logo
logo

Zdjęcie: M.Marek/ Nasz Dziennik

Niszczenie duchowości Polaków

Sobota, 23 listopada 2013 (02:08)

Z Barbarą Dobrzyńską, śpiewaczką, aktorką, założycielką, reżyserem i dyrektorem „Naszego Teatru”, rozmawia Temida Stankiewicz-Podhorecka

Jest dobra wiadomość. Po przerwie wraca „Nasz Teatr”, a z nim „Lekcja historii według Słowackiego, Mickie- wicza, Wyspiańskiego i Hemara”. Tytuł brzmi edukacyjnie.

– W związku z tym, że w szkołach ogranicza się, a nawet powiedziałabym niszczy się wiedzę o naszej tożsamości historycznej, której reprezentantami są wielcy polscy patrioci, do których zaliczamy naszych wieszczów, poetów, kompozytorów, my, aktorzy „Naszego Teatru”, pragniemy przypomnieć publiczności, zwłaszcza młodemu pokoleniu, koleje losu naszej Ojczyzny w oparciu o ich twórczość. Dlatego wznawiamy „Lekcję historii…”.

Ale na innej scenie niż dotąd.

– Tak. Do tej pory serdecznie gości nas parafia pw. Wszystkich Świętych w Warszawie, gdzie wielokrotnie graliśmy „Lekcję historii…”. Teraz, pragnąc dotrzeć także do publiczności prawobrzeżnej Warszawy, skorzystaliśmy z zaproszenia Księży Salezjanów, którzy użyczają nam sceny przy ulicy Kawęczyńskiej w podziemiach bazyliki Najświętszego Serca Jezusowego na Pradze. Dojazd bardzo łatwy, bo w pobliżu pętli tramwajowej 7 i 3.

W swoim repertuarze „Nasz Teatr” ma inne, równie znakomite spektakle. Dlaczego wybrała Pani na inaugurację nowej sceny „Lekcję historii…”?

– Dzisiaj aktualność tych tekstów jest wprost porażająca. Weźmy na przykład fragment monologu Konrada z „Wyzwolenia” Stanisława Wyspiańskiego: „Warchoły, to wy, co czołgacie się u obcych rządów i całujecie najeźdźcom łapy, uznając w nich prawowitych nam królów. (…) Wy, co się nie czujecie Polską…”, itd. Fragment ten w obecnych inscenizacjach najczęściej jest pomijany. Zresztą, który z teatrów wystawia dziś „Wyzwolenie”? Z tego, co mi wiadomo, żaden. Natomiast obserwujemy obecnie w teatrach, owszem, wyzwolenie, ale od podstawowych wartości etycznych, którymi artyści powinni się przecież kierować. Zarówno reżyserzy, jak i aktorzy, zwłaszcza o uznanych nazwiskach i niezwykłych talentach. Ten niezwykły talent to wielki Boży dar, który obdarowanego wynosi ponad przeciętność. I to jest bardzo zobowiązujące, ponieważ tym niezwykłym talentem można służyć albo dobru, albo złu. Zatem można uszlachetniać lub niszczyć człowieka. A więc na twórcy spoczywa ogromna odpowiedzialność.

No tak, ale Pan Bóg prócz wolnej woli dał przecież człowiekowi rozum.

– Owszem, lecz jak mówi przysłowie, jeśli Pan Bóg chce ukarać człowieka, to odbiera mu rozum. I takich „bezrozumnych” obserwuję teraz w polityce, mediach, nauce, szkolnictwie, sztuce i szeroko pojętej kulturze. A ofiarami tych „bezrozumnych” stają się niestety, miliony młodych ludzi. Dlatego żal mi obecnego młodego pokolenia, które nie ma szansy obcować z humanistycznymi wartościami budującymi dobro. Zamiast tego niszczy się ich osobowość zalewem brzydoty, kłamstwa, wulgarności i bluźnierstwa.

Czy nie uważa Pani, że obecna niszczycielska działalność w teatrze, sztuce itp. jest celowo zaplanowana?

– Tak, i dotyczy to nie tylko formy i treści spektaklu, ale i sfery ducha odbiorcy. Nie tylko w Polsce, ale i w całym świecie. Być może celem jest zdegradowanie w nas poprzez sztukę człowieczeństwa.

Jak Pani myśli, kto tym kieruje, jakie środowiska, bo przecież nie dzieje się to spontanicznie, z przypadku?

– Ostatnio przeczytałam niezwykły wywód filozoficzny ks. prof. Tadeusza Guza na temat nowej lewicy. Od wielu już lat ostrzega on przed ideologią nowej lewicy. Pozwolę sobie zacytować fragment. Ksiądz profesor pisze: „Nowa lewica to nic innego jak dalszy rozwój filozofii Marksa i Engelsa, i Hegla wcześniej, a także Lenina (…)”. Jak wiemy, są to materialiści, czyli dla nich bogiem jest materia, a oni, twórcy tej ideologii, są sami dla siebie bogami. I dalej cytuję księdza profesora: „Pewna grupa świetnie wykształconych ludzi z różnych kontynentów postanowiła rozwijać dalej ideologię starej lewicy”. I – jak widzimy – ta ideologia starej lewicy materializuje się dzisiaj na naszych oczach, przepoczwarzając się w ideologię nowej lewicy, dla której wszelka duchowa wartość manifestująca w człowieku dobro, szlachetność i piękno nie ma znaczenia. Człowiek w tej ideologii staje się materią, przedmiotem, którym kierują tylko zwierzęce instynkty. Z tej nowej lewicy wywodzi się dzisiejszy feminizm i ideologia gender.

I dlatego artyści świadomi owego zagrożenia nie mogą udawać, że tego nie ma, żyć w świecie wirtualnym i swoim talentem wspierać wrogą człowiekowi ideologię nowej lewicy.

Obserwując dziś sztukę, teatr w Polsce, widzimy, jak bardzo zostały te przestrzenie zawłaszczone przez aktywistów nowej lewicy. Wiem, że aktywnie uczestniczyła Pani w proteście przeciwko tej bluźnierczej wystawie w Zamku Ujazdowskim w Warszawie.

– Byłam tam, ponieważ nie zgadzam się z taką polityką kulturalną, która godzi w najświętsze wartości mojego Narodu i mnie samej. Nie mogę zajmować biernej postawy obserwatora, gdyż każdy z nas, jeśli stchórzy, będzie rozliczony przed Bogiem i historią. A zwłaszcza rozliczeni będą ci, którzy mając władzę, a przez to dysponując pieniędzmi Narodu, świadomie finansują takie właśnie antynarodowe i antykatolickie przedsięwzięcia.

Dlaczego polska kultura oparta na wartościach chrześcijańskich z takim trudem przebijała się i przebija do świadomości kręgów kulturowych innych narodów?

– Myślę, że te narody zostały już tak zateizowane, że wątki chrześcijańskie zawarte w dziełach polskich twórców romantyzmu, Norwida, Krasińskiego, Słowackiego, Mickiewicza, a także Wyspiańskiego i innych są im obce. A ideolodzy nowej lewicy wbijają do głów Polakom, że nie warto tłumaczyć tych dzieł na inne języki, ponieważ za bardzo tkwią one w historii i losach Narodu Polskiego, którego twórcy piórem walczyli o wolność ducha i niepodległość Ojczyzny, czego przykładem są „Dziady” Mickiewicza wymierzone przeciwko rosyjskiemu zaborcy.

Ale i na scenach teatralnych w Polsce rzadko pojawiają się utwory romantyków.

– A jeśli są już u nas wystawiane przez tzw. polskich reżyserów, to najczęściej w tonacji szyderczej, ośmieszającej, a nierzadko nawet dopisuje się tym dziełom całe partie tekstu wypaczające idee autora danego utworu. Chciałoby się zapytać: na czyich usługach są ci inscenizatorzy, którzy swoją działalnością wyraźnie próbują ateizować młodych Polaków? Czy aby nie na usługach nowej lewicy? I dlaczego niektórzy uznani aktorzy biorą udział w takich przedsięwzięciach? Dlaczego nie mają odwagi odmówić przyjęcia hańbiącej roli? I dalej: dlaczego nie staną w obronie wspaniałego dziedzictwa narodowego, którego przecież są spadkobiercami i dla którego Pan Bóg dał im talent, aby mogli owo narodowe dziedzictwo przekazywać w nieskażonej formie nowym pokoleniom Polaków.

Dziękuję za rozmowę.

Temida Stankiewicz-Podhorecka

Nasz Dziennik