz rosyjskich (czego co rusz żądała ambasada carska nad Bosforem), Czajkowski zdecydował się na przyjęcie islamu. Nie było szans, aby jakikolwiek muzułmanin został wydany „niewiernym”. W ten sposób Sadyk Pasza (nowe nazwisko Czajkowskiego po konwersji) mógł dalej bez przeszkód kontynuować działalność na rzecz niepodległości Polski.

Zasadnicze pytanie brzmiało wtedy i po półtora wieku brzmi nadal: czy na rzecz sprawy niepodległości Polski warto było poświęcać sprawę wiary, a tym samym sprawę własnego zbawienia? Czy patriotyzm ma polegać na dążeniu per fas et nefas do politycznej niepodległości?

Warto w tym kontekście przytoczyć opinię naszego wieszcza Zygmunta Krasińskiego, który na wieść o przejściu M. Czajkowskiego na islam pisał do generała Władysława Zamoyskiego: „W tym właśnie upatruję nieskończoność krzywdy wyrządzonej przez Czajkowskiego duchowi narodowemu i sprawie polskiej, bo jak przywykniemy nieść na ołtarze Ojczyzny jedno po drugim wszystko, z czego składa się ta Ojczyzna, w końcu spalimy ją na zgliszczach i dokonamy siebie samych samobójstwem, co z niezmierną radością powitane zostanie przez tych, którzy wymóc na nas śmierci morderstwem nie mogą”. Autor „Nie-boskiej komedii” wyjaśniał, że „Ojczyzna z czegoś składać się musi, tak jak wszelka istota czy pojedyncza, czy zbiorowa, istniejąca na ziemi, składać się musi oczywiście nie z czegoś innego jak wszystkie inne, tj. z kształtu zewnętrznego, stanowiącego jej ciało i z iskry wewnętrznej, stanowiącej jej duszę. Tą ostatnią jest pojęcie, jakie ma [ona] o stosunkach swoich z Bogiem. Jeśli to pojęcie niesiesz w ofierze na ołtarz ojczyzny, to po prostu znaczy, że wszelką część i tradycję, religię ojczystą rozdeptujesz nogami na to, by ciało ojczyzny wzrosło, by jej granice rozszerzonymi lub odzyskanymi były. Nonsens nonsensów!”.

Patriotyzm głębokiego sensu

Patriotyzm proponowany przez polski romantyzm, ujęty w haśle „Polska Chrystusem narodów”, w znaczeniu nakazu upodabniania się do Zbawiciela, był właśnie patriotyzmem sensownym. Widzimy go w pismach Mickiewicza, w których żarliwy, ale „wbrew Bogu” patriotyzm Konrada jest przełamywany przez pokorę księdza Piotra. W wierszach Norwida i Krasińskiego, którzy przestrzegali przed wiązaniem polskiego patriotyzmu ze sprawą „bezhistorycznych opryszków” w osobach dziewiętnastowiecznych prądów rewolucyjnych w Europie. Nawet u Słowackiego uważanego niekiedy za najbardziej „czerwonego” z wieszczów pojawia się postać „słowiańskiego papieża, za którym ”rosnące pójdą plemiona w światło, gdzie Bóg„.

Podobnie sensowny patriotyzm prezentowali twórcy programu pracy organicznej, zazwyczaj (i w sposób nadzwyczaj uproszczony) przeciwstawiani romantykom. Gdy jednak zagłębimy się w pisma twórców programu ”robót organicznych„, takich jak Karol Marcinkowski czy Jan Koźmian, widzimy, że tworzenie polskich instytucji życia społecznego, kulturalnego i gospodarczego nie było dla nich celem samym w sobie, ale służyło pobudzeniu ”towarzyskości społecznej„, którego zasadniczą podporą był na ziemiach polskich pod zaborami Kościół katolicki. Nieprzypadkowo z polskim programem pracy organicznej ściśle związane jest zjawisko księży – społeczników (ks. Piotr Wawrzyniak et consortes) głęboko zaangażowanych w propagowanie patriotyzmu z sensem.

Niekiedy trzeba było lat, aby nauczyć się sensownego patriotyzmu. Taką drogę przeszli ”wszechpolacy„, którzy na przełomie dziewiętnastego i dwudziestego wieku rozpoczynali działalność polityczną pod hasłem ”nowoczesnego patriotyzmu„, w którym sprawa duchowej tożsamości Narodu nie zajmowała pierwszego miejsca. Pisano przed 1914 rokiem na łamach ”Przeglądu Wszechpolskiego„ o ”politycznym sojuszu Polski z Watykanem„, by jednocześnie podkreślać, że polski ”nowoczesny patriotyzm„ wymaga innej etyki niż chrześcijańska (katolicka). Jednak z biegiem czasu nauczono się w obozie demokracji narodowej, że religia chrześcijańska i Kościół katolicki ma dla polskiego patriotyzmu absolutnie zasadnicze znaczenie. Niemal ćwierć wieku po opublikowaniu w 1903 roku ”Myśli nowoczesnego Polaka„ Roman Dmowski już w niepodległej Polsce napisał, że ”katolicyzm nie jest dodatkiem do polskości, ale stanowi jej istotę„ (”Kościół, naród, państwo„, 1927).

Po drugiej wojnie światowej w warunkach wycieńczenia Narodu skutkami wojny i dostania się pod sowiecką okupację wielkim kontynuatorem tradycji patriotyzmu sensownego był Prymas Tysiąclecia. Jego duszpasterski program zachowania i ożywienia tradycji ”chrześcijańskiego narodu„ (Wielka Nowenna, Milenium Chrztu Polski), niezamkniętego w wąskich kręgach katolickich elit intelektualnych koncesjonowanych przez komunistów, ale ogarniającego wszystkich wierzących Polaków, okazał się wielkim przygotowaniem pod powstanie ogólnonarodowego ruchu ”Solidarności„. To był patriotyzm płynący z ”całej głębi tego tysiąclecia„, o którym nauczał św. Jan Paweł II.

Potrzeba nauki patriotyzmu z sensem

Wydaje się, że w naszych czasach istnieje pilna potrzeba rozróżnienia między patriotyzmem sensownym, który głosi, że ”aby być dobrymi Polakami, pierwej należy być dobrymi chrześcijanami, nie odwrotnie„ (książę Adam Jerzy Czartoryski), a patriotyzmem nonsensownym, który głosi zasadę, że ”polityka ma swoje wymagania„, a jedno z najważniejszych to ”unikanie wprowadzania kwestii światopoglądowych„ (do tych ostatnich zaliczana jest na przykład kwestia ochrony życia najsłabszych Polaków) na polityczną agendę, bo ”przeciwnicy polityczni tylko na to czekają„. Dla niektórych zwolenników patriotyzmu nonsensownego najważniejsze jest fascynowanie się walką dla samej walki, wolnością poza wszelkim ładem, transgresywnym stosowaniem przemocy w rodzaju hipotetycznego królobójstwa (por. twórczość Jarosława Marka Rymkiewicza).

W pewnym sensie można dostrzec to, obserwując fenomen fascynacji młodego pokolenia losami Żołnierzy Niezłomnych. Zjawisko ze wszech miar godne pochwały, dające nadzieję, że wpajana Polakom od 1989 roku ”pedagogika wstydu„ poniosła ostateczną porażkę. Z drugiej strony widzimy dość jednostronny obraz Niezłomnych eksponujący przede wszystkim to, że zasługą ich życia było to, iż wiedli je wedle ”praw wilka„. Jakoś w potocznej świadomości zaczynają znikać ryngrafy, które Niezłomni nosili na swoich piersiach.

Dzisiaj przed nami stoją analogiczne pytania do tych, przed którymi stali nasi przodkowie półtora wieku temu: po co nam niepodległa Polska? Jakie miejsce w strategii takiego czy innego rozwoju Polski ma zajmować duchowa tożsamość Narodu? Czy głównym zadaniem rządzącej centroprawicy ma być li tylko zatrzymanie degrengolady kulturowej, czy raczej prowadzenie polityki godnej Narodu ochrzczonego, o której nauczali i którą na miarę swoich możliwości prowadzili Prymas Polski ks. kard. Stefan Wyszyński i św. Jan Paweł II?

Wszystko to wymaga istnienia aktywnej i mądrej katolickiej opinii publicznej w Polsce. Jesteśmy pod tym względem dopiero na początku drogi. Z drugiej strony trzeba mieć świadomość, że tradycje patriotyzmu nonsensownego (”najpierw wolność Polski, a jaka ona będzie – to się zobaczy później, nie mieszajmy kwestii światopoglądowych do polityki„) mają u nas dość długie tradycje. Dość popatrzeć na główne środowiska tworzące po 1976 roku tzw. opozycję demokratyczną, by przekonać się, że tylko mniejszość z nich (Ruch Młodej Polski) dostrzegała konieczność starań o wolną i chrześcijańską (katolicką) Polskę. Większość pozostałych opozycyjnych środowisk – od lewicowego KOR-u po odwołujące się do tradycji piłsudczykowskiej ROPCiO oraz KPN – takiego iunctim nie dostrzegała.

Ten spór między patriotyzmem sensownym a nonsensownym można było dostrzec również podczas krótkiego ”karnawału Solidarności„ (1980-1981), zwłaszcza jeśli zważyć na rosnącą pozycję w gronie doradców władz ”S„ grupy działaczy politycznych i społecznych wywodzących się ze środowiska tzw. laickiej lewicy (wcześniej w PZPR).

Przed nami ważne zadanie, by uczestnicząc (głównie przecież jako obserwatorzy) w zażartej walce politycznej toczącej się w naszym kraju, nie zapomnieć o najważniejszym. Najważniejsza jest dusza Ojczyzny, czyli – powtórzmy za Zygmuntem Krasińskim – ”pojęcie, jakie o stosunkach swoich z Bogiem„ ma Naród Polski. To nie jest godna relegowania na margines życia publicznego ”kwestia światopoglądowa„. To najgłębszy sens patriotyzmu.

Prof. Grzegorz Kucharczyk

Nasz Dziennik