logo
logo

Zdjęcie: arch./ -

Czwarty wieszcz

Środa, 26 marca 2014 (02:12)

Tak nazywano go już za życia, dodając, że jest niezrównanym geniuszem. Współcześnie jeden z najwybitniejszych polskich aktorów, Janusz Zakrzeński, powtarzał, że bez lektury dzieł Wyspiańskiego nie można zrozumieć Polski i nie można pojąć, czym powinny być teatr i sztuka.

Jego twórczość wycisnęła piętno na wrażliwości Karola Wojtyły. Dramaty wieszcza wystawiane były często na scenie wadowickiego teatru w gmachu „Sokoła”, gdzie zapamiętana została zwłaszcza tytułowa rola zagrana przez przyszłego Papieża w „Zygmuncie Auguście”. Po Wyspiańskiego sięgał także Teatr Rapsodyczny Mieczysława Kotlarczyka. A niezwykły witraż „Stań się” w kościele Ojców Franciszkanów, vis-à-vis krakowskiej kurii biskupiej, arcydzieło, w którym Wyspiański przedstawił Boga Ojca w akcie stworzenia świata, stał się przedmiotem kontemplacji poety, aktora, kleryka, księdza i wreszcie metropolity krakowskiego. I może dlatego do opisanego tak celnie przez Wyspiańskiego „polskiego snu”, także w wymiarze duchowym, nawiązywał później wielokrotnie już jako Ojciec Święty Jan Paweł II.

Mocarz ducha

Stanisław Wyspiański żył zaledwie 38 lat, ale pozostawił po sobie nieprzebraną spuściznę. Jego twórczość stała się przełomem dla polskiego malarstwa i teatru. Był obdarzony wieloma talentami, dzięki czemu mawiano o nim „polski Leonardo da Vinci”. Pisał mistyczne dramaty o dziejach dawnych („Bolesław Śmiały”, „Skałka”) i bliższych („Noc Listopadowa”, „Warszawianka”). Malował i rysował niezwykłe portrety, a wśród nich najbardziej ujmujące są te, na których przedstawiał swoich najbliższych – żonę i dzieci („Macierzyństwo”). Projektował scenografię i kostiumy do sztuk teatralnych. Wykonał wspaniałe ilustracje do „Iliady” Homera. Podejmował się reżyserii. Tworzył niezwykłe projekty witraży, polichromii, projektował meble i wnętrza. Pod koniec życia, marząc o Polsce niepodległej, stworzył projekt przebudowy wzgórza wawelskiego, uwzględniając w nim budynki przyszłego polskiego parlamentu i amfiteatru narodowego. Szkoda, że w okrojonym dzisiaj kanonie lektur szkolnych młodzi ludzie obcują zaledwie z fragmentami twórczości Wyspiańskiego. A przecież tworzy on nasz polski kod kulturowy, bez którego nie tylko nie pojmiemy przeszłości, ale trudno nam będzie budować teraźniejszość i przyszłość. Wyspiański potrafił bowiem niezwykle celnie opisywać polskie wady. Wierzył, że jego twórczość przyczyni się do refleksji Polaków nad sobą. Miał nadzieję, że obudzi się w Narodzie duch, który wyzwoli rodaków z marazmu, że powstaną ze snu niewoli, i to nie tylko niewoli w znaczeniu politycznym. Dał temu wyraz w „Wyzwoleniu”, gdy Konrad prosi Boga w noc wigilijną:

Daj nam poczucie siły

I Polskę daj nam żywą,

by słowa się spełniły

nad ziemią tą szczęśliwą.

Jest tyle sił w narodzie,

Jest tyle mnogo ludzi,

Niechże w nie duch Twój wstąpi

I śpiące niech pobudzi.

„A to Polska właśnie”

Obrzęd weselny Lucjana Rydla i Jadwigi Mikołajczykówny stał się dzięki Wyspiańskiemu najsłynniejszym polskim weselem. Tam Wyspiański zobaczył Polskę w jej wymiarze ponadczasowym. Wszak bronowicka chata to nie tylko Polska z początku XX wieku, to także Polska współczesna. Wyspiański niezwykle celnie zdiagnozował w „Weselu” naszą narodową mentalność, która, niestety, rzadko podlega zmianom. Dlatego winniśmy sięgać po ten utwór często, aby przejrzeć się w nim jak w narodowym lustrze. Aby odnajdując się w tłumie tańczących weselników, zmienić nasze myślenie o dobru wspólnym. Aby nie powielać słów wyniosłej Radczyni: „Wyście sobie, a my sobie, każdy sobie rzepkę skrobie”. By nie być jak Dziennikarz, który kaduceuszem błazeńskim „mąci narodową kadź”. I wreszcie, by w tanecznym szaleństwie nie powierzać spraw dla wspólnoty najważniejszych ludziom nieodpowiedzialnym, tak jak czyni to Gospodarz. Daje Złoty Róg Wernyhory Jaśkowi, który gubi go, bo ważniejsza jest „czapka z pawim piórem”… „Wesele” to jedna z najgłębszych literackich refleksji nad darem wolności i nad wyzwalaniem się z „chocholego tańca” niemocy.

„Umierać musi, co ma żyć”

Wyspiański kształtował sposób myślenia o niepodległości kilku pokoleń Polaków. Bolesne doświadczenie historyczne XIX i XX wieku, jakie było udziałem Narodu Polskiego, nabierało nowego znaczenia dzięki jego utworom. W „Nocy Listopadowej”, niezwykłym dramacie, w którym realna historia spisku podchorążych z 1830 roku przenika się ze światem greckiej mitologii, Wyspiański wskazuje wyraźnie, że krew przelewana za wolność nie idzie na marne, że jest ziarnem, z którego wyrośnie niepodległość. Wprowadzając do polskich dziejów postacie mitologiczne – Demeter i Kory, artysta dawał nadzieję pokoleniom strzelców, legionistów, żołnierzy podziemia i żołnierzy niezłomnych, że ich trud nie jest daremny.

Nauczyciel Niepokornych

W sposób szczególny Wyspiański ukształtował postawę pokolenia, które na początku XX wieku tworzyło w Galicji polską irredentę. Ludzi, których prof. Bohdan Cywiński określił jakże trafnie mianem „Niepokornych”. Wyspiańskiego czytał Józef Piłsudski, czytali inni działacze niepodległościowi. Nawet sposób salutowania w oddziałach strzeleckich – dwoma palcami, a nie pełną dłonią – miał komendant Piłsudski zaczerpnąć z salutu, jaki składa Stary Wiarus w przejmującej, bezgłośnej scenie „Warszawianki”, utrwalonej w pastelu Wyspiańskiego. Jak wielkim był dla nich autorytetem, świadczy historia, którą przywoływał we wspomnieniach Stefan Żeromski. Otóż Piłsudski poprosił autora „Popiołów”, aby ten wyjednał u Wyspiańskiego podpisanie odezwy, która miałaby wesprzeć dążenia niepodległościowe. Był to rok 1905 i w powszechnym odczuciu społecznym marzenia o czynie zbrojnym, prowadzącym do odzyskania wolności, uważane były za mrzonki i swoistą fanaberię ludzi „chorych na Polskę”. Żeromski odbywa ze schorowanym już Wyspiańskim długą rozmowę w jego krakowskim mieszkaniu przy ul. Krowoderskiej. Wyspiański pisze w obecności rozmówcy prośbę o dymisję z Akademii Sztuk Pięknych. Zaskoczonemu rozmówcy odpowiada, że nie może być przecież jednocześnie profesorem podległym rządowi jednego z państw zaborczych i wpierać dążenia powstańcze. Wybiera to drugie. Ofiaruje jedenaście swych prac przedstawiających widok z pracowni na kopiec Kościuszki, aby wsparły skarb przyszłego polskiego wojska… Deklaruje, że na swój koszt wykona sto tysięcy litografii z obrazem Matki Bożej Częstochowskiej, aby wsparły duchowo i materialnie przyszłą insurekcję. I wreszcie wyjmuje z szuflady utwór, który jest jego hymnem na rzecz wolności. Jest to jedna z najgłębszych i najpiękniejszych modlitw, jakie zna polska literatura:

Zstąp Gołębico, Twórczy Duch,

Byś myśli godne wzbudził w nas,

Ku Tobie wznosim wzrok i słuch,

Spólnie żyjący, wzrośli wraz. (…)

Odwołaj wroga z naszych dróg (…)

Zwól w Tobie Światłość światu dać

Zwól z Wiarą wieków podjąć CZYN.

Wyspiański nie doczekał wymodlonego Czynu. Trawiony nieuleczalną chorobą zmarł przedwcześnie w 1907 roku. Siedem lat później z położonych niedaleko jego krakowskiej pracowni Oleandrów w bój o niepodległość ruszyli młodzi strzelcy Józefa Piłsudskiego. Kształtowani przez geniusz i idee Wyspiańskiego przerwali polski „taniec chocholi”, wyrywając Naród z niemocy! W stulecie czynu niepodległościowego warto sięgnąć po dzieła czwartego wieszcza! By wyrwał nas ze snu i pomógł odrodzić Ducha…

Jan Józef Kasprzyk

Nasz Dziennik