Opowieść o utraconych polskich dziełach sztuki i walce o ich odzyskanie musi być utrzymana w tonacji biało-czarnej. Granica między dobrem a złem jest tu wyjątkowo ostra, nie ma miejsca na półcienie i półtony. To historia wciąż przez nas nieopowiedziana światu, a przecież ciekawsza od filmowych przygód „łowców skarbów”, bo dotyka tak gorących tematów, jak straty wojenne Polski, reparacje i odszkodowania od Niemiec.
Symbolicznie po jednej stronie tej opowieści powinien stanąć niemiecki zbrodniarz wojenny Hans Frank, który zwiedzając w październiku 1939 Zamek Królewski w Warszawie, własnoręcznie zdzierał z baldachimu tronu władców Rzeczypospolitej srebrne orły. Znalazł tysiące naśladowców: utytułowani barbarzyńcy spod znaku „Nazi Kultur” planowo, systematycznie prowadzili na niespotykaną skalę akcję grabieży polskich dóbr kultury.
Po drugiej stronie – zastępy, często dziś już bezimiennych Polaków, z narażeniem życia ratujących przed zagładą dzieła sztuki, dokumentujących rozmiary złodziejskiego procederu. Niewątpliwie ich twarzą jest prof. Karol Estreicher, jeden z bohaterów słynnej ekipy Monuments Men (oficerowie ds. ochrony zabytków), czyli 345 członków amerykańskiej Sekcji Pomników, Sztuk Pięknych i Archiwów, utworzonej m.in. z jego inicjatywy podczas wojny w celu odzyskiwania skradzionych przez Niemców arcydzieł. To on odnalazł na terenie Niemiec „Damę z gronostajem” Leonarda da Vinci, ołtarz Wita Stwosza z bazyliki Mariackiej w Krakowie, miecz koronacyjny królów polskich i wiele innych dzieł.
Dowody na przemiał
W Polsce ograbionej z arcydzieł kultury przez okupantów niemieckiego i sowieckiego każdy powrót cennych obrazów, rzeźb, starodruków, mebli wywołuje sensację. W ciągu ostatnich pięciu lat udało się odzyskać 370 obiektów z Niemiec, Austrii, Stanów Zjednoczonych. To nikły promil tego, co utraciliśmy.
Po wojnie nasze straty w obszarze kultury oszacowano na 516 tysięcy obiektów. Dziś w bazie utraconych zabytków prowadzonej przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego znajdują się 63 tysiące rekordów, mozolnie zbieranych na nowo od początku lat 90. Tyle obiektów ma zgromadzoną dokumentację, na podstawie której można ubiegać się o zwrot zagrabionego mienia. Tylko 10 procent przedmiotów na tej liście jest opatrzonych fotografią, a bez tego identyfikacja zaginionego dzieła jest praktycznie niemożliwa.
O wielu stratach nie dowiemy się nigdy, ponieważ tysiące zbiorów prywatnych w pałacach i dworach było nieskatalogowanych, informacje o nich są ogólnikowe; nie wiadomo też dokładnie, jakie dzieła posiadali w swoich kolekcjach liczni miłośnicy sztuki – zamożni adwokaci, lekarze, przedsiębiorcy.
Miary piętrzących się problemów dopełnia fakt, że w PRL w tajemniczych okolicznościach zniszczona została dokumentacja polskich strat w kulturze zebrana tuż po wojnie. Osoby prywatne, przedstawiciele Kościoła i organizacji wypełniali specjalne ankiety, w których zgłaszano zaginione dzieła sztuki. Kwestionariusze zgromadzone przez Biuro Rewindykacji i Odszkodowań (działało tylko do 1951 roku), ułożone w porządku alfabetycznym, przechowywano w ministerstwie kultury. – W latach 70. znakomita część tego zbioru zaginęła. Krąży wersja, że została zniszczona w papierni w Konstancinie – mówi Katarzyna Zielińska z Wydziału Strat Wojennych w Departamencie Dziedzictwa Kulturowego za Granicą Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Można tylko domyślać się, że notable komunistyczni i służby specjalne chciały ukryć jakieś ciemne sprawki związane z nielegalnym obrotem dziełami sztuki.
Powrót perły z Wrocławia
W Muzeum Archidiecezjalnym we Wrocławiu w osobnej sali na parterze można oglądać tylko jeden obraz. To „Madonna pod jodłami”, arcydzieło Lucasa Cranacha Starszego z 1510 roku, specjalnie namalowane na zamówienie dla wrocławskiej katedry. To także najcenniejszy obraz odzyskany przez Polskę po wojnie.
Po wojnie, w obawie przed losem, jaki może spotkać „Madonnę pod jodłami” ze strony grabieżców z Armii Czerwonej, obraz został wywieziony do Niemiec przez ewakuującego się z Wrocławia ks. Zygfryda Zimmera, który jednocześnie zamówił jego kopię u młodego malarza Georga Kupke. Namalowana przez niego „Madonna” została w Polsce, długo uchodząc za oryginał. Dopiero w 1961 roku, kiedy francuskie wydawnictwo poprosiło o dobrą fotografię obrazu do przygotowywanego katalogu dzieł Cranacha, konserwatorzy stwierdzili, że to kopia.
Również w latach 60. ks. Zimmer sprzedał oryginał „Madonny pod jodłami” i obraz znalazł się w Szwajcarii w prywatnych rękach. Przed śmiercią posiadacz ofiarował płótno ordynariuszowi diecezji Sankt Gallen z myślą, żeby przysłużyło się dobru Kościoła. Gdy nowy właściciel zorientował się, że obraz pochodzi z Wrocławia, postanowił zwrócić arcydzieło parafii katedralnej. W 2012 roku obraz Cranacha był już w Polsce, powrót wynegocjował i przetransportował arcydzieło samolotem do Polski prof. Wojciech Kowalski, specjalista ds. restytucji dóbr kultury w MSZ. – W Polsce dzieł sztuki, które nieprzerwanie znajdowały się w tym samym miejscu, nie ma. Dlatego „Madonna pod jodłami” jest tak cenna – tłumaczy ekspert.
Odzyskane w ostatnich latach dzieła sztuki możemy podziwiać m.in. w Muzeum Narodowym w Warszawie, gdzie wróciły „Schody pałacowe” Francesca Guardiego, słynna „Żydówka z pomarańczami” Aleksandra Gierymskiego, obrazy Juliana Fałata „Przed polowaniem w Rytwianach” i „Naganka na polowaniu w Nieświeżu”, czy teka 42 rysunków i grafik takich mistrzów jak Aleksander Orłowski, Piotr Michałowski, Juliusz Kossak, Józef Chełmoński.
Czekając na Rafaela
W tej chwili ministerstwo kultury prowadzi 70 rewindykacji w kraju i za granicą. – Czynimy starania o zwrot obiektów z terenu Niemiec, Austrii i USA – informuje Katarzyna Zielińska. Ministerstwo nie ujawnia żadnych szczegółów. Wiadomo tylko, że chodzi o obrazy, obiekty rzemiosła artystycznego, eksponaty archeologiczne i przedmioty sztuki etnograficznej.
Na pewno nie ma wśród tych spraw wniosku o zwrot „Portretu młodzieńca” – arcydzieła Rafaela Santiego, najważniejszego obrazu zrabowanego przez Niemców. – Przeciętnie co dwa lata docierają do nas sensacyjne sygnały, mniej lub bardziej wiarygodne, o obrazie Rafaela. Miał już znajdować się w Afryce, Australii, USA. Wszyscy czujemy, że nie ma go w Polsce. Badacze są też zgodni, że na pewno zadbano, by przetrwał wojnę, raczej nie został zniszczony ani nie strawił go ogień. Myślę, że jest obrazem tak wyczekiwanym, że jeszcze długo nie pokaże się na rynku – jest przekonana Katarzyna Zielińska.
Ostatni ślad po Rafaelu urywa się pod koniec 1944 roku, na pewno znajdował się wtedy na Dolnym Śląsku wśród innych obrazów wywiezionych z Polski przez Hansa Franka. Syn generalnego gubernatora Niklas Frank utrzymuje w swoich wspomnieniach, że obraz „gdzieś przepadł” w Neuhaus w Górnej Bawarii, wymieniony przez jego matkę w 1945 roku na produkty żywnościowe. To potwierdza przypuszczenie historyków sztuki, że Rafael nie zaginął, tylko spoczywa gdzieś w ukryciu.
Na drugim miejscu top listy utraconych przez Polskę arcydzieł widnieje płótno Pietera Breughla Starszego „Walka postu z karnawałem”, złupione z krakowskich Sukiennic przez Charlotte von Wächter, żonę Otto von Wächtera, gubernatora dystryktu krakowskiego i inicjatora utworzenia 14. Dywizji Grenadierów SS „Galizien”. O tej postaci głośno zrobiło się w ubiegłym roku w związku z przekazaniem władzom Krakowa trzech miernej wartości i wątpliwego pochodzenia dzieł przez syna zbrodniarza. Horst von Wächter przy tej okazji wybielał przeszłość swojego ojca, relatywizując jego postępki.
„Walka postu z karnawałem” prawdopodobnie została wywieziona przez rodzinę do Austrii. Jednak krążące pogłoski, że poszukiwany obraz wisi w wiedeńskim muzeum, stanowczo dementuje Katarzyna Zielińska: – To nie jest to dzieło, które wisi w Kunsthistorisches Museum w Wiedniu. Breughel i jego pracownia wypuścili 17 takich obrazów, każdy różnił się kompozycyjnie i wymiarami, nie było identycznych wersji.
Z bazy strat prowadzonej przez ministerstwo kultury wiadomo, że Wächterowie zrabowali ponadto w Krakowie z Pałacu pod Baranami co najmniej dwa obrazy Hansa von Kulmbacha, niemieckiego malarza doby renesansu: „Św. Barbara” i „Ofiarowanie w świątyni”. Inne dzieło tego mistrza – „Nawrócenie cesarzowej Faustyny przez Katarzynę aleksandryjską” – zostało ukradzione przez Niemców z bazyliki Mariackiej.
Von Kulmbach widnieje na wyselekcjonowanej liście 25 najcenniejszych obrazów utraconych podczas wojny. Oprócz wspomnianych znajdziemy tam m.in. takie arcydzieła jak „Wenus i Amor” Lucasa Cranacha starszego (z kolekcji wilanowskiej), „Portret mężczyzny z kielichem” Dircka Dirksz van Santvoorta (z Muzeum Historii i Sztuki w Łodzi, obecnie Muzeum Sztuki w Łodzi), płótno Pompeo Batoniego „Architektura, rzeźba i malarstwo” (z Wilanowa), obraz Rubensa „Diana i Kallisto” (z Muzeum Wielkopolskiego w Poznaniu, obecnie Muzeum Narodowego w Poznaniu).
Biznes czy sumienie
Droga do powrotu utraconego dzieła jest zazwyczaj długa i w każdym przypadku wymaga solidnej dokumentacji. – Musimy mieć pewność, że to jest faktycznie to samo dzieło sztuki, które zostało zrabowane z Polski. To bywa nieraz wyzwaniem, bo np. mebel mógł zostać wykonany – i bywał – w wielu egzemplarzach. Albo dany obraz mógł być namalowany przez artystę w kilku wersjach, które różnią się od siebie detalami. Albo mogła to być kopia lub falsyfikat. Dlatego pierwszy nasz wysiłek jest natury merytorycznej i naukowej, żeby udowodnić, że chodzi o poszukiwane przez nas dzieło sztuki – tłumaczy Katarzyna Zielińska.
Potem przychodzi czas na dalsze działania, które zależą od tego, czy dane dzieło jest w rękach prywatnych czy w zbiorach publicznych. – Jeżeli w zbiorach publicznych, to odwołujemy się do etyki, moralności, do integralności zbiorów, i to są raczej negocjacje bardzo miękkie. Natomiast jeżeli dzieło jest w rękach prywatnych, zaczynamy od prośby o zwrot, odwołując się do argumentów etycznych. Kiedy działania te nie przynoszą rezultatów, wtedy zatrudniamy prawników, zazwyczaj z danego kraju, żeby nam pomogli – akcentuje Katarzyna Zielińska.
Najwięcej zrabowanych dzieł odzyskujemy w Niemczech, ale z drugiej strony tamtejsze prawo nastręcza dużych trudności w przypadku zwrotu dzieł znajdujących się w prywatnych rękach, a wystawionych do obrotu na rynku sztuki. Niemiecka doktryna prawna zna pojęcie „Ersitzung” – zasiedzenia: po 30 latach następuje przedawnienie roszczeń i posiadacz skradzionego przedmiotu staje się jego właścicielem. – Wtedy można pozyskiwać dzieła tylko drogą negocjacji, przemawiania do sumienia. I to nam się bardzo często udawało – podkreśla prof. Wojciech Kowalski.
Głos sumienia przyprowadził do polskiej ambasady w Kanadzie kobietę o niemieckich korzeniach, która zaoferowała odziedziczony po dziadku starodruk Szymona Starowolskiego z sygnaturami Biblioteki Jagiellońskiej. Odzyskane dzieło wróciło do właściciela. Podobnie postąpił syn żołnierza niemieckiego, który brał udział w obławie na majora Henryka Dobrzańskiego „Hubala” w okolicach Spały i z tamtejszego pałacyku prezydenta Mościckiego zabrał sobie „na pamiątkę” obraz Franciszka Mrażka „Na przypiecku”. Syn chciał zmazać niegodne zachowanie ojca i zwrócił w 2017 roku obraz konsulatowi RP w Monachium.
Grabieżcy ze Wschodu
Racje moralne nie grają żadnej roli w przypadku drugiego wielkiego grabieżcy polskiej kultury. Rosja uparcie odmawia zwrotu zagrabionych dzieł, powołując się na ustawę Dumy z 1998 roku, która wszystkie obiekty przywiezione przez Armię Czerwoną traktuje jako zdobycz wojenną i rekompensatę za poniesione straty. Przez niemal 30 lat Rosja oddała Polsce – za czasów prezydentury Borysa Jelcyna – tylko jeden obraz: Pompeo Batoniego „Apollo i dwie muzy” ze zbiorów w Wilanowie.
Sprawę restytucji dóbr kultury Moskwa traktuje czysto instrumentalnie – jako narzędzie osiągania celów politycznych. Okazuje się, że twarde zapisy ustawy nie obowiązują, gdy Rosja ma w tym ważny interes. – Węgry prowadzą bardzo rozbudowane projekty energetyczne z Kremlem, więc w nagrodę dostały zwrot cennych dzieł z biblioteki szaroszpatackiej, bardzo ważnej dla dziedzictwa kulturowego naszego sojusznika – mówi prof. Wojciech Kowalski. To właśnie ekspertowi MSZ udało się na samym początku lat 90., wykorzystując dobry moment polityczny, odzyskać nagle ujawnione w magazynach Ermitażu cenne epitafia nagrobne z Poznania i Szamotuł, z XV-XVI wieku, których wcześniej poszukiwano na terenie Niemiec. Tymczasem jak miliony dzieł sztuki zostały zagrabione przez Armię Czerwoną, przez tzw. trofiejne brigady NKWD.
– Armia Czerwona grabiła polskie dobra kultury dwutorowo. Najpierw, gdy szła na zachód przez tereny Polski, drugi raz, gdy na terenie III Rzeszy trofiejne brigady NKWD rabowały składnice dóbr kultury skonfiskowane wcześniej przez Niemców. Ponad 2,5 miliona obiektów trafiło prosto do Moskwy. Ile wśród nich jest skarbów polskiej kultury? Nie wiadomo – wyjaśnia Katarzyna Zielińska.
Po upadku Związku Sowieckiego polscy badacze, historycy sztuki, muzealnicy nigdy nie otrzymali dostępu do muzeów rosyjskich na tyle, żeby można skutecznie określić liczbę i skalę obiektów, które pochodzą z Polski. Gdy Trybunał Konstytucyjny Federacji Rosyjskiej zakwestionował część artykułów ustawy z 1998 roku, nakazując publikację wykazu dzieł sztuki będących w posiadaniu rosyjskich muzeów, a historycznie niepochodzących z ich zbiorów, polskim badaczom udało się zidentyfikować część dzieł pochodzących z muzeów na terenie Polski. Na tej podstawie mogliśmy wystąpić o zwrot tych obiektów.
Niestety 20 wniosków pozostaje bez odpowiedzi. Dotyczą malarstwa, m.in. zwrotu obrazu „Madonna z Dzieciątkiem i papugą na tle krajobrazu” pochodzącego z Miejskiego Muzeum Historii i Sztuki im. J.K. Bartoszewiczów w Łodzi, dzieła „Madonna z Dzieciątkiem” z kolegiaty w Głogowie na Dolnym Śląsku; zrabowanego w Gdańska miniaturowego (zaledwie 5 cm średnicy) „Portretu Johanna Schwarzwaldta” Hansa Holbeina młodszego, przedmiotów rzemiosła artystycznego, archiwaliów z obozu Auschwitz, raptularza Juliusza Słowackiego z podróży na Wschód, który odnalazł w Moskwie dr hab. Henryk Głębocki.
– Udaje się nam odszukiwać kolejne dzieła sztuki czy nawet arcydzieła, choć mamy poczucie, że dopóki nie zmieni się sytuacja polityczna w Rosji, to nasze starania pozostaną bezowocne – uważa Katarzyna Zielińska. W tym roku ministerstwo kultury skieruje do Rosji kolejne 7 wniosków o zwrot utraconych dóbr kultury. Wiadomo tylko, że dotyczą one arcydzieł malarstwa włoskiego, które znajdowały się w różnych muzeach na terenie Polski.
Drogi Czytelniku,
zapraszamy do zakupu „Naszego Dziennika” w sklepie elektronicznym

