logo
logo

Wypędzenie kupców ze świątyni, Gustave Doré (1832-1883) Zdjęcie: / -

Duch świętości w Kościele

Sobota, 14 października 2017 (03:00)

Wykład ks. kard. Roberta Saraha prefekta Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów, wygłoszony 23 września br. podczas Ogólnopolskiego Forum Duszpasterskiego w Poznaniu, cz. III.

Duch Święty czyni z chrześcijanina nie tylko Alter Christus, ale wręcz Ipse Christus. Kolejnym niezwykłym aspektem uświęcającego działania Ducha Świętego jest to, że, poza prowadzeniem nas do Chrystusa, chce On również upodobnić nas do Chrystusa, przemienić nas na Jego obraz tak, aby każdy chrześcijanin był nie tylko Alter Christus, czyli „drugim Chrystusem”, ale nawet Ipse Christus, czyli „samym Chrystusem”, a więc aby utożsamiał się z Chrystusem. Musimy więc postawić pytanie: jaki jest ten obraz Chrystusa?

Również w tym przypadku nie jesteśmy w stanie utworzyć go samodzielnie, opierając się na współczesnej kulturze lub osobistych preferencjach. Pismo Święte mówi: „Jezus Chrystus wczoraj i dziś, ten sam także na wieki” (Hbr 13,8). Wobec zmieniających się czasów i sposobów myślenia Chrystus pozostaje więc niezmienny. Jest zawsze takim, jakim objawił się nam dwa tysiące lat temu. Dlatego właśnie na kartach Nowego Testamentu, a szczególnie Ewangelii, możemy i musimy poznawać Osobę i sposób działania Pana Jezusa.

Nieodzowne kryteria w czytaniu Pisma Świętego

Nie ulega wątpliwości, że interpretujemy Ewangelie – jak naucza konstytucja „Dei Verbum” (nr 12) – oświeceni przez tego samego Ducha, który kierował ich redakcją. Duch Święty, źródło natchnienia dla hagiografów, jest również natchnieniem nieodzownym dla właściwego odczytania Pisma Świętego. Nie możemy traktować Ewangelii jak starej, martwej książki sprzed dwóch tysięcy lat. Dlatego nie wolno podchodzić do nich, wychodząc wyłącznie z założeń historyczno-krytycznych. Metoda ta posiada swoją wartość, ale jedynie wtedy, gdy jej wyniki są zintegrowane w szerszej perspektywie, w horyzoncie Ducha Świętego.

Papież Benedykt XVI w swoich prywatnych pismach zaproponował nam niezwykłą próbę odczytania Ewangelii o życiu Jezusa, łącząc najlepsze rezultaty współczesnej egzegezy z prawdziwie duchowym i kościelnym podejściem do świętych tekstów. Mam tu oczywiście na myśli trzytomowe dzieło poświęcone Jezusowi z Nazaretu. Z oficjalnego Magisterium Benedykta XVI należy natomiast przywołać w tym miejscu chociażby adhortację „Verbum Domini”, która przypomina nam o solidnych kryteriach nieodzownych dla nas, katolików, w czytaniu i interpretacji Pisma Świętego. Musimy zatem starać się zrozumieć, jaki jest prawdziwy obraz Jezusa, ponieważ właśnie według tego doskonałego wzoru Duch Święty przez swoje działanie chce nas uformować. Powtórzmy więc pytanie: jaki jest obraz Chrystusa, do którego Duch Święty chce nas upodobnić? Oczywiście, nie można udzielić tu płytkiej odpowiedzi, umniejszając do kilku frazesów wielką, a nawet nieskończoną złożoność tajemnicy Chrystusa. Pomimo tego z tekstu Ewangelii wyłania się nam wyraźna fizjonomia Zbawiciela. Widzimy ją wyraźnie odbitą w Jego nauczaniu, postawach i czynach.

Chciałbym tutaj pogłębić pewien szczególny aspekt zachowania Jezusa, szczególnie ważny w odniesieniu do tematu, który pogłębiamy: męstwo Chrystusa. Męstwo jest także jednym z darów Ducha Świętego, które – w przypadku Jezusa Chrystusa, czyli Namaszczonego Duchem Świętym – rozlały się z niepowtarzalną doskonałością na Jego człowieczeństwo.

Obraz Chrystusa

Jeszcze kilka lat temu, a być może jeszcze do dzisiaj, popularna była w niektórych kręgach szeroka krytyka niektórych tradycyjnych przedstawień Chrystusa w sztuce. Twierdzono, że niektóre obrazy przedstawiają Chrystusa w sposób przesłodzony, niemal kobiecy, jeśli można użyć takiego terminu. Skrytykowany został między innymi, za przedstawienie postaci Jezusa w sposób mało męski i przerysowany, słynny obraz Najświętszego Serca Pana Jezusa przechowywany w kościele Il Gesù w Rzymie, dzieło malarza z XVIII wieku Pompeo Batoniego.

Z całym szacunkiem dla obrazu Batoniego, które to dzieło przez ostatnie trzy wieki wzbudzało pobożne uczucia w rzeszach wiernych, oraz przywołując jedną z duchowych zasad św. Ignacego z Loyoli, w myśl której zawsze niewłaściwe jest wyśmiewanie świętych obrazów, musimy przyznać, że przynajmniej częściowo krytyka ta ma swoje uzasadnienie, przynajmniej w swoich podstawowych założeniach. Przypomina nam ona, że Jezus był i jest prawdziwym człowiekiem, mężczyzną. Jezus był człowiekiem silnym, pełnym mocy: z kart czterech Ewangelii nie wyłania się wcale przesłodzony obraz Chrystusa.

Nasz Pan jest z pewnością łagodny i pokornego serca, jak sam siebie określa, ale Jego łagodność i pokora to nie słabość, a tym bardziej nie oznaka zniewieścienia. Spokój – jak uczy pewne włoskie przysłowie – jest cnotą mocnych. To, że Chrystus mógł znieść okrutną Mękę bez krzyku, bez lamentowania – jak prorokował Izajasz w Czwartej Pieśni Sługi Bożego – to, że potrafił pójść na śmierć ze spokojem baranka prowadzonego na rzeź, nie otwierając ust swoich (por. Iz 53,7), a jednocześnie kroczył w całym majestacie Tego, który, choć pozornie pokonany, w rzeczywistości panuje – wszystko to dzięki męstwu, sile, mocy, a nie przez słabość czy miękkość. Jezus łączy w sobie w zupełnej harmonii łagodność i pokorę z niezniszczalnym męstwem.

Znany współczesny egzegeta napisał w książce poświęconej Chrystusowi, że Jezus Ewangelii, Jezus Błogosławieństw, nie jest wcale osobą słabą. Wręcz przeciwnie, Jezus Ewangelii jest jak potężny bokser, tak silny i wytrzymały, że może przyjąć bardzo dużą ilość uderzeń bez upadania na ziemię. Taki jest Jezus, którego okropności Męki nie zdołały obalić. Oczywiście, na końcu oddał ducha na krzyżu, ale Jego śmierć oznacza zwycięstwo, a nie porażkę.

A więc Jezus jest mocny: jest mężny, gdy w wieku dwunastu lat odpowiada ze spokojem i pewnością swoim rodzicom, którzy odnajdują go w świątyni; jest mocny, kiedy dokonuje pierwszego cudu w Kanie; jest mężny, gdy walczy z diabłem na pustyni; jest silny, kiedy stawia czoła zasadzkom swoich przeciwników; jest mężny, gdy wyrzuca kupców ze świątyni; jest mocny, gdy idzie do Jerozolimy, wiedząc, że szukają Go, żeby zgładzić; jest mężny, kiedy bez strachu naucza w słowach, których rozmówcy nie lubią słuchać, na przykład kiedy mówi: Mojżesz dał wam zgodę na oddalanie waszych żon, ponieważ jesteście twardego serca, ale Bóg nie tego pragnie. Jezus jest mocny, kiedy staje przed Sanhedrynem, Herodem, Piłatem… To zadziwiające męstwo Chrystusa pojawia się niemal na każdej stronie Ewangelii. Duch Święty zaś uświęca Kościół również w ten sposób: kształtuje nas na wzór łagodnego męstwa Chrystusa.

Skutki sakramentu bierzmowania

Chciałbym na koniec uczynić pewne nawiązanie do sakramentu bierzmowania, którego wielorakie aspekty pogłębicie, jak sądzę, w tym roku duszpasterskim. Dlatego też skupię się dzisiaj jedynie na pewnych skutkach sakramentu bierzmowania. W roku 1216 Papież Innocenty III pisał, że przez sakrament bierzmowania „Duch Święty jest dany dla wzrostu i wzmocnienia (augmentum et robur) wierzących” (DS 785). Niewiele lat później św. Tomasz z Akwinu potwierdził, że ten sakrament udziela wzrostu i nadaje stałości (firmitas) sprawiedliwości otrzymanej na Chrzcie. W 1319 roku sobór florencki w dokumencie „Exsultate Deo” nauczał, że bierzmowania udziela się ad robur, czyli aby uczynić chrześcijan mocnymi, tak jak „Apostołowie w dniu Pięćdziesiątnicy” (DS 1319). Wreszcie Sobór Watykański II, w „Lumen Gentium” (nr 11), podtrzymuje tradycyjne nauczanie, w myśl którego wierny chrześcijanin jest przez ten sakrament ubogacony szczególną siłą (robur) przez Ducha Świętego. Jak widać, często używa się terminu „robur”, który po łacinie pierwotnie odnosi się do dębu, bardzo solidnego, stabilnego i mocnego drzewa, które potrafi opierać się burzom i pozostaje niewzruszone wobec przeciwności. W szerszym sensie robur wskazuje na siłę.

Podstawowym skutkiem bierzmowania jest więc dar Ducha Świętego, dający katolikowi duchową moc, która uzdalnia go do bycia świadkiem Chrystusa. W tym sensie niezwykle piękna jest uwaga cytowanego soboru florenckiego: „Dlatego przyjmujący bierzmowanie zostaje namaszczony na czole, gdzie przejawia się nieśmiałość, aby nie wstydził się wyznawać imienia Chrystusa, a zwłaszcza Jego Krzyża”. Wielu chrześcijan odczuwa strach bądź wstyd przed otwartym manifestowaniem swojej wiary i otwartym głoszeniem nauczania Boga i Kościoła w sprawach moralnych. Najpoważniejszym problemem jest panujące dziś zamieszanie i kakofonia w nauczaniu kapłanów i biskupów, jeśli chodzi o kwestie doktrynalne i moralne, przywodzące wiernych chrześcijan do apostazji oraz stopniowego porzucania bezdyskusyjnych wartości chrześcijańskich i ludzkich. Ale św. Augustyn, cytując List św. Pawła Apostoła do Rzymian, przypomina nam, że „Wszyscy staniemy przed trybunałem Boga” (Rz 14,10; 2 Kor 5,10).

Zakończenie Drodzy bracia, przeżywając wasz duszpasterski rok 2017-2018, poświęcony w sposób szczególny Duchowi Świętemu i jego działaniu w Kościele i w świecie, pamiętajcie o tym, co mówi nam św. Paweł: „Nie otrzymaliście przecież ducha niewoli, by się znowu pogrążyć w bojaźni, ale otrzymaliście ducha przybrania za synów” (Rz 8,15). Wasz święty rodak, Papież Jan Paweł II, lubił zachęcać nas słowami: „Nie lękajcie się!”. Nie otrzymaliśmy Ducha Świętego po to, aby się lękać. Otrzymaliśmy Ducha Świętego, który jest Duchem męstwa Chrystusa. I tej mocy potrzebujemy dzisiaj znacznie bardziej niż kiedykolwiek. Tak wiele zła, tyle zamieszania, wątpliwości i obaw, które wypełniają nasze serca i umysły. A zło pochodzi zarówno z zewnątrz, jak i z wnętrza świętego Kościoła Bożego. Bądźmy mężni! Zaufajmy uświęcającemu działaniu Ducha Świętego, który jest w nas! Wojna, która się toczy, jest okrutna, ale Duch Prawdy ma większą siłę, a my z Nim jesteśmy mocni.

Prosimy, aby poprzez wstawiennictwo Najświętszej Maryi – Pani Jasnogórskiej, św. Józefa, św. Wojciecha, św. Faustyny, św. Jana Pawła II i wszystkich polskich świętych, Duch Święty zstąpił obficie na Kościół Boży, który jest w Polsce, utwierdzając go w prawdzie i świętości, utwierdzając przede wszystkim jego odważnych biskupów w głoszeniu i obronie prawdziwej nauki Chrystusa, która jako jedyna zdolna jest uwolnić ludzkość z niewoli grzechu i śmierci.

Przybądź, Duchu Święty. Przyjdź i napełnij cały dom Kościoła, który jest w Polsce. Przybądź i spraw – tak jak dwa tysiące lat temu – że również dziś „wszyscy będą wypełnieni” Twoją obecnością i Twoją uświęcającą łaską, aby stawać się prawdziwymi świadkami Chrystusa we współczesnym świecie.

ks. kard. Robert Sarah

Nasz Dziennik